W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Wybory w Parlamencie Europejskim

22 stycznia 2012

Poseł komentuje najważniejsze wydarzenia styczniowej sesji plenarnej w Strasburgu, m.in. wybory nowego przewodniczącego PE, wiceprzewodniczących oraz kwestorów, a także debatę ws. wydarzeń politycznych na Węgrzech.

W minionym tygodniu w Strasburgu odbyła się pierwsza sesja Parlamentu Europejskiego w nowym roku. Cieszyła się ona niespotykanie dużą frekwencją europosłów ze względu na proceduralne zmiany oraz omawiane tematy. Polscy posłowie aktywnie włączyli się w prace Parlamentu. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, Polak Jerzy Buzek przestał pełnić funkcję przewodniczącego PE, a zastąpił go na tym miejscu dotychczasowy szef frakcji socjalistów Niemiec Martin Schulz. Większość oczekiwała takiego wyboru, który został uzgodniony już dwa i pół roku temu. Wprawdzie wystartowało dwoje innych kandydatów, ale nie mogli zagrozić Schulzowi z powodu zabetonowania politycznego układu, który w Parlamencie Europejskim trwa już od wielu lat. Wybrano także czternastu wiceprzewodniczących, w tym jednego Polaka z frakcji ludowej. Polska miała szansę uzyskania jeszcze dwóch wiceprzewodniczących – z frakcji konserwatywnej i socjalistycznej. Jednak w obliczu braku porozumienia wewnątrz delegacji PiS w grupie EKR, stanowisko to przypadło mniejszej delegacji czeskiej. Socjaliści natomiast zrezygnowali ze swego kandydata, obsadzając za to stanowiska dwóch z pięciu kwestorów Parlamentu Europejskiego. Niczego niestety nie uzyskała polska prawica, nad czym należy ubolewać, bo była duża szansa. Oprócz upłynięcia kadencji Jerzego Buzka, skończył się także czas polskiej prezydencji, którą zastąpiła Dania. Najwięcej emocji wzbudziła jednak debata na temat ostatnich wydarzeń politycznych na Węgrzech. Przybył na nią premier Viktor Orban, który odniósł się do głównych zarzutów formułowanych przez Komisję Europejską i lewicową stronę sceny politycznej w Europie. Murem za Orbanem stanęła nie tylko największa frakcja w PE – Europejska Partia Ludowa, ale także zdecydowana większość prawej strony Parlamentu.  Zwracano uwagę na stosowanie podwójnych standardów przez Komisję Europejską. Mianowicie, kiedy w innych krajach ma miejsce pewna niezgodność przepisów z traktatami, to Komisja w ogóle nie reaguje. Jednakże w przypadku Węgier, które prezentują jasną, prawicową i chrześcijańską postawę, stosuje się drastyczne metody, wszczynając procedury prawne i grozi się zablokowaniem środków unijnych. Na sali plenarnej wielu lewicowych posłów nawiązywało także do węgierskiej ustawy medialnej, zwracając uwagę na rzekomą dyskryminację niewygodnych mediów.  Wypowiadając się w tej debacie, stwierdziłem, że: „Węgry poddawane są skandalicznej krytyce urzędników Unii Europejskiej, ze względu na wprowadzone zmiany w swojej konstytucji i wcześniej ustawie medialnej. Ze zdumieniem obserwujemy obłudę Komisji Europejskiej, która tak drastycznie reaguje w przypadku Węgier, podczas gdy na przykład w Polsce rządząca koalicja, wykorzystując podległy jej organ, jakim jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, celowo blokuje nadawanie niewygodnych dla niej stacji telewizyjnych na platformie cyfrowej, takich jak katolicka telewizja Trwam. Ponieważ obecny rząd polski jest tak entuzjastycznie nastawiony do instytucji unijnych, Komisja po prostu przymyka oczy na stosowane przez niego praktyki dyskryminacyjne, choć lamią one podstawowe wartości Unii Europejskiej. W przypadku Węgier, których rząd cieszy się poparciem przygniatającej większości obywateli, Komisja stosuje jednak selektywny szantaż”. Wyraziłem nadzieję, że Parlament Europejski opowie się za Węgrami i w obronie Węgier.
Premier Orban podziękował wszystkim, którzy stanęli w obronie narodu węgierskiego, raz jeszcze tłumacząc, ze jest gotowy do konkretnych rozmów z KE i że nie został zakwestionowany ani jeden artykuł węgierskiej konstytucji. Żaden polski europoseł nie wypowiedział się przeciwko rządowi Viktora Orbana, który zacytował Roberta Schumana – jednego z ojców założycieli Unii Europejskiej. Powiedział on mianowicie: „demokracja będzie albo chrześcijańska, albo wcale jej nie będzie”. Nie tylko Węgrzy, ale i Polacy powinni podpisać się pod tą sentencją.

Mirosław Piotrowski