W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Siła Unii

15 kwietnia 2018

Do Polski przyjechał zastępca Jean-Claude’a Junckera, wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Naprzeciw wybiegło mu całe mnóstwo polskich polityków, funkcyjnych. W ich oczach ten holenderski komisarz uosabiał całą Unię, Europejską, która uruchomiła artykuł siódmy Traktatu, grożąc Polsce sankcjami. Jeszcze nie tak dawno w Parlamencie Europejskim polscy europosłowie przypominali Timmermansowi, że działania podejmowane przez niego i Komisję są niezgodne z unijnym prawem, że swoimi działaniami wspiera on totalną opozycję w Polsce, jest upolityczniony, że ingeruje w wewnętrzne sprawy suwerennego kraju, a w dodatku nie ma racji. Wysokiej rangi polscy politycy zapewniali, że są bliscy zorganizowania grupy państw w Radzie, blokującej pierwszy etap w ramach wspomnianego artykułu siódmego. Gdyby jednak to się nie powiodło, to na etapie finalnym, gdzie potrzebna jest jednomyślność, istniała pewność co do zablokowania sankcji przez Węgry.

Jeden z polskich prawicowych europosłów publicznie nazywał Komisję Europejską „papierowym tygrysem”. A tu proszę, tygrys zaryczał parę razy i Polska się wycofuje. Nie wiemy, jak ostatecznie rozmowy się potoczą, ale już teraz dla niektórych noszą one znamiona kapitulacji. Aż przykro patrzeć. Z Timmermansem, wiceszefem Komisji, czyli unijnym urzędnikiem, powinien spotkać się zastępca zastępcy wiceprezesa, a nie premier polskiego rządu i szef polskiego MSZ-u, o prezesach Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego nie wspominając. Trzeba się, to znaczy Polskę, szanować. A właściwie, to odpowiednikiem dla Timmermansa jest najwyżej polski wicepremier, a merytorycznie wiceminister spraw zagranicznych do spraw europejskich. I to powinno wystarczyć. Jednakże, gdy spojrzymy w niedaleką przeszłość, to przypominamy sobie jak Unia Europejska, a szczególnie Niemcy, dyscyplinowały innych swoich członków. Doświadczył tego były premier Włoch Silvio Berlusconi, który wzdragał się przed wprowadzaniem reform legislacyjnych zalecanych przez Unię. W związku z odmową Niemcy przymusiły prezydenta Włoch do obalenia rządu i powołania nowego pod przewodnictwem byłego unijnego komisarza Mario Montiego.

Gdy przypomnimy sobie wydarzenia w Grecji, antyunijne manifestacje, ze spaleniem kukły Angeli Merkel włącznie oraz domaganie się od Niemiec odszkodowań finansowych za drugą wojnę światową, to można by zapytać dzisiaj, co się z tymi żądaniami stało. Na ich fali utworzony został nowy rząd Alexisa Tsiprasa z ministrem finansów Janisem Warufakisem. Premier Tsipras poszedł na ustępstwa względem Unii, a Warufakis na żądanie eurokratów musiał odejść z rządu, ale do dziś udziela wywiadów twierdząc, że niestety „słabi muszą ulegać”. Zarzuty kierował wobec Eurogrupy, prezentując ją jako „organ podejmujący wszystkie najważniejsze decyzje gospodarcze, którego nie ma nawet w europejskim prawie, działający zgodnie z dewizą ‘silni osiągają swoje cele, a słabi muszą ulegać’.  Jego zdaniem „Unia Europejska to kartel oligarchów”, a unijni włodarze wykańczają kraje słabsze, aby zastraszyć resztę. Czy nie takim właśnie straszakiem jest zapowiedź powiązania przyszłego wieloletniego budżetu Unii Europejskiej z praworządnością, co niedawno oznajmił unijny komisarz do spraw budżetu Guenther Oettinger. A kto ma badać naruszenie bądź rzekome naruszenie praworządności w krajach członkowskich? Komisja Europejska, jej przedstawiciele, obecnie Frans Timmermans.

W lutym podczas debaty w Parlamencie Europejskim w Brukseli, przemawiający brytyjski europoseł Nigel Farage, zarzucił siedzącemu tuż obok niego Fransowi Timmermansowi, że traktuje Polskę zgodnie z radziecką doktryną Breżniewa, co wzburzyło komisarza. Przypomnijmy, że doktryna sformułowana przez wieloletniego Pierwszego Sekretarza KC KPZR Leonida Breżniewa uzasadniała „ograniczoną suwerenność” państw socjalistycznych Bloku Wschodniego. Przyjęta była pięćdziesiąt lat temu, czyli w 1968 roku. Usprawiedliwiała m.in. interwencję zbrojną w Czechosłowacji. Co ciekawe, nie zaakceptowała jej Rumunia, ale przywódcy Związku Radzieckiego pokazali siłę. Czy ma więc rację brytyjski europoseł twierdząc, że Unia dziś pokazuje podobną siłę?

Mirosław Piotrowski