W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

W oparach CO2

9 grudnia 2012

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prof. Mirosław Piotrowski mówi o absurdzie jakim jest zaostrzanie polityki klimatycznej oraz o tym kto traci a kto zyskuje na redukcji emisji CO2.

Niemal wszyscy zgodni są w twierdzeniu, ze należy chronić przyrodę, i środowisko naturalne oraz ich nie zanieczyszczać. Głównym demonem symbolizującym negatywne zaburzenia biosfery i klimatu naszej planety stał się dwutlenek węgla, czyli słynne CO2. Jesteśmy właśnie na finiszu Konferencji klimatycznej ONZ, uważanej za najważniejsze światowe forum kształtujące politykę klimatyczną. Do stolicy Kataru Doha udała się delegacja Unii Europejskiej celem ambitnego zawalczenia o jeszcze większe ograniczenia emisji CO2 – czyli zaostrzenia polityki klimatycznej (dotychczas jedynym prawnym porozumieniem dotyczącym ochrony klimatu był Protokół z Kioto z 1997 roku). Punktem wyjścia – niebezpiecznym dla gospodarki także Polski – kształtującym stanowisko Unii jest przekonanie, że klimat ociepla się głównie ze względu na rosnącą emisję CO2 i że decydującym trucicielem jest człowiek, który może powstrzymywać ten proces. U niektórych unijnych decydentów obsesja na tym punkcie przybrała formy zbliżone do ideologii, a nawet do religii. Inni świetnie na tym zarabiają. Skutecznie wyciszane są głosy naukowców i polityków poddających w wątpliwość i krytykujących unijną politykę klimatyczną. Według oficjalnych dotychczasowych ustaleń naukowców 96% całej globalnej emisji dwutlenku węgla przypada na oceany, wulkany i ziemię oraz pochodzącą z nich parę wodną, na co człowiek praktycznie nie ma wpływu. Jak ujął to profesor Zbigniew Jaworowski „pogląd, iż człowiek może wpływać – świadomie, bądź nie – na klimat globalny jest przejawem pychy”. Ten rodzaj pychy prezentuje nadal pogrążona w kryzysie Unia Europejska. Otóż, jeśli 96% CO2 produkują oceany, wulkany, ziemia, to roczna produkcja dwutlenku węgla przez ludzką cywilizację – samochody, fabryki itp. stanowi zaledwie 4% całości. Z tych 4% emisji CO2  wszystkie kraje Unii Europejskiej emitują mniej niż jedną siódmą. Przy ogromnym wysiłku i wyrzeczeniach dwudziestoprocentowa redukcja emisji dwutlenku węgla przez Unię może spaść zaledwie o kilka setnych procent w skali całego globu. W tym czasie najwięksi „dostawcy” CO2 do atmosfery, tacy jak przede wszystkim Chiny, ale także USA i Indie, nie przejmując się przyjmowanymi przez UE regulacjami zwiększają emisję CO2 do atmosfery. Kilka lat temu w Parlamencie Europejskim przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso stwierdził, iż wie, że nasze redukcje nie będą miały większego znaczenia, ale jak zaznaczył, chcemy dać przykład innym. Barroso dodał, że pierwsze efekty naszej dzielnej walki z globalnym ociepleniem będą zauważalne dopiero za sto lat, czyli nikt z nas tego nie doświadczy, a ekonomiczne skutki walki z tzw. ociepleniem odczuwamy już dziś poprzez wzrost cen energii. W przyszłości skutki te mogą być wręcz katastrofalne. Zgodnie z wyliczeniami Komisji Europejskiej kraje Unii, w tym Polska, do 2020 roku, czyli przez kolejne 7 lat, będą musiały wydać 1 bilion euro na unijne regulacje związane ze zmianami klimatu. Skutkiem będzie wielokrotny wzrost cen energii. W ciągu ostatnich sześciu lat cena prądu w Unii Europejskiej wzrosła o 125%. Według wyliczeń polskiego Ministerstwa Środowiska w latach 2000-2010 Polska wydała na przystosowanie do klimatycznych wymogów Brukseli z własnego budżetu 30 miliardów euro. Jeden z polskich dzienników, powołując się na wyliczenia znanej firmy doradczej podał, że redukcja emisji CO2 i przestawienie na energię odnawialną do 2030 roku będzie kosztowała Polskę aż 92 miliardy euro. To więcej niż Polska spodziewa się otrzymać z unijnych dotacji przez następne siedem lat. Propozycje Komisji Europejskiej na lata 2013-20 w związku z ograniczeniem CO2 poważnie zagrażają polskim firmom, szczególnie papierniczym, chemicznym i cementowym. Zdaniem przedstawicieli Biura Stowarzyszenia Producentów Cementu polskie cementownie będą zmuszone coroczniekupować uprawnienia do emisji za około 100 milionów euro. W podobnej sytuacji znajdą się polskie elektrownie węglowe. Koszty zostaną przerzucone na każdą polską rodzinę. Nie wszyscy jednak stracą. Niektórzy na globalnym ociepleniu, czyli w oparach CO2, robią przysłowiowy „złoty interes”. Przykładowo naukowcy popierający swoimi badaniami procesy globalnego ocieplenia, w tym Międzynarodowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) nie tyko otrzymali w ostatnich latach miliardowe dotacje, ale mają otrzymywać na dalsze badania 6% zysków z handlu emisjami, czyli 6% bilionowych wpływów z handlu de facto niczym. Podobnie jak w słynnym filmie komediowym Stanisława Barei „Miś”, okazuje się, że właściwie nikt nie wie, po co budowany jest ten tytułowy ogromny miś, ale widać, że im jest on droższy, tym większy procent zysku przypada obsługującym go konsultantom.

M. Piotrowski