W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Stany wojenne i pokojowe

16 grudnia 2012

Poseł do PE prof. Mirosław Piotrowski zastanawia się czy wprowadzanie regulacji unijnych w Europie rzeczywiście jest „mniejszym złem”, podobnie jak miało to miejsce 31 lat temu w Polsce, gdy wprowadzono stan wojenny.

Przed trzydziestu jeden laty generał Wojciech Jaruzelski, łamiąc konstytucję PRL, wprowadził stan wojenny. Przeciwko narodowi polskiemu wyprowadził na ulice czołgi. Zasłaniał się kłamliwym alibi „mniejszego zła”. Stan wojenny realnie pozwolił zewrzeć rozsypujące się szeregi PZPR oraz afiliowanych przy niej komunistycznych młodzieżówek, m.in. ZSMP. Stan wojenny zniesiono po dwóch latach, a po przemianach 1989 i 1990 roku odkreślono wszystko grubą kreską. Wykreowano historyków i politologów, którzy obecnie nie tylko wyjaśniają złożoność tamtego okresu, ale są nawet autorami pytań telewizyjnych quizów o stanie wojennym. A w tamtym czasie jako żarliwi aktywiści komunistycznych formacji publicznie przekonywali, że przynależność do ZSMP i PZPR w stanie wojennym należy odczytywać w kategoriach obowiązku. Obecnie pozostają w kręgu obowiązującej politycznej poprawności. Generałom Jaruzelskiemu i Kiszczakowi oraz funkcjonariuszom SB zapewniono również miękkie lądowanie, a ich socjaldemokratyczna mutacja blisko 9 lat temu w miarę pokojowym krokiem wprowadziła trzecią RP do Unii Europejskiej – Unii, która poszukiwała nowej tożsamości. Miała być ona określona w eurokonstytucji odrzuconej siedem lat temu w referendum we Francji i Holandii.  Podmiotem prawa międzynarodowego Unia Europejska stała się dopiero 3 lata temu po wprowadzeniu wbrew woli narodów Europy Traktatu Lizbońskiego. Wiele regulacji unijnych zaczęło oplatać ludzi, także w Polsce, ograniczając ich możliwości. Pakiet klimatyczny, patenty, standardy, wszelkiego rodzaju limity połowowe, cukrowe oraz monitoring i inwigilacja, a wszystko to dla zapewnienia szczęścia i pokoju obywateli Unii. Pokój ten Unia podtrzymuje celem uniknięcia większego zła – w obliczu rzekomego agresywnego nacjonalizmu i ksenofobii. Docenił to komitet noblowski, przyznając Unii pokojową nagrodę Nobla. Nie wszyscy zgadzają się tą decyzją. Dla niemieckich mediów wypowiedział się Desmond Tutu laureat pokojowej Nagrody Nobla z 1984 roku za walkę z Apartheidem, stwierdzając, że Unia nie zasłużyła na tę nagrodę. Partie lewicowe w Niemczech głośno krzyczą, że pokojowy Nobel dla Unii jest więcej niż nieporozumieniem, gdyż nagrody takiej nie powinien otrzymać ten, kto „należy do największych eksporterów broni na świecie”, a w dodatku „broń ta trafia do krajów niedemokratycznych, takich jak Arabia Saudyjska”. Oficjalnie jednak wypada nam się cieszyć, że żyjemy w nieskrępowanej przestrzeni wolności. Na ulice nikt już nie wyprowadza czołgów, nie ma godziny policyjnej, każdy może podróżować, dokąd chce. Dlaczego więc ludzie tłumnie protestują, organizując demonstracje i pochody, nie tylko w Polsce, ale w wielu krajach Unii Europejskiej – Grecji, Hiszpanii, we Włoszech, we Francji, czy w Belgii, jak choćby niedawno w Brukseli, oblewając mlekiem Parlament Europejski. Czyżby chcieli wyrwać się ze złotej klatki? W tym miejscu przypominają się słowa Ignacego Krasickiego, który pisał: „Czegoż płaczesz? – staremu mówił czyżyk młody. Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody. Tyś w niej zrodzon – rzekł stary – przeto ci wybaczę. Jam był wolny, dziś w klatce i dlatego płaczę”.