W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Zła polityka energetyczna w Polsce

12 lutego 2012

Profesor Mirosław Piotrowski mówi o problemach związanych z sektorem energii w Polsce i na świecie. Europoseł nawiązuje również do projektu geotermalnego fundacji Lux Veritatis oraz planowanych likwidacji zakładów energetycznych na Lubelszczyźnie.

Energetyka jest jedną z najważniejszych dziedzin europejskiej i światowej gospodarki. Nazywana jest słusznie dziedziną strategiczną, tzn. najistotniejszą i długookresową. Człowiek może obejść się bez wielu produktów, ale bez prądu i ogrzewania, szczególnie w zimie, na pewno nie. Z energii korzystamy wszyscy. Gdy odetną nam prąd, dostrzegamy dopiero brak światła, bezużyteczność lodówek, odkurzaczy, czy mikserów. Bez energii nawet zainstalowana tu kamera byłaby nieprzydatna. Ceny energii nieustannie idą w górę i tylko stosunkowo niewielka grupa ludzi ma na to wpływ. Dostawcy i pośrednicy tego surowca cały czas się bogacą. Jeśli cena energii wzrośnie zaledwie o 50 groszy na jednego mieszkańca Polski, to miesięczny dodatkowy zysk tzw. operatora wyniesie ponad 19 milionów złotych. Dotyczy to skali naszego kraju, ale jeśli weźmiemy pod uwagę społeczeństwo całej Unii Europejskiej, która liczy około 500 milionów mieszkańców, to wspomniana tzw. drobna podwyżka wyniesie już dodatkowo 250 milionów złotych. Nie może więc dziwić, że w sektorze energetycznym o wysokie decyzyjne stanowiska zabiegają nie tylko biznesmeni, ale i wpływowi politycy oraz ważni funkcjonariusze służb specjalnych. Wystarczy przywołać tu postać byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera, który otrzymał od Gazpromu wysokie stanowisko w konsorcjum budującym Gazociąg Północny lub byłego szefa CIA Jamesa Woolseya, o którego ważnej funkcji w sektorze energetycznym dowiedziałem się osobiście w trakcie spotkania z nim w Departamencie Stanu w Waszyngtonie. Mając na uwadze całokształt tego zagadnienia, w Traktacie Lizbońskim wydzielono specjalny passus dotyczący energetyki, gdzie w artykule 194 zapisano, że:

„polityka Unii w dziedzinie energetyki ma na celu w duchu SOLIDARNOŚCI między państwami członkowskimi:

a) zapewnienie funkcjonowania rynku energii,

b) zapewnienie bezpieczeństwa dostaw energii w Unii,

c) wspieranie efektywności energetycznej i oszczędności energii, jak również rozwoju nowych i odnawialnych form energii”.

Jak wygląda realizacja zwłaszcza tego ostatniego zapisu w praktyce pokazuje polityka rządu polskiego w przypadku projektu geotermalnego fundacji Lux Veritatis. Projekt ten umożliwiłby ogrzanie połowy miasta Torunia. Rząd z powodów politycznych (a być może nie tylko politycznych) zerwał umowę na dotację na badania wód geotermalnych w Toruniu, co komisarz ds. energii skomentował słowami: „nagłe zmiany są destruktywne i zakłócają wszelkie strategie związane z inwestycjami w energię ze źródeł odnawialnych. Należy ich unikać, ponieważ mają szkodliwe skutki dla zaufania inwestorów oraz dla działań dążących do osiągnięcia celów”. Kończąc, komisarz, odnosząc się do dyskryminacji Fundacji Lux Veritatis, stwierdził: „Komisja Europejska wyraziła już zaniepokojenie rozwojem sytuacji w ostatnim czasie w niektórych państwach członkowskich w tym zakresie i będzie nadal ściśle monitorować tę kwestie, mając na względzie dalsze działania na szczeblu Unii Europejskiej, jeżeli okażą się one niezbędne”. Takich energicznych działań niestety nie dostrzegamy, a obserwowana bezczynność jest korzystna dla omawianych wcześniej lobbies ze szkodą dla naszych obywateli. Rząd polski zachęcony brakiem konsekwencji Komisji idzie dalej, pozwalając kontrolowanym przez siebie spółkom energetycznym, takim jak PGE, czyli Polska Grupa Energetyczna, na z pozoru niewinne łączenie rejonów energetycznych, o czym informował już szeroko Nasz Dziennik. Przy tej okazji likwiduje się zakłady energetyczne m.in. na Lubelszczyźnie – w Kraśniku, Janowie Lubelskim, Lubartowie i Radzyniu Podlaskim. Zagrożone są także zakłady w Biłgoraju, Łukowie i Hrubieszowie, a także kilkanaście innych na całym obszarze działania spółki. W trakcie spotkania ze związkami zawodowymi i załogą zakładu w Kraśniku, na które zostałem zaproszony, słusznie argumentowano, że tzw. nowa polityka energetyczna niesie za sobą nie tylko ukryte zwolnienia, ale też zagrozi bezpieczeństwu energetycznemu na Lubelszczyźnie i w całym kraju.  Starosta radzyński zwracał uwagę, że połączenie, a właściwie przeniesienie zakładu energetycznego do innej miejscowości niesie z sobą poważne ryzyko, gdyż w Radzyniu są dwa duże zakłady przemysłu chłodniczego z instalacją zawierającą amoniak. Gdyby nastąpiła awaria, skutkująca kilkugodzinnym brakiem dostawy prądu, spowodowałoby to wydostanie się amoniaku do atmosfery i skażenie miasta. Przeniesienie zakładu może więc utrudnić usunięcie takiej awarii. Jak taka polityka ma się do cytowanego już zapisu Traktatu Lizbońskiego, zapewniającego o bezpieczeństwie dostaw energii w Unii? O co więc właściwie chodzi? Czy o to, że w związku z ogłoszonym przez UE globalnym ociepleniem zimy w Polsce i Europie są niezwykle łagodne, czego właśnie doświadczamy i energia nie jest lub nie będzie nam już tak potrzebna, czy też aktualne jest nadal stwierdzenie byłego szefa służb wywiadowczych Francji Alexandre’a de Marenches, że „istnieją powiązania interesów tak przemożne, że nikt nie ma ochoty ich tknąć”.

Mirosław Piotrowski