W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

To był szczyt

29 marca 2015

Zakończył się szczyt Rady Europejskiej, czyli wszystkich przywódców 28 krajów Unii, przygotowany i prowadzony przez jej przewodniczącego Donalda Tuska. To już drugi szczyt, któremu przewodniczył były premier Polski. Gdy po pierwszym szczycie, na nowego przewodniczącego spłynęła fala europejskiej krytyki, to podczas drugiego niewątpliwie zamierzał się on poprawić. Głównym tematem była unia energetyczna - pomysł wrzucony do europejskiej agendy przez samego Tuska, gdy jeszcze był premierem Polski.  Chcąc uniezależnić się od Rosji, głównie w zakresie dostaw gazu, Unia miałaby dokonywać wspólnych zakupów tego surowca. Ostatecznie plan Tuska zakończył się fiaskiem. Kluczowe założenie unii energetycznej upadło, a sam inicjator przyznał: "To jasne, że ten projekt jest daleki od marzeń".

Ta wypowiedź Tuska nosi znamiona dyplomacji, gdyż tak naprawdę nie tylko zablokowano wspólne zakupy gazu od Rosji, przez co kraj ten może rozgrywać i dzielić Unię Europejską, ale, co gorsze, w konkluzjach ze szczytu Rady wyrażono zdecydowaną wolę "dekarbonizacji gospodarki", tzn. wyłączenia węgla jako surowca energetycznego w całej Unii Europejskiej. To ogromny cios skierowany głównie w Polskę.  Nie jest tajemnicą, że na obszarze naszego kraju znajduje się ok. 85% zasobów węgla całej Unii Europejskiej. Warto zaznaczyć, że dotychczas w zdecydowanej większości dokumentów Unii Europejskiej, rzadko używa się słowa "węgiel". Z węglem walczono w sposób zawoalowany, skupiając się na polityce klimatycznej, której celem było ograniczenie emisji dwutlenku węgla rzekomo prowadzącej do ocieplenia klimatu. 

A co na to polski rząd? W jego imieniu, odnosząc się do konkluzji Rady, wypowiedział się minister ds. europejskich, stwierdzając, że propozycja ta "w 90 procentach przyjmuje polskie argumenty". Jako żywo przypomina się satyryczna scenka z kabaretu "Tej", rozgrywająca się na zapleczu sklepu gdzie oczekiwano na towar. Nagle przybiega pracownik, informując, że "traktor się zepsuł, towaru nie będzie". Na pytanie, co się stało, wyjaśnił, że oderwało się koło od traktora. Kierownik sklepu natychmiast dopytał, ile traktor ma kół. Padła odpowiedź "cztery". "A ile się zepsuło?". "Tylko jedno". "To znaczy, że mamy trzy sprawne koła". I taki przekaz powinien pójść do społeczeństwa, podobnie jak z ostatniego szczytu Rady, gdzie 90% postulatów zaakceptowano.

Omawiany szczyt rozpoczął się z poślizgiem, a konkretnie godzinnym opóźnieniem. Szefowie rządów trzech państw Belgii, Holandii i Luksemburga zażądali natychmiastowego spotkania z Tuskiem po tym, jak dowiedzieli się, że w trakcie szczytu ma się rozpocząć mini-szczyt w sprawie kryzysu w Grecji. Przewodniczący Rady zaprosił na to spotkanie obok najwyższych przedstawicieli Unii tylko kanclerz Niemiec i prezydenta Francji oraz premiera Grecji. Wywołało to oburzenie mniejszych krajów strefy euro zwłaszcza premiera Belgii Charlesa Michela, który stwierdził, że jest "rozgniewany postępowaniem szefa Rady Europejskiej". Powiedział też: "to jest błąd w metodzie. Belgia nie dała mandatu ani Francji, ani Niemcom, żeby negocjowały w jej imieniu". Przypominał też, że Belgia na ratowanie Grecji wydała 7 miliardów euro i ma pełne prawo być obecna, gdy zapadają decyzje dotyczące długów Grecji.

Przy tej okazji warto się zastanowić, jak potraktowano by Polskę, gdyby była członkiem strefy euro. Czy tak, jak Francję i Niemcy, czy może jak Belgię, Holandię i Luksemburg? Te ostatnie kraje irytuje fakt, że nowy przewodniczący Rady Europejskiej wyraźnie daje do zrozumienia, że w Unii Europejskiej rządzą tylko Niemcy i Francja i nie ukrywa, z kim sam trzyma. Tusk wprawdzie zapewniał, że podczas krytykowanego mini-szczytu nie zapadną żadne kluczowe decyzje, a zorganizowany został na prośbę nowego premiera Grecji Tsiprasa, to jednak nie trzeba być biegłym w stosunkach międzynarodowych, aby wiedzieć, kto naprawdę był inicjatorem spotkania. Podobnie tłumaczył się Tusk na forum Parlamentu Europejskiego, który odrzucił wniosek przedstawiciela naszej grupy politycznej o debatę w naszej Izbie na temat Grecji. Wnioskodawca uzasadniał, że tak ważne sprawy nie mogą być omawiane wyłącznie za zamkniętymi drzwiami.

Prasa europejska, a szczególnie niemiecka, dostrzega dominację w Unii Europejskiej już nawet nie dwóch, a tylko jednego państwa. Jeden z poczytnych tygodników pisze nawet o "Czwartej Rzeszy", wrzucając temat na okładkę, gdzie umieszczono postać Angeli Merkel na Akropolu wśród oficerów Wehrmachtu III Rzeszy. Spotkało się to z falą komentarzy, w większości krytycznych. Niektórzy dowodzili, że Niemcom obecnie nie chodzi o działanie militarne, lecz gospodarczo-finansowe i na tym polu właśnie rozgrywa się batalia. Rząd polski musi więc wyciągnąć adekwatne wnioski i czy w swojej strategii, jeśli taką w ogóle ma, będzie mógł liczyć na wsparcie Donalda Tuska? Kadencja przewodniczącego Rady kończy się za dwa lata, a jej przedłużenie nie będzie zależało przecież głównie od Belgii, Holandii czy Luksemburga, a tym bardziej chyba nie od Polski.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł