W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Vox populi

3 lutego 2013

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prof. Mirosław Piotrowski mówi o tysiącach ludzi wychodzących na ulice polskich i europejskich miast, wyrażających w ten sposób swój sprzeciw wobec absurdalnych decyzji władz.

Vox populi, vox Dei – głos ludu głosem Boga. Nad znaczeniem tej sentencji zastanawia się dzisiaj wielu polityków. W ubiegłym roku Zbigniew Brzeziński, były doradca prezydenta Jimmy’ego Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego USA, ostrzegł światowe elity przed niebezpieczeństwem globalnego ruchu sprzeciwu „pochodzącego z samych głębin ludu”. Zwrócił uwagę na polityczne przebudzenie ludzi oraz immanentne – jak stwierdził – „odrzucenie zewnętrznego zarządzania ze względów historycznych”. Skonstatował, że „opór ten jest coraz twardszy i coraz trudniejszy do stłumienia”. To trafne przewidywanie potwierdza dzisiejsza rzeczywistość. Pomimo ideowych różnic oraz politycznych preferencji wyrażanych w wyborach, w większości ludzie mają świadomość tego, czym jest wolność osobista i swoboda wypowiedzi, co jest dobre, a co złe, co moralne i niemoralne, co naturalne i nienaturalne. Kiedy legalne, władze kraju, wybrane w drodze demokratycznej, swymi zarządzeniami i polityką ewidentnie kwestionują podstawowe, od wieków przyjęte normy, budzi się sprzeciw. Obecnie dostrzegamy to we Francji, gdzie nowy rząd forsuje ustawę o tzw. małżeństwach homoseksualnych i adopcji dzieci, nazywaną „Małżeństwem dla wszystkich”. W zlaicyzowanej Francji doszło do przebudzenia i w geście sprzeciwu na ulice wyszło prawie milion osób. Francuzi nie chcą, aby w dokumentach publicznych zamieniać słowa „ojciec, matka” na „rodzic A, rodzic B”. Według najnowszych badań aż 64% Francuzów jest niezadowolonych z polityki socjalistycznego rządu i prezydenta Hollande’a, których niedawno sami przecież wybrali. W ubiegłym roku setki tysięcy obywateli wyszły na ulicę europejskich miast, także w Polsce, protestując przeciwko słynnej umowie ACTA, ograniczającej swobodę wypowiedzi, zwłaszcza w Internecie. Pod naciskiem ludu, premier Polski cofnął swoje poparcie dla tego rozwiązania, a Parlament Europejski zdecydował w głosowaniu, że ACTA nie będzie obowiązywać na terenie Unii Europejskiej. Od wielu miesięcy setki tysięcy ludzi wychodzą na ulice polskich miast, domagając się wolności słowa, a przede wszystkim nie dyskryminowania katolickiej telewizji Trwam. Pomimo tak dużego oburzenia społecznego i zebrania dwóch i pół miliona podpisów, władze polskie lekceważą ten sprzeciw ludzi, o którym mówił cytowany Zbigniew Brzeziński. Podobne tendencje, w sensie lekceważenia głosu ludzi, dostrzegamy także w wielu organach Unii Europejskiej. Łamiąc ustalone wcześniej zasady co do przyjęcia eurokonstytucji, odrzuconej w powszechnych referendach we Francji i Holandii, wbrew woli obywateli dokument ten przyjęto pod nazwą Traktatu Lizbońskiego. Tenże traktat odrzucili w referendum Irlandczycy, ale zostali potem zmuszeni do jego przyjęcia. Eurokonstytucja i Traktat Lizboński miały uzdrowić Unię Europejską, ale ugruntowały „deficyt demokracji”, nie zapobiegając finansowym kryzysom. W konsekwencji doprowadziły do demonstracji w wielu krajach. We wrześniu ubiegłego roku w Portugalii na ulice wyszło pięćset tysięcy osób, a w Hiszpanii kilkadziesiąt tysięcy. W tym samym czasie w Grecji ponad dwieście tysięcy, a we Włoszech trzydzieści tysięcy osób. W październiku w Grecji pięćdziesiąt tysięcy ludzi protestowało przeciwko wizycie w Atenach Kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Także w październiku w Anglii na ulice wyszło sto trzydzieści tysięcy osób, a w grudniu w Grecji – trzydzieści tysięcy. W Polsce natomiast pod koniec września 2012 roku w marszu „Obudź się Polsko” na ulice Warszawy wyszły setki tysięcy ludzi. Historia pokazuje, że aroganckie zachowanie władz może prowadzić nawet do rewolucji, a to oznacza całkowity chaos i bezprawie. W chwili obecnej mało kto z decydentów krajów Unii Europejskiej dopuszcza taką myśl. Ale, jak wyraził się Lew Trocki, rewolucjonista i konkurent Józefa Stalina, „rewolucja wydaje się całkowitym szaleństwem tym, których zmiata i obala”.

M. Piotrowski