W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Zupa z gwoździa

24 maja 2015

"Nastał czas tchnąć nowe życie w projekt europejski" - to deklaracja wypowiedziana kilka miesięcy temu przez szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude'a Junckera. Nastąpiła ona w wyniku konstatacji, że "obywatele tracą wiarę, ekstremiści z lewej i prawej strony prześladują nas, konkurenci atakują". W związku z tym zapowiedział wdrożenie całkiem nowego programu, który ma podźwignąć gospodarczo Unię Europejską i nadać jej nowy impuls, jak stwierdził, dać Unii "nowe życie". 

Kluczem projektu Junckera są inwestycje. Główny problem to pieniądze, których brakuje. Wielu polityków i ekonomistów do planu tego podchodzi z rezerwą, określając go dyplomatycznie jako "ambitny, ale mało realny". Juncker wymyślił, że przez trzy lata zdoła wygenerować w Unii Europejskiej ponad 315 miliardów euro, które pobudzą gospodarkę. Problem jednak w tym, że takich pieniędzy nie ma.
Sam autor pomysłu wykłada tylko 8 miliardów euro, w rzeczywistości przesuwając te środki z instrumentu finansowego "Łącząc Europę".  Dokładając do tego gwarancje Unii Europejskiej i środki z Europejskiego Banku Inwestycyjnego powstaje Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych z łączną kwotą 21 miliardów euro.
To piętnaście razy mniej niż suma, którą Juncker zamierza wydać. Słowem, chce ugotować przysłowiową zupę z gwoździa. Zakłada, że jego projekt wesprą prywatni inwestorzy kwotą ponad 250 miliardów euro. To prawdopodobnie najsłabszy punkt tego socjalistycznego programu. Wizja jest piękna, wręcz przeurocza. Juncker mówił: "Mam wizję dzieci w Tesalonikach, wchodzących do nowej klasy zapełnionej komputerami, mam wizję francuskich mieszkańców przedmieść, którzy mogą naładować swoje elektryczne samochody przy autostradzie w taki sposób, jak dziś tankują benzynę". W wizji tej nie dostrzega Polski, choć okazuje się, że na realizację planu Junckera mają składać się wszyscy Polacy. Niedawno ogłoszono, że Polska przeznaczy na projekt Junckera 8 miliardów euro. Dotychczas deklaracje takie złożyły Niemcy, Francja i Włochy, które zapewniły o wpłacie również po 8 miliardów euro, Hiszpania - półtora miliarda i Luksemburg - 80 milionów euro.  

Komisja Europejska postanowiła wprowadzić pewien system zachęt. Państwa płacące na pomysł Junckera nie będą musiały przestrzegać dyscypliny deficytu budżetowego, co może naruszać artykuł 126 Traktatu Lizbońskiego. Komisja już zapowiedziała, że kraje takie "będą mogły liczyć na łagodniejsze traktowanie".
Kraj nasz nadal chce płynąć w głównym nurcie - europejskim oczywiście - dokładając kosztowne składniki do unijnej zupy. Czy jesteśmy aż tak bogaci jak Niemcy i Francja, żeby wydawać na wątpliwe pomysły tak ogromne kwoty? Niektórzy przypominają, że tak lekko przekazywane do Unii dodatkowe środki to równowartość kwoty wydawanej rocznie przez Polskę na wojsko i bezpieczeństwo. Poza tym okazać się może, że ciężko wypracowywane w Polsce pieniądze mogą zostać wyrzucone w błoto. Dostrzegł to nawet były wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz, który plan Junckera przyrównał do socjalistycznych realizacji dekady Edwarda Gierka. Napisał on: "Plan Junckera wyraża mit, że inwestycje publiczne są kluczowe dla gospodarki. Socjalizm też realizował ów mit; plan Gierka miał dać Polsce rozkwit". Sądzę, że Balcerowicz wie, co mówi, gdyż w tamtym czasie sam nie tylko należał do partii Gierka, czyli Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, ale pracował w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, gdzie zajmował się właśnie tematyką "urynkowienia gospodarki socjalistycznej".

Czy powracamy zatem do dawnych czasów w innej odsłonie i systemu centralnie sterowanego? Przed laty znany polski pisarz, publicysta i kompozytor Stefan Kisielewski twierdził, że "socjalizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju".  Czy na pewno chcemy maszerować w tym kierunku pod przywództwem przewodniczącego Komisji Europejskiej Junckera?

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł