W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Zapowiedź

4 listopada 2018

Jedną z najważniejszych informacji minionego tygodnia dla Niemiec i Unii Europejskiej była zapowiedź. Zapowiedź kanclerz Angeli Merkel, że nie będzie ubiegać się o stanowisko przewodniczącej partii CDU. Z pozoru niewinna zapowiedź, a jednak, jak odnotowały europejskie media, może być brzemienna w skutkach dla całej Unii Europejskiej. Angela Merkel przewodzi CDU od osiemnastu lat, a kanclerzem Niemiec jest od lat trzynastu. Bez wątpienia nadaje ona ton i wytycza drogę polityczną naszej Unii. To Merkel trzy lata temu podjęła decyzję, wbrew unijnym traktatom, o wpuszczeniu do Europy setek tysięcy imigrantów. Wywołało to ogromne komplikacje w Niemczech oraz innych krajach Unii Europejskiej. Decyzja pani kanclerz spowodowała gwałtowny wzrost nastrojów uniosceptycznych. Nie była też bez znaczenia dla wyniku referendum w sprawie Brexitu w Wielkiej Brytanii. Na krytyce imigracyjnej polityki Merkel powstało bądź urosło w siłę wiele antyestablishmentowych partii politycznych. W Niemczech to Alternatywa dla Niemiec (AfD), która z niewielkiej partii politycznej, sprzeciwiającej się na początku walucie euro, na fali antyimigranckich haseł urosła do poważnej siły politycznej już zajmującej w niemieckich sondażach drugie miejsce. AfD reprezentowana jest we wszystkich landach niemieckich. Wprawdzie CDU ciągle jest największą partią w Niemczech, ale poparcie społeczne dla niej z dnia na dzień topnieje.

Wcześniej już zwracałem uwagę na fakt, że politycznie tracą partie i osoby związane z CDU i Merkel, jak chociażby bawarska CSU i tworząca z nimi koalicję rządową SPD. Ogromnym wstrząsem dla nich były wyniki niedawnych wyborów w Bawarii. Czarę goryczy przelały ostatnie wybory w Hesji. Wprawdzie rządząca CDU wybory w tym landzie wygrała, ale osiągnęła tu wynik najgorszy od pół wieku. To właśnie po tej kolejnej „gorzkiej wygranej”, kanclerz Merkel zapowiedziała, że nie będzie więcej ubiegać się o szefostwo CDU, a wybory w tej partii odbędą się już na początku grudnia tego roku. Pani kanclerz zapowiedziała przy okazji, że nie będzie też zabiegać o żadne stanowisko polityczne. Komentatorzy zauważają, że tzw. efekt Merkel, z którego korzystała jej partia się wyczerpał. Symptomy widoczne były wcześniej, a bunt wobec Merkel w szeregach CDU narastał. Dowodem tego były wybory na przewodniczącego CDU/CSU w Bundestagu, gdzie zgłoszona przez Merkel kandydatura Volkera Kaudera, jej zaufanego, sromotnie przepadła.

CDU wyraźnie się zapada. Inni twierdzą, że „fermentuje”, a kanclerz Merkel zapowiada, że zrezygnuje. Jej zapowiedź może doprowadzić do jeszcze większych wstrząsów politycznych czy nawet politycznego trzęsienia ziemi w Unii Europejskiej niż przewidywano to parę tygodni temu. To bowiem Merkel wespół z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem kieruje Unią. Macron jest politykiem o wiele lżejszej wagi, nazywanym przez niektórych „politykiem kieszonkowym”. On również ma problemy we Francji, jego popularność gwałtownie topnieje. Osłabienie Merkel oznaczać będzie poluzowanie drylu w Unii Europejskiej, a przed nią finalizacja rozwodu z Brytyjczykami, konflikt budżetowy z Włochami, przepychanki prawodawcze z Węgrami i Polakami, a co najistotniejsze, wzrost sił politycznych i osób nazywanych populistami. Obecnie Niemcy zastanawiają się przede wszystkim, jak długo jeszcze Merkel będzie kanclerzem ich kraju. Czy dotrwa do wyborów do Parlamentu Europejskiego w maju przyszłego roku, czy też do wyborów we wschodnich landach Niemiec, gdzie CDU stoczy bitwę z antyimigrancką AfD? A może dotrwa jednak do końca kadencji? Tego dzisiaj nie wiemy, ale jedno jest pewne - to polityczne wrzenie w Niemczech i całej Unii wywołała jedna zapowiedź, sformułowana przez Angelę Merkel.

Mirosław Piotrowski