W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Rezolucje budżetowe

17 marca 2013

Przyszły kształt Wieloletnich Ram Finansowych 2014-2020 negocjowany na poziomie instytucji unijnych.

Na szczycie Rady Europejskiej w lutym tego roku doszło do porozumienia - kompromisu między przywódcami 27 państw członkowskich Unii Europejskiej, co do wieloletnich ram finansowych Unii. Choć budżet Unii po raz pierwszy od wielu lat został zmniejszony, to większość liderów europejskich publicznie wyrażała swoje zadowolenie. Radością tryskał polski premier Donald Tusk, który sfinalizowane negocjacje przedstawił jako sukces rządu i swój osobisty. Triumfalnie ogłosił, że polska otrzyma w przyszłej siedmiolatce łącznie prawie 106 miliardów euro. Aby radości stało się zadość, budżet Unii musi przegłosować Parlament Europejski. Na marcowym posiedzeniu w Strasburgu złożono dwie rezolucje w tej sprawie. Pięć z siedmiu grup politycznych przygotowało projekt rezolucji odnoszący się do zawartego wcześniej kompromisu. Jedna grupa polityczna - Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, w której zasiadają posłowie polscy wybrani z list Prawa i Sprawiedliwości, przygotowały odrębny projekt, przeciwstawny zapisom zbiorowej rezolucji. Ta zbiorowa rezolucja została złożona w imieniu posłów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, którzy należą do największej grupy politycznej - Europejskiej Partii Ludowej. Co osobliwe, zapisy ich rezolucji burzą kompromis i całe porozumienie, z którego tak cieszył się polski premier Donald Tusk. W punkcie pierwszym ich rezolucji zapisano bowiem, ze Parlament Europejski "odrzuca to porozumienie w obecnym kształcie, ponieważ nie odzwierciedla ono priorytetów i wątpliwości przedstawionych przez Parlament". Podkreślono także, że Parlament "nie rozpocznie negocjacji nad Wieloletnimi Ramami Finansowymi, dopóki Komisja nie zaproponuje budżetu korygującego". Oznacza to, że posłowie Platformy Obywatelskiej zostali zlekceważeni przez większość członków grupy Europejskiej Partii Ludowej, do której od wielu lat przynależą. Można się zastanowić ile znaczy ich głos, nie tylko w łonie tejże grupy, którą tak się szczycą, ale również w Parlamencie Europejskim, gdzie mają własnego wiceprzewodniczącego. Pomimo złożenia ex post poprawki mającej na celu usunięcie zapisu o odrzuceniu budżetowego porozumienia,  zostali oni przegłosowani i cała rezolucja została przyjęta przez Parlament Europejski. Paradoksalnie za tzw. rządowym sukcesem i za premierem Tuskiem w Parlamencie Europejskim opowiedzieli się posłowie opozycji, czyli Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski. W przedstawionej przez naszą grupę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów rezolucji znalazł się zapis, że Parlament Europejski "przyjmuje do wiadomości jednogłośne porozumienie Rady zgodnie z uprawnieniami wynikającymi z Traktatu, w sprawie strony dochodów budżetu". Niestety, przeciwko temu zapisowi i całej naszej rezolucji zagłosowali posłowie Platformy Obywatelskiej i PSL. Jak wynika z oficjalnych wydruków głosowań tylko jeden członek Platformy, Jerzy Buzek, poparł rezolucję naszej grupy, czyli de facto opowiedział się za wynegocjowanym porozumieniem polskiego rządu. Wprawdzie przyjęta rezolucja pięciu grup politycznych nie ma mocy prawnej, ale właściwie zmusza ona Komisję i Radę Europejską do rewizji ustalonego już budżetu, gdyż po przyjęciu zapisu, że Parlament Europejski "odrzuca to porozumienie", budżet w uzgodnionym kształcie zostanie automatycznie odrzucony przez Europarlament. Oznacza to, że dotychczasowe rachuby przedstawiane w polskich mediach i wirtualny podział środków na poszczególne regiony Polski można odłożyć ad acta. Z pewnością przyjdzie nam poczekać do czerwca lub lipca na ostateczną decyzję Parlamentu w tej sprawie. W międzyczasie rozpoczną się negocjacje z Radą i Komisją Europejską. Trzeba będzie wziąć pod uwagę skomplikowany splot politycznych i gospodarczych interesów. Z jednej strony, kompromis budżetowy przyjęty przez Radę jest sukcesem pani Kanclerz Angeli Merkel z CDU, która szykuje się jesienią tego roku do wyborów. Z drugiej jednak Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, niemiecki socjalista Martin Schulz nie tylko myśli o stanowisku szefa Komisji Europejskiej w przyszłej kadencji, ale chcąc wzmocnić przedwyborcze szanse niemieckich socjalistów, neguje filozofię podejścia Angeli Merkel do spraw europejskich. Domagając się większego budżetu Unii, chce zapewnić w przyszłych wyborach niemieckim socjalistom większe poparcie ze strony prounijnego elektoratu. Oznacza to, że Schulz chciałby oderwać część prounijnego elektoratu od chadeckiej partii Angeli Merkel. Zaognienie tego sporu i brak kompromisu może doprowadzić do upadku konstrukcji nowego siedmioletniego budżetu. Wówczas zdani będziemy na prowizoryczne budżety jednoroczne, które są niekorzystne dla Polski. Unijna budżetowa piłka jest teraz w rękach dwóch największych grup politycznych w Parlamencie Europejskim, a przede wszystkim największej Europejskiej Partii Ludowej, do której nalezą koleżanki i koledzy z PO i PSL. Czas, aby na serio włączyli się do gry, w której, jak pokazały ostatnie głosowania, liczyć mogą na pomocną dłoń polskiej opozycji.

M. Piotrowski