W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Srebra rodowe

3 maja 2015

Polska wpłaca do budżetu Unii miliardowe składki. Pieniądze te wydawane są na przeróżne rzeczy. Podczas ostatniej sesji plenarnej w Parlamencie Europejskim w Strasburgu debatowano i głosowano nad absolutorium budżetowym za rok 2013 i preliminarzem dochodów i wydatków Parlamentu Europejskiego na rok 2016.  Nasza grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów złożyła trzy oszczędnościowe poprawki.  Pierwsza, konsekwentnie lansowana od lat, dotyczyła likwidacji jednej z dwóch siedzib Parlamentu w Strasburgu lub w Brukseli, pochłaniającej bez potrzeby dodatkowo około 200 milionów euro rocznie. W drugiej proponowaliśmy zmniejszenie dodatków do pensji europosłów. W trzeciej natomiast zwróciliśmy uwagę, że wydatki na europejskie partie i fundacje w ciągu ostatnich kilku lat wzrosły bez uzasadnienia o 167%. Parlament przegłosował poprawkę, w której "z zaniepokojeniem odnotowuje, że duża liczba pracowników w biurze przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, która sięga 35 osób, w tym dwóch kierowców i osobisty woźny, jest wysoce dyskusyjna i że stanowi to zły przykład, jeśli chodzi o redukcję kosztów i odpowiedzialność budżetową w Parlamencie".

Na to wszystko płacą polscy podatnicy z naszego polskiego budżetu. Jednocześnie, w tym samym czasie nasz Skarb Państwa wyzbywa się akcji dobrze prosperujących przedsiębiorstw i rzekomo ze względu na brak funduszy dopuszcza do wyprzedaży lub upadku niezwykle ważnych państwowych przedsiębiorstw i instytutów. Wielu nazywa to wyprzedażą sreber rodowych. Idzie między innymi o Polskie Linie Lotnicze LOT, gdyż przed dwoma laty prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę, która umożliwia sprzedaż większości akcji naszego narodowego przewoźnika. Ostatnio do opinii publicznej w Polsce docierają bulwersujące informacje o firmie fonograficznej "Polskie Nagrania", którą odsprzedano amerykańskiej spółce. Tym samym utracono prawdopodobnie bezpowrotnie prawa autorskie i pokrewne do kilkudziesięciu tysięcy polskich utworów, w tym m.in. "Czerwonych Gitar", Czesława Niemena, ale także Witolda Lutosławskiego oraz kroniki konkursu Chopinowskiego. W polskim budżecie brak pieniędzy na ratowanie Państwowego Instytutu Wydawniczego, który przeszłości wydał ogromna liczbę polskich i światowych dzieł literackich. Wcześniej postawiono w stan likwidacji niezwykle zasłużone dla polskiej kultury wydawnictwo "Ossolineum".

Ta lekceważąca praktyka polskich władz jest konsekwencją przyjętej zasady, że prywatyzujemy, czyli sprzedajemy wszystko za cenę, która w danym momencie jest oferowana, czy do osiągnięcia i likwidujemy tez wszystko, co w danym momencie nie przynosi konkretnych zysków. Tak wyzbyliśmy się nie tylko większości zakładów przemysłowych, stoczni, cukrowni, fabryk samochodów, banków, ale także praktycznie wyprzedaliśmy już prawie wszystkie polskie tytuły prasowe. Jakże inaczej postępują nasi unijni partnerzy, którzy dbają, a jeśli trzeba, to nawet dopłacają do rodzimego przemysłu wbrew zaleceniom Komisji Europejskiej. I tak przykładowo, gdy polskie władze nie dofinansowywały naszych stoczni ze względu na zakaz Komisji Europejskiej, to Niemcy zakaz ten lekceważyły i do swoich stoczni dopłacały. Sąsiedzi nasi zazdrośnie strzegą też swoich mediów. Dla wielu nie do pomyślenia jest ich odsprzedanie obcemu kapitałowi.

Polskie rządy głuche pozostawały na apele, takie jak m.in. prof. Miltona Friedmana, amerykańskiego laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, który przestrzegał przed popełnieniem błędu sprzedaży polskich firm cudzoziemcom, "bo sprzedamy je niemal za nic i nic na tym nie zyskamy".  Już wówczas Friedman twierdził: "Cudzoziemcy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, ale po to, by pomóc sobie". Niestety miał on rację. Po sprzedaży polskich zakładów następowały zwolnienia. Polacy w poszukiwaniu pracy masowo zaczęli wyjeżdżać za granicę, szczególnie po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Okazuje się, że w Polsce brak pieniędzy na ratowanie niezwykle ważnych z punktu widzenia interesu narodowego instytucji i gałęzi przemysłu, a lekką ręką, wręcz radośnie, przekazujemy miliardy z naszego budżetu do Unii Europejskiej w formie składki członkowskiej wspierając często egzotyczne pomysły unijnych urzędników i polityków.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł