W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Tusk jest swoistą egzemplifikacją Dyzmy europejskiej polityki

9 grudnia 2016

Prof. Mirosław Piotrowski rozmawiał dziś z red. Tomaszem Nieśpiałem w Radio Lublin

cyt: http://www.radio.lublin.pl/#/news/584a99e883ba8822773c9869

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz kończy swoją drugą 2,5-letnią kadencję i przechodzi do polityki krajowej. Ogłoszenie tej decyzji rozpoczęło falę spekulacji dotyczących roszad na kluczowych stanowiskach europejskich. Co z tej karuzeli wyniknie?

Zaproszenie do rozmowy na ten temat przyjął prof. Mirosław Piotrowski (na zdjęciu), poseł do Parlamentu Europejskiego. Z gościem rozmawiał Tomasz Nieśpiał.

- W PE mamy dwie największe frakcje polityczne - tj. Europejska Partia Ludowa (EPP) [chadecy - przy. red.] i socjaliści, którzy mają większość. Oni między sobą uzgadniają obsadę najważniejszych stanowisk. W tej połówce kadencji szefem Europarlamentu był socjalista - Martin Schulz, który odchodzi do polityki niemieckiej (…). To właśnie EPP przypada wyznaczenie przewodniczącego PE. Tego też domagają się chadecy. W chwili obecnej najpoważniejszą kandydaturą na to stanowisko jest niemiecki europoseł, szef frakcji EPP - Manfred Weber - mówił na antenie Polskiego Radia Lublin prof. Piotrowski.

- Ale karuzela jeszcze się kręci - podkreślił. - To jednocześnie otwiera spekulacje i pole do manewru wymiany innych kandydatów na stanowiskach. Jean-Claude Juncker ma 5-letnią kadencję i jest „nie do ruszenia” - pod warunkiem, że nie zrezygnuje sam na co się nie zanosi. Jeśli partia chadecka będzie miała swojego kandydata w fotelu szefa Europarlamentu, to pozostaje otwarta kwestia w maju gdy zwolni się - teoretycznie przynajmniej - stanowisko szefa Rady Europejskiej [zajmowane przez Donalda Tuska - przyp. red.]. Było ono zagwarantowane na 2,5 roku, kadencja kończy się 31 maja - tłumaczył europoseł.

- Socjaliści twierdzą, że będąc drugą siłą polityczną nie tylko w PE, ale i w Europie - należy im się jedno z trzech kluczowych stanowisk. Po objęciu fotela szefa Europarlamentu przez EPP naturalnie będą domagać się i domagają się stanowiska szefa rady dla siebie, czyli dla socjalisty. Donald Tusk postrzegany jest jako polityk konserwatywny. Tak w mojej opinii nie jest. Nie było to nigdzie zapisane, ale z rozmów z innymi politykami z tej grupy dowiedziałem się właśnie, że już Donald Tusk miałby sobie to miejsce zaklepać tzn. Angela Merkel stwierdziła, że zostaje, co nie przesądza do końca sprawy, ale na chwilę obecną taka sytuacja ma miejsce - przyznał Piotrowski.

Co to oznacza dla Polski? W kraju już od kilku tygodni toczy się żywiołowa dyskusja na temat posady dla Donalda Tuska. Czy ją utrzyma? Czy polski rząd powinien ją popierać?

- To będzie zależało od układu sił w Unii Europejskiej i od tego, jak potoczą się wypadki z Polską bezpośrednio nie związane jak chociażby ostatnie wybory na prezydenta w Austrii czy też - głównie - referendum we Włoszech. Widzimy, że przez kraje Unii Europejskiej, ale nie tylko, bo tutaj także wskazywane są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, przechodzi pewna fala niezadowolenia z rządzenia przez establishment, czyli przez polityków, którzy spotykają się w kuluarach, w gabinetach i uzgadniają za plecami wyborców tego typu nominacje, o których mówimy. Stąd też duża niepewność w Niemczech, bo główną rozdającą jest kanclerz Angela Merkel. Nie wiemy, co wydarzy się we Francji - mówił Mirosław Piotrowski.

- Do tej pory, pomimo braku formalnego zastrzeżenia, że kandydat z danego państwa członkowskiego, tak jak np. Donald Tusk, powinien mieć poparcie swojego kraju, to nieformalnie uważa się, że bez takiego poparcia startować nie powinien. Dyskusja toczy się właściwie poza dwoma okopami. Donald Tusk i jego zwolennicy twierdzą, że jest Polakiem i dlatego rząd polski powinien go popierać, a rząd polski odpowiada, że nic z tego tak naprawdę nie ma i nie dostrzega, aby dział na rzecz Polski - dodał Piotrowski.

Coś może zmienić się do maja? Rząd Polski zmieni swoje stanowisko? Czy będzie oficjalne poparcie Donalda Tuska? Czy taki scenariusz w ogóle jest możliwy?

- W polityce każdy scenariusz jest możliwy, wypadki biegną bardzo szybko. To będzie zależało od wzbudzenia refleksji w gronie głównych decydentów Unii Europejskiej. Tego namysłu do dzisiaj ja nie zauważam - deklarował poseł. - Co się stało w UE? Dlaczego np. Wielka Brytania wychodzi ze wspólnoty? Dlaczego społeczeństwo zagłosowało za wyjściem? Dlaczego w siłę rośnie alternatywa dla Niemiec, która jest konkurencją dla Angeli Merkel, która może nie być kanclerzem? - pytał Mirosław Piotrowski. - Dlatego też wycofuje się z polityki europejskiej Martin Schulz, bo on mierzy właśnie w urząd kanclerski. Wcześniej mierzył w stanowisko, które zajmuje w chwili obecnej Jean-Claude Juncker, czyli szefa Komisji Europejskiej - odpowiadał.

Czy Donald Tusk wykorzystał swoją obecność na fotelu szefa Rady UE? Czy Polska coś zyskała na tym, że polski polityk piastuje to stanowisko?

- Dla mnie osobiście Donald Tusk jest swoistą egzemplifikacją Nikodema Dyzmy europejskiej polityki. Ja podobnie jak polskie władze nie dostrzegam tutaj żadnej korzyści z tego, że akurat ta osoba zasiada w fotelu szefa Rady Europejskiej - przyznał Piotrowski.

Projekt wspólnej europejskiej armii - na ile jest to idée fixe a na ile realna potrzeba? Czy mogłaby ona zaburzyć relacje z NATO?

- Pomysł budowy wspólnej armii nie jest nowy ale „odgrzewany” i nadaje się mu nowego impulsu w momentach kryzysu. Nagłośniono tę koncepcję akurat tuż po referendum w Wielkiej Brytanii gdzie społeczeństwo zadecydowało: wychodzimy z Unii Europejskiej. Odpowiedzią Komisji Europejskiej było zacieśnienie, czyli więcej Europy w Europie. To jest odpowiedź permanentna po każdym kryzysie, czyli pokażemy, że potrafimy lepiej wspólnie działać, a przykładem będzie właśnie ta wspólna armia. Uważam to za pomysł chybiony i fikcyjny - uznał Piotrowski.

- Przypomnę, że NATO liczy 28. członków z czego większość, czyli 22. to są członkowie europejscy z Unii Europejskiej. Wobec tego jeśli jeszcze cztery kraje europejskie podliczymy, które aspirują do Unii Europejskiej bądź są z nią związane, to zostaje nam 26 krajów, które chcą pozostawić z boku dwa, czyli Stany Zjednoczone i Kanadę. Powiedzmy sobie jasno: jest to sojusz budowany w kontrze do tych dwóch państw. Ja uważam, że to jest wielce szkodliwe i niebezpieczne ze względu na bezpieczeństwo naszego kraju - podsumował gość.