W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Rozwód z Unią

2 grudnia 2018

Rozstajemy się. W bólach. Doznanie takie przeszyło szefa Komisji Europejskiej w trakcie rozprawy rozwodowej z Wielką Brytanią. Jean-Claude Juncker powiedział: „Nie ma szczęśliwego rozwodu. To smutny moment, to tragedia”. Od dawna w brukselskich kuluarach wyznawał, że Brexit jest jego największą polityczną porażką. W jej cieniu za rok kończy swoją polityczną karierę. Pod aktem rozwodowym podpisali się wszyscy przywódcy 27 krajów członkowskich z jednej strony i premier Wielkiej Brytanii, z drugiej. Theresa May na pocieszenie dodawała, że mimo rozwodu nadal pozostaniemy "przyjaciółmi i sąsiadami". Stwierdziła też, że jest "pełna optymizmu" o przyszłość Brytanii. Optymizm ten nie przeszedł na wspomnianego Junckera, jak i innych rozwodników. Premier Holandii wskazywał, że "nikt nic nie wygrał, a wszyscy są przegrani", kanclerz Niemiec targały tak zwane "mieszane uczucia". Jedna z niemieckich gazet napisała, że "Europa usiłuje zachować pozory optymizmu". Mają one wynikać z podpisanego tekstu rozstania, liczącego 585 stron.
To dokument bazowy, do którego dołączono 26. stronicową deklarację. Nie jest ona wiążąca prawnie, więc znalazły się w niej śmiałe zapisy zadowalające obie strony. Tak, aby wedle znanego porzekadła był i "wilk syty i Manchester City".

Zgoda i podpisy europejskich dygnitarzy nie kończą sprawy, a niewykluczone, że dopiero teraz mogą zacząć się schody. Jeszcze w grudniu, czyli przed świętami Bożego Narodzenia, podpisane porozumienie ma zostać przedłożone pod głosowanie brytyjskiej izbie niższej, w Londynie. Nie do końca wiadomo, czy premier May zdoła pozyskać tam większość. Jeśli Izba Gmin odrzuciłaby warunki rozwodowe, możliwych jest kilka scenariuszy. Brytyjski rząd musiałby w ciągu trzech tygodni przygotować  nową propozycję i spróbować ponownie negocjować z Unią. Ta jednak już wcześniej wykluczyła taki wariant. Ostrzegła, iż żadnych nowych negocjacji nie będzie. A jeśli tak, to w niektórych mediach już spekuluje się, albo o powtórzeniu brexitowego referendum (które notabene wykluczyła premier May), albo rozpisaniu nowych wyborów, bądź wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii bez żadnego porozumienia. Ostatni wariant to tzw. twardy Brexit. Jeśli jednak brytyjski parlament zaakceptuje rozwodowe porozumienie to trafi ono do nas, do Parlamentu Europejskiego i w głosowaniu potrzebna będzie większość - zwykła. Czyli nie powinno być problemu. Następnie dokument zostanie przekazany do Rady Unii Europejskiej, gdzie na 27 państw, 20 z nich musi wyrazić zgodę. I będzie to raczej formalność, po której 29 marca przyszłego roku Wielka Brytania oficjalnie opuści Unię Europejską. Z Parlamentu Europejskiego odejdą wszyscy brytyjscy posłowie. Do grudnia 2020 roku obowiązywać będzie tzw. okres przejściowy, który może być przedłużony o dwa lata i ostatecznie rozwód będzie całkowity.

Uff, skomplikowane to, ale jeszcze żaden kraj z Unii nie wychodził. Nie jest tajemnicą, że oprócz realnych kontrowersji rozwodowych, stronie unijnej nieoficjalnie zależało, aby tak przedstawić niekorzystne aspekty wychodzenia, aby odstraszyć inne kraje, ewentualnych naśladowców. Czy to się uda? Czas pokaże, ale z pewnością przez wielu europejskich eurosceptyków Wielka Brytania będzie pilnie obserwowana. Czy jednak znajdzie naśladowców?

Mirosław Piotrowski