W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Zamach

22 listopada 2015

Krwawy zamach w Paryżu był ogromnym wstrząsem nie tylko dla Francuzów. Sprawców było kilku. Okazało się również, że na początku października tego roku jeden z terrorystów posługujący się syryjskim paszportem zarejestrował się jako uchodźca i przedostał do Europy w tłumie migrantów. Wielokrotnie ostrzegałem, że więcej niż lekkomyślna polityka decydentów Unii prowadząca do niekontrolowanej imigracji spowoduje katastrofę. Przykład francuski może stanowić niestety tylko początek. Rację miał premier Węgier Viktor Orban, który stojąc na straży unijnego prawa uszczelnił zewnętrzną granicę Unii na odcinku węgierskim. Decyzją kanclerz Niemiec Angeli Merkel, wbrew unijnemu prawu, wpuszczono do Europy rzesze ludzi deklarujących się jako uchodźcy. Obecnie zaczynamy zbierać żniwo tej politycznej decyzji.

Według wyliczeń unijnej agencji ds. ochrony granic Frontex, do Europy przybyło milion dwieście tysięcy niesprawdzonych imigrantów. Po paryskiej tragedii pani kanclerz Niemiec wydaje się bardzo powściągliwa w swoich wypowiedziach, a prezydent Francji François Hollande, który w czasie zamachów znajdował się w epicentrum, stwierdził, że Francja znalazła się w stanie wojny, ogłosił stan wyjątkowy na terenie całego kraju i wprowadził kontrole na granicach. Podobnie uczyniła sąsiadująca z Francją Belgia. Tutaj też w Belgii, w Brukseli poszukiwano sprawców zamachu terrorystycznego, blokując jedną z dzielnic tego miasta. Zdaniem analityków i europosłów wcześniej zajmujących się profesjonalnie wojskowością i terroryzmem, to właśnie w Belgii mieści się centrum dowodzenia nie tylko niedawnych ataków terrorystycznych. Ma to wynikać między innymi ze struktury specyficznej społeczeństwa belgijskiego oraz nieustannego przepływu ludzi. To około jedenastomilionowe społeczeństwo podzielone jest niemal na pół, na Flamandów i Walonów, którzy od lat, dyplomatycznie rzecz ujmując, za sobą nie przepadają. Jedni posługują się językiem niderlandzkim, a drudzy francuskim. Ze względu na część niemieckojęzyczną trzecim językiem urzędowym jest niemiecki. W Brukseli usytuowana jest większość unijnych instytucji zatrudniających kilkadziesiąt tysięcy osób - polityków, urzędników, tłumaczy. Są tu też lobbyści, dziennikarze, wreszcie pracownicy fizyczni, którzy bardzo często się wymieniają. Przyjeżdżają tu ludzie z niemal całego świata. Pojawianie się nowych twarzy bądź ich znikanie nie budzi więc tu wielkiego zainteresowania. W Brukseli mieszka ogromna liczba muzułmanów, którzy opanowali niektóre dzielnice. Stolica Belgii podzielona jest na 19 communes, czyli gmin-dzielnic, a każda z nich ma własnego burmistrza i odrębną administrację. Nie radzą sobie one z bezpieczeństwem. Już przed kilku laty mój kolega flamandzki europoseł tłumaczył, że w Brukseli są dzielnice, gdzie policja w ogóle nie zagląda, nawet jeśli otrzymuje zgłoszenie. Boi się tam wjechać, gdyż jest częstowana nawet koktajlami Mołotowa. Przypomnę, że gdy Jerzy Buzek był przewodniczącym Parlamentu Europejskiego ogłosił pomysł ogrodzenia drutem kolczastym Parlamentu ze względów bezpieczeństwa. Obecnie podniesiono stopień zagrożenia terrorystycznego w Brukseli i przed budynkami Parlamentu stoją uzbrojeni w karabiny żołnierze.

Nie tylko Belgia i Francja jest zagrożona. Premier Wielkiej Brytanii David Cameron wyznał, że na terenie jego kraju tylko w ostatnim półroczu udaremniono aż siedem zamachów. Także władze tureckie podały do wiadomości, że w dniu zamachu w Paryżu zneutralizowano przygotowywany zamach w Stambule, gdzie notabene utknęli szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker i szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Ich lot odwołano ze względów bezpieczeństwa. Czy doprowadzi ich to do refleksji i przeformatowania unijnej polityki imigracyjnej? Co do takiej konieczności nie mają wątpliwości obywatele Unii, którzy po prostu się boją. Boją się pójść do kawiarni, restauracji, a co dopiero na mecz czy na koncert, gdyż mogą, podobnie jak w Paryżu zostać zastrzeleni. Muzułmańscy terroryści za nic mają nie tylko nasze życie, ale i własne, wysadzając się w powietrze. Dlatego w wielu krajach ugruntowuje się akceptacja dla zawieszenia strefy Schengen, czyli swobodnego podróżowania po Europie. A właśnie ten przywilej postrzegano jako najbardziej praktyczną zaletę Wspólnoty Europejskiej. Większość czołowych polityków ma świadomość, że erozja systemu Schengen może pociągnąć za sobą upadek całego projektu Unii Europejskiej.

Jeszcze nie jest za późno. Warunek to uznanie, że dotychczasowa unijna polityka imigracyjna w wydaniu kanclerz Merkel poniosła klęskę i zamiast upierać się przy automatycznym podziale tzw. uchodźców, wśród których na pewno znajdują się terroryści, trzeba zastosować artykuł 42.7, a także 222 Traktatu Lizbońskiego dotyczący klauzuli solidarności. Zapisano tam, że „Unia i jej Państwa Członkowskie działają wspólnie w duchu solidarności, jeżeli jakiekolwiek Państwo Członkowskie stanie się przedmiotem ataku terrorystycznego”. Niestety kolejne zamachy są możliwe i wielce prawdopodobne, jeśli nie podejmiemy realnych działań.

prof. M. Piotrowski, europoseł