W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Wokół budżetu UE

25 listopada 2012

Profesor Mirosław Piotrowski omawia projekt przyszłych wieloletnich ram finansowych (budżet Unii Europejskiej na lata 2014−2020).

Najważniejszą sprawą w Unii Europejskiej jest uchwalenie wspólnego budżetu dla 27 państw członkowskich. Budżet ten ustala się na siedem lat. Jesteśmy na finiszu okresu 2007−2013, a za rok wkroczymy w siedmioletnią perspektywę finansową 2014−2020. Na budżet Unii Europejskiej składają się wszystkie państwa członkowskie, które solidarnie płacą 1% Produktu Krajowego Brutto do kasy Unii. Wiadomo, że 1% PKB Niemiec jest o wiele wyższy od analogicznej kwoty na Malcie, Słowacji czy nawet w Polsce. Nasz kraj co roku wpłaca do budżetu unijnego obligatoryjnie około 4 miliardów euro w zależności od kursu złotówki, a więc w perspektywie siedmioletniej koszt naszej składki wniesie około 28, a być może nawet 30 miliardów euro. Takie państwa jak Niemcy, ale także Francja i Wielka Brytania jako najwięksi płatnicy netto do budżetu Unii Europejskiej chcieliby mieć nie tylko największy wpływ na wysokość i podział unijnego budżetu, ale także prowadzoną przez Unię politykę gospodarczą i zagraniczną. W kontekście ekonomicznego kryzysu Unii, szczególnie widocznego w Grecji, Hiszpanii, Portugalii i we Włoszech, główni europejscy gracze dbają przede wszystkim o maksymalizowanie korzyści swoich krajów kosztem budżetu Unii Europejskiej. Dotychczas siedmioletni budżet Unii opiewał na kwotę około 1 biliona euro. W zbliżającej się perspektywie finansowej przewidywano budżet w wysokości 988 miliardów euro. Rocznie więc Unia dysponuje środkami w wysokości około 140 miliardów euro. Wielka Brytania domagała się redukcji siedmioletniego budżetu o 200 miliardów euro, czyli jedną piątą. Niemcy – o 130 miliardów euro, a przewodniczący Rady Europejskiej Van Rompuy – o 75 miliardów euro. Nowe kraje członkowskie, w tym Polska, najwięcej czerpią właśnie z funduszu spójności, który wprowadzono po Traktacie z Maastricht. Celem tego funduszu było wyrównanie różnic/poziomów między starymi a nowymi krajami członkowskimi. Z tej linii dofinansowywane są projekty infrastrukturalne, czyli drogi, mosty, koleje oraz ochrona środowiska. Polska spodziewała się otrzymać do dyspozycji na te cele w nowej perspektywie finansowej około 80 miliardów euro. Niestety zapowiadane cięcia budżetowe miały dotyczyć przede wszystkim tego funduszu. Wielkie nadzieje pokładano w dopłatach bezpośrednich dla rolników, a przede wszystkim ich wyrównaniu. Do tej pory polski rolnik otrzymuje około 200 euro dopłaty do hektara, podczas gdy rolnik niemiecki ponad 300 euro, a grecki nawet ponad 500 euro do hektara. Dysproporcje w dopłatach nie są zgodne z obowiązującym prawodawstwem Unii Europejskiej. Rząd polski nie wykorzystał szansy polskiej prezydencji na zniwelowanie tych różnic. Pomimo medialnych doniesień o różnych spotkaniach premiera Donalda Tuska w sprawie budżetu trudno być optymistą. Niedawno minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski napisał do mnie list, apelując o wsparcie działań rządu, a konkretnie przekonywanie moich kolegów brytyjskich konserwatystów w Parlamencie Europejskim, a poprzez nich premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona. Cameron zapowiedział blokadę – weto dla propozycji wieloletniego budżetu Unii, jeśli „nie będzie spełniać postulowanego przez rząd brytyjski warunku”, czyli jeśli nie będzie spełniał żywotnych interesów Wielkiej Brytanii.  Odnoszę wrażenie, że pan minister Sikorski nieco przecenia mój wpływ na premiera Wielkiej Brytanii, zapominając, że David Cameron prowadzi tego typu politykę już od wielu lat i polski rząd od dawna powinien jej przeciwdziałać, zamiast w ostatniej chwili rozsyłać rozpaczliwe listy. Przewodniczący naszej grupy konserwatywnej w Parlamencie Europejskim Martin Callanan opowiedział się za utrzymaniem poziomu środków dla nowych krajów członkowskich z funduszu spójności, w tym Polski. Mam nadzieję, że polski rząd odnotuje nasz wkład w sformułowanie tego typu stanowiska i wreszcie zauważy, że każdy musi bronić swoich narodowych interesów i że piłka jest w jego rękach.

M. Piotrowski