W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Tusk jak Gierek?

11 marca 2012

Prof. Mirosław Piotrowski mówi o możliwościach oraz o wykorzystaniu europejskich funduszy w polskim sektorze kolejowym. Europoseł nawiązuje do tragicznego w skutkach zderzenia dwóch pociągów pod Szczekocinami.

Tragiczna katastrofa pod Szczekocinami, gdzie czołowo zderzyły się dwa pociągi i gdzie zginęło 16 osób, a 58 osób zostało rannych, skutkowała nie tylko dwudniową żałobą narodową, ale także pogłębioną refleksją nad stanem polskich kolei i polityki transportowej w Polsce. Nie jest tajemnicą, że rząd polski po macoszemu traktuje sektor kolejowy. Nie stosuje się także do wytycznych Komisji Europejskiej, która w ostatnich latach aktywnie wspiera i promuje rozwój kolei w całej Unii Europejskiej. Polityka Komisji zmierza w kierunku przeniesienia ciężaru transportu zbiorowego właśnie na kolej. Wiąże się to z konkretnymi dużymi dotacjami na ten cel. Chcąc odciążyć autostrady oraz inne drogi krajowe Komisja Europejska przeznaczyła do wykorzystania 4 miliardy 800 milionów euro w perspektywie 2007-2013 na rozwój i modernizację kolei w Polsce. Rząd polski nie tylko kontestuje tę politykę, ale wręcz działa na przekór. Nie tylko nie inwestuje w kolej i jej nie modernizuje, ale od dłuższego czasu stara się uzyskać zgodę Komisji na przesunięcie miliarda dwustu milionów euro europejskich dotacji celowych z kolejnictwa na drogi. Komisja Europejska już w ubiegłym roku sygnalizowała swoją dezaprobatę. W oświadczeniu przesłanym do PAP Komisja Europejska stwierdziła „zniechęcaliśmy polskie władze do proponowania takiego przeniesienia wskazując między innymi, że zły stan sieci polskich kolei wymaga inwestycji i że środki unijne przeznaczone na koleje w stosunku do dróg już są ograniczone”. Komisja dodała, że „unijne środki przewidziane na sektor kolejowy powinny być w całości wydane na ten cel”. Oderwany od unijnej rzeczywistości polski rząd nadal żyje w złudzeniach, choć jak nieoficjalnie dowiedziałem się w Komisji Transportu Parlamentu Europejskiego, zdecydowana odmowna odpowiedź Komisji Europejskiej od dawna jest już przygotowana i prawdopodobnie zostanie przekazana polskiemu rządowi w marcu tego roku. Jak poinformowano mnie nieoficjalnie, odpowiedź tę miano przekazać Donaldowi Tuskowi pod koniec ubiegłego roku, ale wstrzymano się, nie chcąc zaburzać sztucznie napompowanego wizerunku polskiej prezydencji. Należy przypomnieć, że nowy minister transportu Sławomir Nowak dwa miesiące temu doprowadził do usunięcia ze stanowiska prezesa Urzędu Transportu Kolejowego, który domagał się zwiększenia budżetu na zadania tego urzędu. Wszystko to dowodzi, że kolej, łagodnie rzecz ujmując, nie stanowi priorytetu polskiego rządu. Według oficjalnych danych z 4 miliardów 800 milionów euro dostępnych w ramach dotacji unijnych, na rok przed zakończeniem programu Komisja Europejska certyfikowała, czyli zatwierdziła, refundację inwestycji kolejowych o wartości tylko trzech procent tej sumy. Wszystko wskazuje na to, że wobec opieszałości rządu większość tych niewykorzystanych środków wróci do największych płatników netto tzn. Niemiec i Francji. Przepaść także może wspomniana kwota 1 mld 200 mln euro, które rząd polski wbrew Komisji Europejskiej uparł się przeznaczyć na drogi. Nawet gdybyśmy chcieli, to najprawdopodobniej nie zdążymy już nawet napisać programów kolejowych, by wykorzystać te środki. Drogi i autostrady, które jeszcze nie zostały oddane do użytku, już wymagają remontów.  Premier Donald Tusk, tak jak w latach 70-tych Edward Gierek, postawił na „Polskę w budowie”.  Idąc tropem otwartego na Zachód pierwszego sekretarza, Tusk, żeby użyć stwierdzenia Stefana Kisielewskiego postanowił „wcielić się w beton, żelazo, mur i kamienie”. Efekty tego naśladownictwa nie są imponujące. Wystarczy przeczytać nagłówki niektórych artykułów pt. „Wielka fuszerka”, „Popękana autostrada”, „Nowiutkie autostrady trzeba będzie łatać”.  W autostradach A-1, A-2, A-4 pojawiły się pęknięcia i tak w autostradzie A-2 naliczono 50 ośmiocentymetrowych poprzecznych pęknięć, a w autostradzie A-1 między Toruniem a Strykowem, takich pęknięć znaleziono aż 80.  W obliczu takiej sytuacji, wielu kibiców podążających na mecze Euro 2012 mogłoby wybrać kolej, ale będzie to niezwykle trudne, gdyż, inaczej niż w Anglii, gdzie w przeciągu ostatnich 10 lat otwarto ponownie 3000 km linii kolejowych, to w Polsce w latach 1990-2005 zlikwidowano blisko 7000 km polskich linii kolejowych. Stanowi to 40% wszystkich zlikwidowanych linii w Unii Europejskiej. W likwidowaniu wszystkiego (stoczni, cukrowni, kolei) jesteśmy prymusem, a przy podejmowaniu nowych wyzwań, niekoniecznie. Gołym okiem widać, ze zimą nowe autostrady w Polsce pękają jak rozgrzana ziemia w Afryce. W czasach słusznie minionych znany polski satyryk twierdził, że gdyby wprowadzić socjalizm na Saharze, to po tygodniu zabrakłoby piachu. Ciekawe ile czasu potrzeba polskiemu rządowi, aby wywołać podobny efekt.

Mirosław Piotrowski