W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Unia monetarna

21 czerwca 2015

Euro to nie tylko europejska waluta, ale także polityczny projekt. Polska przystępując 11 lat temu do Unii Europejskiej zobowiązała się do przyjęcia tej waluty, czyli zamiany polskiej złotówki na euro. Nie określono jednak terminu, kiedy ta zamiana miałaby nastąpić. Teoretycznie możemy więc przyjąć euro za 100 czy 150 lat albo wcześniej, jednak zależy to od spełnienia trzech unijnych restrykcyjnych warunków. Przede wszystkim kryterium inflacji, stóp procentowych i deficytu budżetowego. Dwa pierwsze kryteria Polska już wypełniła i wszystko wskazuje na to, że niebawem Komisja Europejska, rekomendując Radzie Unii Europejskiej zakończenie procedury nadmiernego deficytu, zapali zielone światło umożliwiające Polsce na wejście do mechanizmu RM2, a w konsekwencji szybkie przyjęcie waluty euro.

Do tegoż aktu zachęcał w kampanii wyborczej prezydent Bronisław Komorowski. Jak wiemy, przegrał on wyścig do fotela prezydenckiego, a opozycja nie tylko nie spieszy się z przyjęciem europejskiej waluty, ale głośno też wyraża swój sprzeciw. Do przyjęcia euro w Polsce konieczna jest zmiana konstytucji, a do tego potrzebna jest większość w Sejmie, tzn. zgoda opozycji. Może ona sięgnąć po cały arsenał rzeczowych kontrargumentów. Wiele z nich sformułowali specjaliści podczas odbywającej się w ubiegłym miesiącu konferencji w Warszawie pt. „Polska, Europa, Euro”. Przemawiający tam były komisarz UE ds. usług i rynku wewnętrznego Frits Bolkestein twierdził, że euro stało się poważnym problemem, powodując w Europie „stagnację i wysokie bezrobocie, zwłaszcza wśród ludzi młodych”. Zwracał uwagę, że najlepiej prosperującą gospodarką Unii jest gospodarka brytyjska, która oparła się wprowadzeniu waluty euro. Stwierdził, że w Holandii, z której pochodzi, narasta ogromny sprzeciw wobec tej waluty i gdyby Holendrzy mieli dziś możliwość wypowiedzieć się na ten temat, to byliby przeciwko wprowadzeniu euro. Podobnie sytuacja wygląda w wielu innych krajach. Analogiczny trend obserwujemy w Polsce, gdzie według badań CBOS-u 70% Polaków opowiada się za pozostawieniem złotówki, a przeciwko wprowadzeniu euro.

W Polsce mamionej od lat propagandą sukcesu związanego z unijnymi dotacjami rośnie liczba tzw. eurosceptyków, tzn. osób krytycznie postrzegających funkcjonowanie Unii Europejskiej. Według cytowanych badań już 10% Polaków jest w ogóle przeciwna przynależności Polski do Unii Europejskiej. Liczba niezadowolonych prawdopodobnie będzie wzrastać. Łączy się to m.in. z katastrofalną sytuacją w Grecji, która przyjęła walutę euro w 2001 roku i natychmiast ceny dóbr konsumpcyjnych wzrosły o 30%. Także w Niemczech po zamianie marki na euro ceny towarów wyraźnie wzrosły. Gdy byłem w Niemczech już po wprowadzeniu euro wielu znajomych niezadowolonych z tego stanu rzeczy mówiło „euro, teuro”, co znaczy „euro - wszystko drogie”. Stosunkowo niedawno walutę euro przyjęła Litwa i już mieszkańcy tego kraju odczuwają wzrost cen produktów, co skutkuje wzmożoną turystyką zakupową, szczególnie w Polsce, gdzie ustawiają się kolejki do naszych marketów.

Nie tylko analitycy gospodarczy, ale też zwykli obywatele Unii Europejskiej dostrzegają, że wbrew wcześniejszym założeniom wprowadzenie wspólnej waluty zamiast wzmacniać ciągnie w dół całą Unię Europejską. W związku z kryzysem gospodarczym w Europie euro nie zapobiegło zapaści budżetowej w wielu krajach Unii, a wręcz przeciwnie pozbawiło możliwości elastycznego reagowania, np. obniżenia kursu waluty. Kryzys dotknął najbardziej kilka unijnych krajów, prześmiewczo nazwanych PIGS, czyli po angielsku świnie, od pierwszych liter ich nazw w języku angielskim, czyli Portugal, Italy, Greece, Spain.

Czy warto więc Polsce pchać się do tego pseudo ekskluzywnego klubu? Zachodni eksperci twierdzą, że Polska nie powinna się spieszyć. Wielu z nich uważa, że upadek strefy euro jest przesądzony. Podkreślają, że nie ma dylematu „czy”, tylko „kiedy” strefa euro upadnie. Obecnie walor ekonomiczny przystąpienia do tejże strefy jest mocno wątpliwy, a z historycznego punktu widzenia, trzeba pamiętać, że możliwość bicia własnej monety, a obecnie emisji narodowej waluty, zawsze była nie tylko symbolicznym atrybutem suwerenności kraju.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł