W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Strach przed faszyzmem

22 maja 2016

Tutaj w Strasburgu, jak i w Parlamencie Europejskim w Brukseli, unijni politycy o proweniencji liberalnej i lewicowej odczuwają obawy, ba, nawet więcej, strach. Strach przed rosnącymi w siłę w Europie formacjami prawicowymi. Ten strach przebija z ich wypowiedzi na forum Parlamentu Europejskiego, jak i w rozmowach kuluarowych. Obawiają się, że ich pomysł na Europę może lec w gruzach. Zdają sobie sprawę z błędów, które popełnili, jak choćby zgoda na wpuszczenie setek tysięcy imigrantów i ich przymusową relokację do wszystkich krajów Unii Europejskiej. Stały się one (te błędy) super paliwem wyborczym dla wielu formacji prawicowych w Europie. Przykładem niech będzie Alternatywa dla Niemiec (AfD), która powstała dopiero przed kilku laty, a dziś cieszy się w Niemczech piętnastoprocentowym poparciem i wyrosła na trzecią siłę polityczną. Skupia się ona głównie na krytyce polityki kanclerz Niemiec Angeli Merkel, dotyczącej nie tylko ich kraju, ale całej Unii Europejskiej. Podobnie sytuacja ma się we Francji, myślę tu o Froncie Narodowym Marine Le Pen, o partii Geerta Wildersa w Holandii, czy też o Wielkiej Brytanii, gdzie niebawem odbędzie się referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej. 

W Polsce najbardziej nagłaśniane jest stanowisko Grupy Wyszehradzkiej, czyli Węgier, Czech, Słowacji i Polski, która również z dystansem i sceptycyzmem podchodzi do kluczowych propozycji unijnych decydentów, np. ostatniego pomysłu Komisji Europejskiej dotyczącego kary za nieprzyjęcie jednego uchodźcy w kwocie 250 tysięcy euro, czyli ponad miliona złotych. Próby racjonalnej argumentacji spotykają się bardzo często z obraźliwym etykietowaniem. Coraz częściej w stosunku do rządów tych krajów i formacji używa się określeń "ekstremistyczne", "totalitarne", a nawet "faszystowskie". Tego ostatniego epitetu użył niedawno znany polski reżyser Andrzej Wajda w wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Die Welt". Rozmowę z nim zatytułowano " Für so ein Polen haben wir nicht gekämpft" (Nie o taką Polskę walczyliśmy). Wajda zadziwił nawet niemieckiego redaktora, który z nim wywiad przeprowadzał, gdyż porównał sytuację w Polsce do czasów komunizmu. Niemiecki dziennikarz dopytywał: "Czy takie porównanie dzisiejszej Polski do komunistycznej republiki ludowej nie jest trochę przesadzone"? Reżyser posunął się jednak dalej, mówiąc nie tylko o Polsce, ale o ekstremalnych, radykalnych ruchach w całej Europie. Aby dojść do konkluzji, że faszyzm się odradza. Wszystko to brzmi dość groteskowo, gdyż akurat temu reżyserowi w okresie reżimu komunistycznego w Polsce źle nie było. Mógł rozwijać swój talent, zdobywając uznanie na całym świecie, choć początki nie były łatwe. Gdy w 1959 roku (czyli blisko 60 lat temu) nakręcił swój pierwszy film "Lotna" na podstawie powieści Wojciecha Żukrowskiego, to po jego obejrzeniu znany pisarz i kompozytor Stefan Kisielewski napisał w swoich "Dziennikach": "W kinie widziałem po raz pierwszy 'Lotną' Wajdy. To ostatnie oburzyło mnie okropnie, choćby jako żołnierza Kampanii Wrześniowej. Jak można było na tle narodowego dramatu wykoncypować tak niesmaczną bzdurę (...) to już tajemnica tego reżysera, który nie wiedząc o tym, lubuje się w karykaturowaniu polskości" (str. 311, wydanie z 1996 roku).

Potem Wajda robił lepsze, a nawet świetne filmy, ale czy przypadkiem u schyłku życia ten uznany reżyser nie zatacza koła i wraca do dawnych czasów? Jak mawiał do mnie wielokrotnie zmarły niedawno profesor Ryszard Bender "rodzimy się dziećmi i umieramy dziećmi". Mówienie o faszyzmie rzekomo odradzającym się w Polsce i innych krajach europejskich w niemieckim dzienniku zakrawa jednak na kpinę, chociażby w kontekście ponownego wydania sztandarowego dzieła Adolfa Hitlera "Mein Kampf", którego sprzedaż w Niemczech bije obecnie wszelkie rekordy. Więcej, toczy się debata, czy krytyczne wydanie książki Hitlera powinno wejść do programu szkolnego w niemieckich landach. Ale jak widać takie "drobiazgi" nie wywołują strachu europejskich elit.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł