W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Unia po irlandzku

20 stycznia 2013

W związku z objęciem przez Irlandię prezydencji w Radzie Unii Europejskiej poseł do PE prof. Mirosław Piotrowski przybliża widzom priorytety irlandzkiej prezydencji na najbliższe pół roku.

Szacunek, wizja, pasja i wierność – to wnosimy do Unii Europejskiej. Wykorzystamy naszą prezydencję, aby wzmocnić rolę Unii Europejskiej w walce z ubóstwem i głodem – zapowiedział w Strasburgu premier Enda Kenny, ogłaszając program prezydencji irlandzkiej w Radzie Unii Europejskiej.  Irlandzkie przewodnictwo w Unii potrwa tradycyjnie sześć miesięcy. Irlandia, która 40 lat temu weszła do Unii Europejskiej, sprawuje prezydencję już po raz siódmy, ale obecna jest jej pierwszą od wejścia w życie Traktatu z Lizbony, który zmniejszył znacząco prerogatywy prezydencji. Po pierwsze premier kraju sprawującego prezydencję nie jest już  przewodniczącym Rady. Funkcję tę sprawuje na mocy Traktatu Lizbońskiego stały przewodniczący Rady Herman Van Rompuy. Prowadzi on szczyty 27 państw członkowskich Unii. Dawniej też minister spraw zagranicznych kraju sprawującego prezydencję koordynował politykę zagraniczną Unii, dziś czyni to szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton. Rola prezydencji nie jest jednak bez znaczenia, gdyż negocjuje ona unijne akty prawne między wszystkimi krajami Unii Europejskiej, a potem z Parlamentem Europejskim. Irlandczycy oficjalnie opowiedzieli się za prezydencją treści, a nie pokazów i ceremonii. Do głównych priorytetów zaliczyli między innymi: zrównoważony rozwój, tworzenie miejsc pracy, co ważne – walkę z bezrobociem, rozwój edukacji, przyspieszenie tworzenia unii bankowej i stosunki handlowe między Unią i USA. Sama Irlandia, nazywana niegdyś „Celtyckim Tygrysem”, boryka się podobnie jak Grecja i Portugalia z poważnymi problemami finansowymi. Dwa lata temu poprosiła Unię i Międzynarodowy Fundusz Walutowy o pomoc, pożyczkę, która wyniosła, jak stwierdził w Parlamencie Europejskim w Strasburgu premier Irlandii, 64 miliardy euro. Rocznie Irlandia spłaca 3 miliardy euro długu. Nie dziwi więc założenie, że irlandzka prezydencja ma być jedną z najtańszych. Dublin zamierza na nią przeznaczyć 60 milionów euro. Przykładowo, polska prezydencja kosztowała prawie dwa razy tyle i zdaniem brytyjskiej organizacji Open Europe polska prezydencja była jedną z najdroższych w historii. Dla porównania Węgry wydały 81 milionów euro, a Belgia 74. Irlandczycy planują cięcie kosztów w wielu segmentach. Obniżając wydatki zdecydowano, że samochodami będą jeździć tylko najwyżsi rangą politycy i urzędnicy, a inni skorzystają z komunikacji miejskiej. Większość spotkań prezydencji ma dobywać się w budynkach rządowych w Dublinie, gdzie zachęca się uczestników do używania rowerów miejskich. Również dla oszczędności w trakcie spotkań będzie podawana woda z kranu, zamiast wody butelkowej. Dla porównania w trakcie prezydencji polskiej wypito 200 tysięcy butelek wody, a także zjedzono 230 kilogramów krówek. Tak naprawdę irlandzka prezydencja stanie wobec dwóch kluczowych problemów. Będzie musiała ustosunkować się do nowych propozycji brytyjskiego premiera Davida Camerona, który stawia Unii ultimatum i prawdopodobnie będzie chciał renegocjować niektóre traktatowe zapisy. Po drugie musi zacząć rozwiązywać problemy rosnącego bezrobocia. Jak wypowiedział się ostatnio amerykański politolog George Friedman w artykule „Bezrobocie zabija Unię”, „jeżeli Europejczycy nie rozwiążą swoich problemów w 2013 roku, trzeba będzie się zacząć przyzwyczajać do myśli o przyszłości Europy bez Unii Europejskiej”. Irlandzki premier jest jednak optymistą. W Strasburgu zaprosił wszystkich do Irlandii, mówiąc, że „jeśli Irlandia daje sobie radę, to i Europa da sobie radę”.  Tylko, czy sam optymizm i zaklinanie rzeczywistości wystarczy?

M. Piotrowski