Plan resetu Trybunału Konstytucyjnego przedstawiany przez Konfederację budzi pytania o to, jak zmieniłby funkcjonowanie tej instytucji i relacje między władzami. W artykule przyglądamy się najważniejszym założeniom propozycji oraz ich możliwym konsekwencjom dla praworządności. Sprawdzamy też, jakie wątpliwości i argumenty towarzyszą dyskusji o sposobie naprawy TK.
Konfederacja proponuje rozmowy o zmianie konstytucji, by uporządkować spór wokół Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Krzysztof Bosak przedstawił pomysł tzw. resetu konstytucyjnego podczas spotkania z prezydentem, który zadeklarował gotowość do rozmów o konkretnych propozycjach. Bosak chce w ten sposób zakończyć chaos i wzajemne kwestionowanie składów najważniejszych instytucji państwa.
Ugrupowanie proponuje powołanie forum prawników, które oceniłoby jego pomysły oraz propozycje innych partii. Jednak zmiana konstytucji wymaga większości dwóch trzecich głosów w Sejmie, dlatego Konfederacja potrzebuje poparcia części posłów PiS. Obowiązującą ustawę zasadniczą przyjęto w 1997 roku. Zgodnie z jej artykułem 194 Sejm wybiera indywidualnie 15 sędziów Trybunału Konstytucyjnego na dziewięcioletnie kadencje. Kliknij w ten link i dowiedz się więcej.
Bez porozumienia reforma może tylko pogłębić kryzys
Były sędzia TK Marek Zubik przyznaje, że powrót do przestrzegania konstytucji może być potrzebny. Ostrzega jednak, że reset pozwalający uniknąć odpowiedzialności za wcześniejsze naruszenia prawa zaszkodziłby społeczeństwu. Podkreśla też, że sama zmiana konstytucji nie wystarczy, jeśli politycy nie będą przestrzegać jej reguł. Dlatego sens inicjatywy zależy od tego, czy strony uzgodnią jasne zasady i będą ich dotrzymywać.
Tymczasem spór o skład Trybunału pozostaje nierozstrzygnięty. W 2026 roku Sejm wybrał sześciu sędziów, ale prezydent przyjął ślubowanie tylko od dwóch, a pozostała czwórka nie mogła rozpocząć pracy. Zwolennicy zmian przypominają, że sędziów wybiera Sejm, a prezydent nie powinien selekcjonować kandydatów podczas ślubowania. Krytycy ostrzegają natomiast, że bez szerokiego porozumienia i rozliczenia wcześniejszych działań reforma może nie zakończyć kryzysu, lecz rozpocząć jego kolejny etap.
| Obszar | Dane i szczegóły |
|---|---|
| Zmiana Konstytucji | 2/3 głosów w Sejmie; potrzebne poparcie PiS |
| Skład TK | 15 sędziów; kadencja: 9 lat |
| Wybór nowych sędziów | 6 wybranych przez Sejm; ślubowanie przyjęte od 2, 4 pozostaje spornych |
| Rozliczenie | Reset nie powinien oznaczać bezkarności za naruszenia prawa |
| Kompromis | Forum prawników; rozmowy z udziałem partii i prezydenta |
| Warunek powodzenia | Przestrzeganie Konstytucji i uczciwe intencje |
Reset TK a rozliczenie osób odpowiedzialnych za kryzys praworządności

Reset Trybunału Konstytucyjnego nie może wymazać odpowiedzialności za kryzys praworządności. Państwo powinno odbudować instytucje i uporządkować ich działanie, a zarazem rozliczyć osoby, które świadomie obchodziły konstytucję. W przeciwnym razie „reset” stanie się nazwą dla bezkarności i zachętą do powtórzenia tych działań.
Spór obejmuje Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy i Krajową Radę Sądownictwa. Dotyczy sędziów dublerów, wyboru prezesów TK oraz skutków orzeczeń wydanych z udziałem osób, których status kwestionują sądy europejskie. Wyroki ETPCz i TSUE wskazują poważne wady przyjętych rozwiązań, ale ich wykonanie wymaga decyzji politycznych, prawnych i organizacyjnych. Dlatego sama nowa ustawa nie wystarczy — uczestnicy systemu muszą także przestrzegać wspólnych reguł.
Proponowany „reset konstytucyjny” zakłada zmiany w ustawie zasadniczej, które miałyby zakończyć spór o obsadę najważniejszych organów państwa. Sejm potrzebowałby jednak większości dwóch trzecich głosów, a więc poparcia części opozycji. Eksperci ostrzegają, że szybkie poprawki bez rzetelnej debaty mogą pogłębić chaos. Naprawa prawa musi zatem iść w parze z uczciwym rozliczeniem jego naruszeń.
Dwie przysięgi, cztery blokady: jak przełamać spór o sądy
Przypadek nowych sędziów TK wystawił władze na próbę. Sejm wybrał sześć osób, lecz prezydent przyjął ślubowanie tylko od dwóch, a pozostałej czwórce uniemożliwił orzekanie. Zwolennicy dopuszczenia wszystkich wskazują, że sędziów wybiera Sejm, więc prezydent nie powinien ich selekcjonować podczas ślubowania. Przeciwnicy zaś ostrzegają przed eskalacją konfliktu i niebezpiecznymi precedensami. Niezależnie od stanowiska potrzebujemy procedury, która nie pozwoli blokować instytucji z powodu sporu kompetencyjnego.

Rozliczenia powinny opierać się na konkretnych działaniach i dowodach, nie na politycznej zemście ani zbiorowej odpowiedzialności. Zasada ta dotyczy zarówno osób pełniących funkcje publiczne, jak i decydentów w sądach oraz prokuraturze. Państwo musi też wykonać orzeczenia europejskie, uporządkować zasady powoływania sędziów i przywrócić niezależność instytucji. Tylko taki reset naprawi system, zachowa ślady naruszeń i ograniczy ryzyko, że kolejna władza znów postawi się ponad prawem.
Ciekawostka: rozliczenie naruszeń praworządności powinno opierać się na indywidualnej odpowiedzialności i dowodach — sama pełniona funkcja ani przynależność polityczna nie przesądzają o winie.
Prezydencki sprzeciw wobec nowych sędziów wystawia rząd na próbę
Odmowa przyjęcia ślubowania od czterech z sześciu sędziów wybranych przez Sejm zamieniła spór o nominacje w poważny test dla rządu. Prezydent dopuścił do ślubowania tylko dwie osoby, więc pozostała czwórka nie może orzekać. W rezultacie konflikt dotyczy już nie tylko nominacji, lecz także granic działania instytucji i sposobów przywrócenia ich sprawności bez pogłębiania kryzysu.
Konstytucja stanowi, że Sejm wybiera 15 sędziów Trybunału na dziewięcioletnie kadencje. Rządzący i prawnicy podkreślają, że prezydent nie może decydować, którzy wybrani sędziowie obejmą urząd. Pałac Prezydencki ma inne stanowisko, a spór o cztery nominacje wpisuje się w szerszą batalię o praworządność, dotyczącą także Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego. Moim zdaniem każdy krok w tej sprawie wymaga nie tylko sprawności, ale też przekonującego uzasadnienia.
Na liście znajdują się najważniejsze możliwe sposoby rozwiązania sporu:
- zorganizowanie ślubowania przez marszałka Sejmu,
- przekazanie dokumentów prezydentowi,
- skierowanie sprawy do sądu pracy, który mógłby nakazać dopuszczenie sędziów do orzekania.
Każdy ruch może pogłębić kryzys i osłabić zaufanie do sądów
Proponowane rozwiązania nie są proste: obejmują ślubowanie zorganizowane przez marszałka Sejmu, przekazanie dokumentów prezydentowi albo skierowanie sprawy do sądu pracy, który mógłby nakazać dopuszczenie sędziów do orzekania. Każda z tych dróg grozi kolejnym sporem z prezesem Trybunału i zarzutami przekroczenia kompetencji. Sprawa może trafić także do europejskich trybunałów, lecz ich rozstrzygnięcia zwykle zapadają znacznie później niż reakcje polityczne.

Dla koalicji to sprawdzian odwagi i zdolności do działania zgodnie z prawem. Zwlekanie może utrwalić pat, natomiast ruch bez szerokiego uzasadnienia prawnego dostarczy przeciwnikom argumentów i stworzy niebezpieczny precedens. Kryzys wpływa nie tylko na obsadę Trybunału, lecz także na zaufanie do wyroków, stabilność państwa i wiarygodność obietnic naprawy sądownictwa. Rząd musi więc przedstawić rozwiązanie skuteczne i zrozumiałe dla obywateli.
Ciekawostka: Konstytucja wyznacza sędziom Trybunału Konstytucyjnego dziewięcioletnią kadencję, ale nie określa wprost terminu, w którym prezydent ma odebrać od nich ślubowanie — ta luka stała się jednym z punktów zapalnych sporu.
Czy reset konstytucyjny ma szansę na ponadpartyjny kompromis?
Reset konstytucyjny może zyskać poparcie ponad podziałami, jeśli przywróci wspólne reguły, a nie uchroni przed odpowiedzialnością za ich łamanie. Konfederacja proponuje rozmowy o Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Krzysztof Bosak chce powołać forum prawników, które przygotowałoby rozwiązania dla różnych partii. Prezydent zadeklarował gotowość do rozmów, jednak zmiana konstytucji wymaga większości dwóch trzecich głosów w Sejmie, a więc także poparcia posłów PiS. Jak już tu trafiłeś, poznaj kluczowe fakty o Konstytucji 3 maja.
Kryzys wymaga rozmów, choć utrudniają je spory o status sędziów i składów sądów. Politycy kwestionują legalność decyzji przeciwników, a europejskie trybunały wydają orzeczenia, których Polska nie wykonuje. Strony różnią się też w ocenie, jak naprawiać instytucje, by nie tworzyć nowych precedensów. Kompromis ma sens tylko wtedy, gdy wszyscy zgodzą się przestrzegać tych samych zasad.
Uczciwe reguły mogą odbudować zaufanie do państwa
Najpierw trzeba ustalić, czym ma być „reset”. Bezwarunkowe zamknięcie spraw i ochrona osób odpowiedzialnych za naruszanie prawa nie zyskałyby społecznego poparcia. Inaczej można ocenić powrót do nadrzędności konstytucji, przejrzyste zasady obsadzania urzędów i gwarancje niezależności sądów — takie rozwiązania mogłyby rozpocząć rozmowy. Eksperci podkreślają jednak, że sama zmiana konstytucji nie wystarczy, jeśli politycy nie będą przestrzegać jej zapisów.
O powodzeniu kompromisu zdecydują uczciwe intencje i konkretne zabezpieczenia, nie jego nazwa. Potrzebne są praca prawników, publiczna debata oraz zgoda, że rozliczanie naruszeń może iść w parze z naprawą instytucji. Bez tych warunków reset pogłębi podziały; jeśli zostaną spełnione, może odbudować zaufanie do państwa. Najpierw strony muszą uzgodnić wspólne reguły, a dopiero potem zmieniać konstytucję.










