W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Wierny jednej partii

1 marca 2015

Partia polityczna to formacja, która bez względu, w jakim kraju funkcjonuje, dąży do zdobycia władzy. Tym różni się np. od towarzystwa hodowców kanarków.
W przeszłości pojęcie to miało różne konotacje. Mało kto wie, że w XIX wieku w trakcie Powstania Styczniowego, walczące polskie oddziały zbrojne nazywano "partiami". Nie o takie partie jednak nam chodzi. Celem partii politycznej jest rządzenie i wcielanie w życie własnej politycznej wizji. Realizacji tego planu nierozłącznie towarzyszy obsadzanie kluczowych i intratnych stanowisk w państwie swoimi nie tylko liderami, ale i aktywistami oraz ludźmi, którzy często tuż przed lub po zdobyciu władzy do niej przystępują, deklarując lojalność oraz ideową więź i gorącą ochotę współdziałania.

Z perspektywy historycznej zauważalna jest tendencja, że im mniejsze szanse na przejęcie władzy, tym rzadsze szeregi partii, a wraz z coraz większą perspektywą rządzenia, szeregi jej niebotycznie się rozrastają. Kiedy jest już przy władzy, chętnych jest jeszcze więcej. Gdy w czasie I wojny światowej Józef Piłsudski wyruszał w bój z Oleandrów ze swą Pierwszą Brygadą Kadrową, towarzyszyła mu garstka zapaleńców. Po latach na zjazd tejże brygady przybyły tłumy jej prawdziwych jak i rzekomych członków, Posiadający wówczas władzę w Polsce marszałek Piłsudski, widząc rzesze tzw. legionistów, przemówienie rozpoczął od westchnienia: "Gdybym ja was wtedy tylu miał...". Nie inaczej jest i w dobie dzisiejszej. Dotyczy to zarówno polskiej, jak i europejskiej sceny politycznej. Dziesięć lat temu, po wejściu Polski do Unii Europejskiej, urzędujący premier i szef SLD Leszek Miller, delegował swoją kandydatkę na komisarza w Komisji Europejskiej. Po pięciu latach, gdy zakończyła się kadencja i nastąpiła zmiana rządu, ta sama osoba startowała już do Europarlamentu z list PO.

Polityka powinien oczywiście cechować pragmatyzm, ale czy ma on jakieś granice? Obserwujemy wiele politycznych transferów, np. przejście brytyjskiego konserwatywnego europosła do liberałów, czy też irlandzkiego europosła od liberałów do grupy konserwatywnej, bądź też inne transfery nie tylko na poziomie Parlamentu Europejskiego, ale także na poziomie parlamentów krajowych.
Tzw. opinia publiczna w Polsce gorszy się translokacją, niekoniecznie ideową, polityków PiSu do PO, którzy natychmiast otrzymują intratne i eksponowane rządowe posady. Dużo uwagi poświęca się także egzotycznym transferom do PSLu, po jego dziwnym zwycięstwie w wyborach samorządowych. W konsekwencji wielu powątpiewa w ogóle w ideowość polityków.

Partia polityczna powinna działać według uchwalonego wcześniej programu. Okazuje się jednak, że i z tym w wielu krajach, nie tylko w Polsce jest kłopot. Współrządząca obecnie w Niemczech (Christlich Demokratische Union - Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna) utworzona została po II wojnie światowej w 1945 roku. Rządziła, lub współrządziła z przerwami w Niemczech przez blisko 30 lat, ale co ciekawe, swój pierwszy program polityczny ustaliła dopiero w 1978 roku.
W tym długim okresie, w związku z brakiem programu, bazowała tylko na wytycznych, tzw. Leitsätze. Główna polityczna dominanta niemieckich chadeków była znana i trudno ją było wówczas mylić z programem socjalistów. Dziś program się już nieco rozmył, co pozwala bez wyrzutów sumienia zawierać nie tylko koalicję w kraju z socjalistami, ale tworzyć największą grupę polityczną w Parlamencie Europejskim, m.in. z polskimi politykami PO i PSL.

Jak odróżnić ideowego polityka od koniunkturalisty? Czasami jest to bardzo trudne. Prawdziwy egzamin zdaje się dopiero w momentach przełomu. I tak po upadku NRD, wielu tamtejszych komunistów prześmiewczo nazywano Wendehälse, tzn. Krętogłowami. Krętogłów to ptak, który nie zmieniając pozycji potrafi obrócić głowę o prawie 180 stopni.  Dawniej komuniści, uzasadniając zmiany politycznego kursu, zwykli twierdzić, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Znany francuski polityk i dyplomata z czasów Rewolucji Francuskiej de Talleyrand, którego Napoleon nazwał "łajnem w jedwabnych pończochach", mawiał: "Moje poglądy zależą od pogody".  Zmieniał on partie polityczne, w zależności od tego, która wygrywała. Podobnie czynił ówczesny szef policji francuskiej i lider różnych stronnictw politycznych Fouché. Odpierając zarzuty o swojej politycznej niestałości, miał przewrotnie odpowiadać: "Całe życie byłem wierny jednej partii - zwycięskiej".
Ilu obecnych polityków sentencję tę traktuje jako ciągle aktualne motto swojej aktywności.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł