Reforma Trybunału Konstytucyjnego zapowiadana przez Koalicję Obywatelską może istotnie zmienić zasady jego funkcjonowania i wpłynąć na relacje między najważniejszymi instytucjami państwa. W artykule przyglądam się założeniom planu KO, wskazując, które przepisy miałyby zostać zmienione i jakie mogą być skutki tych propozycji. Wyjaśniam też, jakie wątpliwości prawne budzi reforma i co jej wprowadzenie mogłoby oznaczać dla obywateli.
- KO chce obsadzić sześć wakatów ekspertami prawnymi, bez czynnych i byłych polityków.
- Sejm wybiera sędziów TK na dziewięcioletnie kadencje; spór dotyczy roli prezydenta przy ślubowaniu.
- Odmowa ślubowania i niedopuszczenie wybranych osób do orzekania mogą pogłębiać kryzys Trybunału.
- Proponowany podział nominacji między Sejm, Senat i prezydenta ma ograniczyć polityczny monopol.
- Reforma ma też zapobiegać wakatom, blokadom i utracie zaufania do TK.
Koalicja Obywatelska chce obsadzić wakaty w Trybunale Konstytucyjnym prawnikami, a nie byłymi ani czynnymi politykami. Wśród kandydatów koalicji 15 października są sędziowie, profesorowie prawa, adwokaci i urzędnicy państwowi, głównie związani z Warszawą i Górnym Śląskiem. Do obsadzenia jest sześć z 15 miejsc w Trybunale; sędziowie pełnią dziewięcioletnie kadencje.
Na liście znaleźli się m.in. Krystian Markiewicz, sędzia, profesor Uniwersytetu Śląskiego i były prezes Iustitii; Anna Korwin-Piotrowska, prezeska Sądu Okręgowego w Opolu i stowarzyszenia Themis; oraz Maciej Taborowski, profesor Instytutu Nauk Prawnych PAN, adwokat i były zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich. Kandydatami są także adwokatka Magdalena Bentkowska i radca prawny Marcin Dziurda, były prezes Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa. Zestawienie obejmuje dwie kobiety, a część kandydatów działała na rzecz praworządności.
Nowi sędziowie przed trudnym wyzwaniem: odbudować autorytet Trybunału

Koalicjanci długo negocjowali listę: PSL zabiegało o swoich kandydatów, a skład mógł zmienić się do ostatniej chwili. Termin zgłaszania kandydatur upływał w południe 11 marca, a Sejm miał głosować nad obsadą sześciu wakatów podczas najbliższego posiedzenia. W Trybunale pozostają dwaj sędziowie, których obecna większość określa jako „dublerów”: kadencja Justyna Piskorskiego miała upłynąć 18 września 2026 roku, a Jarosława Wyrembaka — 30 stycznia 2027 roku. O wiarygodności nowych nominacji przesądzą nie tylko życiorysy kandydatów, lecz także możliwość pracy Trybunału bez politycznych blokad.
Największą niewiadomą pozostaje stanowisko prezydenta Karola Nawrockiego. A skoro już tu jesteś, sprawdź, kiedy Duda obejmie urząd prezydenta. Sejm wybiera sędziów, natomiast — według interpretacji przepisów przywoływanej przez prawników — prezydent ma umożliwić im złożenie ślubowania, a nie decydować o wyborze. Dlatego spór może przenieść się z Sejmu do Trybunału; na 17 marca zaplanowano rozprawę dotyczącą zasad wyboru sędziów tej instytucji. W tle pozostają zarzuty o jej upolitycznienie oraz pytanie, czy nowi eksperci odbudują jej autorytet mimo ostrego konfliktu.
Ślubowanie sędziów i rola prezydenta: gdzie przebiega granica jego uprawnień?
Ślubowanie sędziów Trybunału Konstytucyjnego stało się jednym z głównych punktów sporu o praworządność. Procedura obejmuje zgłoszenie kandydatów, wybór przez Sejm i objęcie urzędu. Konstytucja powierza Sejmowi wybór sędziów na dziewięcioletnie kadencje, a ustawa określa sposób składania ślubowania. Spór dotyczy tego, czy prezydent może wstrzymać ten ostatni etap i nie dopuścić wybranej osoby do pracy.
Rola prezydenta obejmuje udział w ceremonii, ale nie wpływ na wybór. Głowa państwa nie wskazuje kandydatów, nie głosuje nad nimi ani nie zatwierdza decyzji Sejmu. Według prawników osoba prawidłowo wybrana przez Sejm uzyskuje status sędziego, a ślubowanie pozwala jej rozpocząć pracę. Prezydent powinien umożliwić złożenie ślubowania, a nie odmawiać z powodów politycznych lub z powodu własnej oceny kandydata.
W Trybunale jest 15 miejsc, a kadencja każdego sędziego trwa dziewięć lat. W marcu Sejm miał obsadzić sześć wakatów. Wśród kandydatów znaleźli się sędziowie, profesorowie prawa, adwokaci i radcowie prawni; według doniesień nie było wśród nich czynnych ani byłych polityków. Gdy prezydent nie odebrał ślubowania, część wybranych osób złożyła je w Sejmie wobec marszałka i notariusza. Pałac Prezydencki uznał tę procedurę za niezgodną z prawem, a prezes TK nie dopuścił tej grupy do orzekania.
Gdy ceremonialny gest staje się narzędziem blokowania sądu
Kluczowe pytanie brzmi, czy prezydent może odmową udziału w ślubowaniu zablokować decyzję Sejmu. Jeżeli cię to ciekawi to poznaj znaczenie sejmu konwokacyjnego. Podobny spór wybuchł w 2015 roku, gdy Andrzej Duda nie odebrał ślubowania od osób wybranych przez ówczesną większość parlamentarną. Powtarzanie tego scenariusza może utrwalić zasadę, że obsada sądu zależy nie tylko od Sejmu, lecz także od uznania prezydenta, choć przepisy nie przyznają mu takiego uprawnienia.
Konflikt obejmuje też skład i działanie Trybunału. W TK zasiadają osoby, które obecna większość określa jako „dublerów” — wybrane na miejsca wcześniej obsadzone. Ponadto prezes Bogdan Święczkowski ma istotny wpływ na wyznaczanie składów orzekających. Spór dotyczy również uchwał Sejmu, publikowania wyroków i orzeczeń europejskich trybunałów, które wskazywały na problemy z niezależnością części składów. W tych warunkach odmowa przyjęcia ślubowania może stać się narzędziem blokowania pracy instytucji.
Uważam, że najbezpieczniejsza granica jest jasna: Sejm wybiera sędziego, a prezydent nie powinien zastępować sądu ani parlamentu w ocenie tej decyzji. Długofalowym rozwiązaniem może być precyzyjniejsze określenie procedury, na przykład składanie ślubowania przed organem dokonującym wyboru. Każda zmiana wymaga jednak wyraźnej podstawy prawnej i szerokiej zgody. Bez niej kolejne nominacje będą podważać zarówno zaufanie do prezydenta, jak i zaufanie obywateli do państwa.
Rozproszenie nominacji między Sejm, Senat i prezydenta ma zapobiec politycznemu monopolowi
Gdy jedna większość parlamentarna obsadza cały Trybunał Konstytucyjny, instytucja może wyglądać jak przedłużenie bieżącej polityki. Podział nominacji między Sejm, Senat i prezydenta ograniczyłby to ryzyko: żaden ośrodek nie wskazywałby wszystkich sędziów, a skład Trybunału odzwierciedlałby różne wyniki wyborów. Wspomnieliśmy o tym w tym wpisie.
W proponowanym modelu każdy z trzech organów wskazywałby pięciu spośród piętnastu sędziów. Dziś wszystkich wybiera Sejm. Ponieważ kadencje parlamentu i prezydenta nie zawsze się pokrywają, nominacje mogłyby rozłożyć się w czasie i odzwierciedlać różne nastroje społeczne, a nie jeden polityczny moment.
Podział kompetencji nie wyeliminuje sporów, ale utrudni jednej ekipie szybkie przejęcie całego Trybunału. Warto też wykluczyć czynnych parlamentarzystów z grona kandydatów i zapewnić ciągłość orzekania mimo wakatów. Takie zabezpieczenia mogą pomóc odbudować zaufanie do sądu konstytucyjnego.
Trybunał bez pustych miejsc i politycznych blokad
W polskiej debacie pojawiła się także propozycja, by Sejm wybierał sędziów większością dwóch trzecich głosów. Taki próg może skłaniać do kompromisu, ale przy silnej polaryzacji pozwala mniejszości blokować nominacje. Model trójpodmiotowy opiera się na innej równowadze: każdy organ obsadza własną pulę miejsc i nie może wstrzymać nominacji pozostałych.
Ostatnie lata pokazały, że sam podział kompetencji nie wystarczy, jeśli ślubowanie sędziów staje się źródłem konfliktu. Jedna z propozycji przewiduje, że sędzia składałby je przed organem, który go wybrał lub powołał. Rozważano też utrzymanie sędziego na stanowisku do objęcia urzędu przez następcę, by wakaty nie przerywały pracy Trybunału.

To nie gwarantuje zgody, ale ogranicza ryzyko politycznego monopolu. Znaczenie będą miały kryteria kandydatów, długość kadencji, jawność procedur i rozłożenie zmian w składzie na kolejne lata. Stabilne reguły, zaakceptowane przez różne strony, zwiększą szansę, że Trybunał pozostanie sądem konstytucyjnym, a nie trofeum po wyborach.
Maciej Berek w TK: czy jego wybór zmieni układ sił w Trybunale?
Wybór Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego może oznaczać więcej niż obsadzenie wakatu. Doktor prawa i konstytucjonalista przez lata pracował w administracji państwowej, a w rządzie Donalda Tuska kierował pracami legislacyjnymi. Jego kandydatura łączy więc eksperckie doświadczenie z wyraźnym kontekstem politycznym.
Trybunał liczy 15 sędziów, wybieranych przez Sejm na dziewięcioletnie kadencje. Koalicja rządząca postanowiła obsadzić sześć wakatów, choć część obecnych członków określa jako „dublerów”. Jednocześnie prezydent Karol Nawrocki nie odebrał ślubowania od czworga sędziów wybranych przez Sejm, a prezes TK Bogdan Święczkowski nie dopuszcza ich do orzekania. Nawet jedna nominacja może zmienić układ wpływów w tym sporze.
Według relacji z otoczenia rządu Berek sam zabiegał o miejsce w Trybunale, traktując je jako zwieńczenie kariery prawniczej. Zwolennicy cenią jego znajomość systemu, spokój i skuteczność. Krytycy wskazują zaś na jego bliskie związki z obecnym obozem władzy oraz wcześniejszą pracę w rządzie. Ta nominacja sprawdzi, czy kompetencje prawnicze przebiją się przez polityczny spór.
Spór o władzę może sparaliżować decyzje Trybunału

Wybór Berka może wpłynąć na układ sił w Zgromadzeniu Ogólnym TK, które decyduje o sprawach organizacyjnych, kadrowych i strukturze instytucji. W obozie rządzącym pojawiały się wyliczenia, że po uznaniu wybranych sędziów zgromadzenie mogłoby zyskać przewagę 8:7. Nie oznacza to jednak, że nowi sędziowie zaczną orzekać: spór o ślubowanie, status członków Trybunału i kompetencje prezydenta może zablokować skutki wyboru.
Konflikt dotyczy także praworządności, publikowania wyroków oraz granic władzy prezydenta i parlamentu. Sejm twierdzi, że prezydent powinien umożliwić sędziom rozpoczęcie pracy, natomiast Pałac Prezydencki uważa, że pominięcie ślubowania przed głową państwa narusza konstytucję. Berek może wzmocnić jedną ze stron w sporach organizacyjnych, ale jego wybór nie zakończy kryzysu ani nie zapewni Trybunałowi powszechnego uznania.
Ciekawostka: wybór sędziego do TK na dziewięcioletnią kadencję może wpływać na instytucję długo po zmianie rządu, ale sama nominacja nie gwarantuje udziału w orzekaniu — w obecnym sporze kluczowe pozostają ślubowanie i dopuszczenie sędziów do pracy.
Źródła:
- https://oko.press/koalicja-15-pazdziernika-chce-do-trybunalu-konstytucyjnego-ekspertow-co-zrobi-nawrocki
- https://klubjagiellonski.pl/2026/05/14/jak-przeprowadzic-powazny-reset-ustrojowy-polityk-przedstawil-propozycje-reformy/
- https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-idzie-na-gole-piesci-tusk-jesienia-chce-odbic-tk-berek-to-cz,nId,23532260










