W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Turecki ślad

25 października 2015

Turcja triumfuje. Na poprzedni szczyt Rady Europejskiej zaproszono jej prezydenta Recepa Erdogana, który przez ostatnie lata traktowany był przez unijnych przywódców po macoszemu. Tym razem błyszczał, a media okrzyknęły go „gwiazdą i rozgrywającym” z wyższością dyktującym Unii swoje warunki. Kilka dni później w stolicy Turcji Ankarze zjawiła się osobiście kanclerz Niemiec Angela Merkel. Wiele wskazuje na to, że dobito politycznego targu. Prezydent Turcji w Brukseli domagał się przede wszystkim zniesienia wiz do UE dla obywateli swojego kraju, realnego przyspieszenia negocjacji akcesyjnych, organizowania osobnych regularnych szczytów Unia Europejska - Turcja, a także 3 miliardów euro w zamian za powstrzymanie migracji tzw. uchodźców. Nie jest tajemnicą, że to właśnie sprawa niezliczonych rzesz emigrantów napływających ostatnio do Europy wpłynęła na diametralną zmianę polityki unijnych przywódców względem Turcji.

Czy bulwersujący opinię publiczną największy proces migracyjny w Europie po II wojnie światowej był dziełem przypadku, czy też zaplanowanym i wyreżyserowanym politycznym posunięciem? Ślady biegną do Turcji, gdzie w obozach przebywali wcześniej i nadal przebywają uchodźcy i emigranci z Syrii. Ich liczbę szacuje się na ponad dwa miliony. Wielu z nich mieszkało w Turcji przez kilkanaście miesięcy, a nawet dwa i trzy lata. Stopniowo stawali się coraz większym obciążeniem dla tureckich władz. Niewielu obserwatorów zwróciło uwagę na fakt, że wiosną tego roku w regionalnych gazetach tureckich zaczęły systematycznie ukazywać się artykuły traktujące o poważnych problemach państwa tureckiego wynikających z przetrzymywania tak wielkiej liczby uchodźców. Można dopatrywać się w tym celowego podgrzewania nastrojów oraz przygotowywania gruntu do pozbycia się ich. Według źródeł ONZ Turcja od wiosny tego roku podjęła świadome i zaplanowane działania mające na celu wypchnięcie uchodźców ze swego terytorium. Władze tureckie nie tylko nie reagowały na masowy exodus, ale co więcej, zezwalały na zaopatrywanie uchodźców na drogę w żywność, śpiwory i gotówkę. Od razu znalazła się też duża grupa świetnie opłacanych przemytników, oferujących podróż do „europejskiego raju” drogą morską. Uchodźcy gremialnie ruszyli na Europę. Trzeba jednak zauważyć, że choć wojna w Syrii trwa od czterech lat, to w ostatnim czasie nie odnotowano żadnego przełomowego wydarzenia uzasadniającego pobudzenie wędrówki ludów. I tak z wybrzeży Turcji zaczęły płynąć setki łodzi i pontonów do Grecji, z którym to krajem Turcja od lat pozostaje w nieprzyjaźni, pomimo, że oba kraje są członkami NATO.

Imigrancki chaos wywołany w Unii Europejskiej okazał się drogocennym politycznym paliwem prezydenta Erdogana. Z jednej strony uwolnił on częściowo swój kraj od balastu uchodźców, a z drugiej, mogąc sterować tym zjawiskiem, stał się rozdającym karty w całej Unii Europejskiej. Kanclerz Niemiec Angela Merkel, zanim sama wpadła na turecki ślad, najpierw zapragnęła zostać, jak ochrzciła ją prześmiewczo niemiecka prasa, „Matką Teresą Unii Europejskiej”, aby chwilę później wprowadzić kontrolę na granicy Niemiec, a potem znów ją rozszczelnić. Ratując się, próbowała i nadal próbuje solidarnie podzielić się problemem tzw. uchodźców z innymi krajami Unii Europejskiej, przymuszając je do przyjęcia automatycznego mechanizmu relokacji. W tym samym czasie spada jej popularność w Niemczech, a w ślad za tym notowania partii, której szefuje - CDU. Gołym okiem widoczny jest bunt w szeregach partii i chadeckiej młodzieżówki, o koalicyjnej bawarskiej CSU nie wspominając. W siłę rosną polityczni konkurenci. Merkel zbyt późno zorientowała się, że złożona przez nią deklaracja przyjęcia do Niemiec nieograniczonej liczby uchodźców stanowiła więcej niż polityczny błąd. Obecnie jedynym ratunkiem jest oczywista oczywistość, na którą wskazywało jej wielu polityków, czyli zakręcenie kurka, a nie wybieranie wody. To prezydent Turcji może pomóc ten kran zakręcić, ale znając swoją cenę, będzie się teraz targował. Niemcy muszą iść na ustępstwa. Na ołtarzu błędnych decyzji poświęcą nie tylko miliardy euro, ale i pielęgnowane dotychczas w Unii tzw. europejskie wartości. Nagle więc niemiecki Bundestag zaczął się ociągać z przyjęciem uchwały potępiającej ludobójstwo Ormian dokonane przez Turcję sto lat temu. Przypomnę, że Parlament Europejski i Sejm polski już to zrobiły. Turcja uzyska status „kraju bezpiecznego”, aby Unia mogła odsyłać tam uchodźców, ale oznacza to również, że prześladowani tureccy dysydenci stracą możliwość azylu w Unii Europejskiej. Unia przymknie oko na aresztowania i represje przeciwników politycznych w Turcji. Z dnia na dzień przestała dostrzegać problem aresztowań dziennikarzy w tym kraju oraz innych metod daleko odbiegających od europejskich standardów wolności prasy.

Obiecując odblokowanie negocjacji akcesyjnych Turcji z UE, pomija się również protesty Cypru, którego część północną od wielu lat Turcja okupuje. Cypr jest od ponad jedenastu lat pełnoprawnym członkiem Unii, do której przystąpił w tym samym czasie, co Polska. Turcja złożyła wniosek o przyjęcie do Unii 28 lat temu, a formalnie status kraju kandydującego ma od 16 lat. Negocjacje do tej pory były oporne, gdyż przeciwne jej akcesji były właśnie Niemcy i Francja. Teraz sytuacja się zmieniła i to po obu stronach negocjacyjnej barykady.

Nawet mało doświadczony obserwator sceny politycznej dostrzeże, że problem prawdziwych uchodźców i emigrantów ekonomicznych oraz ich niedoli wykorzystywany jest w cynicznej grze politycznej. Początkowy błąd w topograficznym rozpoznaniu śladów może nas wszystkich bardzo drogo kosztować.

prof. M. Piotrowski, europoseł