W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Unia Bankowa

16 lutego 2014

O systemie kontroli europejskich banków, czyli tzw. Unii Bankowej.

Doświadczona kryzysem Unia Europejska ma pretekst - i to dobry - aby zabezpieczyć, czyli centralizować zagrożenia. Główne znajduje się w sektorze finansowym. Od dwóch lat opracowywany jest system kontroli europejskich banków, czyli tzw. Unia Bankowa. Projekt wypracowała Komisja Europejska i Rada Unii Europejskiej, a zatwierdziła Rada Europejska, wzywając do przegłosowania go jeszcze w tej kadencji Parlamentu Europejskiego, tj. do końca kwietnia bieżącego roku.

Nacisk na Parlament jest duży, gdyż unijni politycy, dostrzegając wzrost nastrojów eurosceptycznych w całej Europie, obawiają się, że przyszły skład Europarlamentu odrzuci ich propozycję. Jednakże nawet obecny Przewodniczący naszej Izby, socjalista Martin Schulz, do przedłożonego projektu podchodzi z dystansem, twierdząc, że działania nowego nadzoru nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, a tylko naruszą wiarygodność Europejskiego Banku Centralnego.

Głównym celem Unii Bankowej ma być ochrona oszczędności obywateli Unii na wypadek kolejnego kryzysu finansowego poprzez przeniesienie ciężaru ratowania lub likwidacji banków z poziomu poszczególnych krajów członkowskich na poziom Brukseli. Unia ta ma opierać się na trzech filarach. Pierwszy to gwarancja depozytów do wysokości 100 tysięcy euro, notabene reguła ta już obowiązuje w większości krajów europejskich, również w Polsce. Drugi filar wzmacnia rolę Europejskiego Banku Centralnego, który nadzoruje już 330 banków. De facto nadzór ten dotyczy także Polski, bez względu na to, czy przystąpimy do Unii Bankowej, czy też nie, gdyż większość banków w naszym kraju ma swoje centrale w krajach strefy euro. Najwięcej emocji i kontrowersji budzi trzeci filar zakładający możliwość dokapitalizowania lub likwidacji banków znajdujących się na krawędzi bankructwa.

Na ratowanie banków gromadzony będzie specjalny fundusz, na który składki płacić będą same banki. Niemcy nie zgodzili się, aby kompetencje decyzyjne w tym mechanizmie powierzyć Komisji Europejskiej, argumentując, że współdecydować muszą ministrowie finansów Unii Bankowej. Docelowo fundusz ratunkowy ma wynieść 55 miliardów euro, ale Niemcy odciągnęli w czasie - na 10 lat - termin zgromadzenia tych środków. Celem polityki niemieckiej jest maksymalne opóźnienie wypłat ze składek niemieckich banków na ratowanie sektora bankowego innych krajów Unii.

Istnieje poważna obawa, że zanim mechanizm Unii Bankowej zacznie działać, wiele banków może już upaść. Z jednej strony finansiści wskazują, że zgromadzony fundusz w wysokości 55 miliardów euro, nawet przy dodaniu 500 miliardów euro z Europejskiego Mechanizmu Stabilności, może okazać się niewystarczający w perspektywie poważnego kryzysu. Przypominają oni, że obecny kryzys kosztował 1 bilion 600 miliardów euro, a nie jest wykluczone, że już teraz banki mają dodatkowo jeden bilion długów, których prawdopodobnie nie będzie można odzyskać. W takiej sytuacji z założenia powinien bardzo szybko reagować trzeci filar Unii Bankowej, czyli instytucja decydująca natychmiast o ratowaniu lub upadłości banku, aby nie dopuścić do wyprowadzenia kapitału bądź efektu domina. Decydować ma o tym tzw. Single Resolution Board, czyli Rada Restrukturyzacji Banków, składająca się z przedstawicieli państw strefy euro, Dyrektora oraz czterech stałych członków. Jej decyzje ma zatwierdzać Komisja Europejska, a w przypadku braku porozumienia, ministrowie finansów krajów UE.

Jeden z brytyjskich dzienników wyliczył, że w całym procesie decyzyjnym potrzeba dziewięciu posiedzeń, w których uczestniczyć może 126 osób i że aby osiągnąć porozumienie konieczne będzie zorganizowanie 143 głosowań. Ten sposób podejmowania decyzji krytykuje Parlament Europejski, a wielu europosłów zwraca uwagę, że właśnie taka struktura funduszu została wymuszona przez Niemcy, aby chronić przede wszystkim ich interesy.  Jakże więc mylił się nasz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, wygłaszając słynne słowa w Berlinie: "Mniej obawiam się niemieckiej siły, niż zaczynam bać się niemieckiej bezczynności".  W tym wypadku nie może być mowy o niemieckiej bezczynności.  Poważny dylemat będzie miała Polska. Dwa miesiące temu polski minister finansów stwierdził, że "w interesie Polski nie jest szybkie wejście do Unii Bankowej". Chce jednak, aby nasz kraj miał wpływ na jej kształt. Zdaniem ekspertów polski system bankowy podobno jest jednym z najzdrowszych i najstabilniejszych w całej Unii. Pamiętać jednak musimy, że nasze banki są zależne od zachodnich, a także o tym, że nie ma takiego banku, który wytrzymałby brak zaufania swoich klientów.

M. Piotrowski