W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Prof. Mirosław Piotrowski: kulisy koncesji dla TV Trwam

1 lipca 2020

 

Było to jakieś siedem, osiem lat temu. Telewizja TRWAM walczyła o koncesję na nadawanie na multipleksie. Dokumenty, marsze, wysłuchania publiczne i nic. Koncesji nie damy. Wówczas to ministrem administracji i cyfryzacji został Rafał Trzaskowski. Ściągnięto go z Parlamentu Europejskiego, gdzie był europosłem. Znaliśmy się przelotnie, choć oczywiście absolutnie nie był on z mojej politycznej bajki. Pamiętam jak spotkaliśmy się na lotnisku w Brukseli i korzystając z okazji zagadnąłem: Kolego ministrze, telewizja TRWAM wysyła wniosek o koncesję. Czy możemy liczyć na waszą przychylność?

Ja, w przeciwieństwie do moich kolegów - odparł Trzaskowski - nie mam żadnych uprzedzeń. Dawajcie, to podpiszę. Nie ma problemu. Przekazałem to do Torunia i o ile wiem, słowa dotrzymał. Mniej więcej w tym samym czasie organizowałem w Parlamencie Europejskim, razem z europosłem Zbigniewem Ziobro, wysłuchanie publiczne w sprawie telewizji TRWAM.

Zamówiłem salę, tłumaczy, a moja konserwatywna frakcja wyasygnowała spore środki na organizację, bilety lotnicze, hotele dla zaproszonych gości, duchownych i świeckich, etc. Gdy dopinaliśmy wszystko na ostatni guzik, szef grupy, Anglik, Martin Callanan, poprosił mnie o rozmowę. Słuchaj, mówi strapiony, szef delegacji PiS w naszej grupie, dowiedział się, że daliśmy środki na sprawę telewizji Trwam i kategorycznie zażądał ich cofnięcia.

Zagroził w imieniu kierownictwa PiS, że jeśli tego nie zrobimy to zrywają koalicję z premierem Davidem Cameronem, a tym samym nasza frakcja w Parlamencie Europejskim przestaje istnieć. Nie mamy wyboru - mówił. Sorry. Cofamy środki, ale dajemy ci je na każdą INNĄ imprezę jaką zorganizujesz. I tak się też stało. To w kwestii faktów, bo jak się rzekło, tylko prawda jest ciekawa. Obecnie jesteśmy w trakcie drugiej tury kampanii prezydenckiej. Walczą w niej kandydat PO Rafał Trzaskowski i kandydat PiS Andrzej Duda, też niegdyś europoseł. Ja odpadłem w turze pierwszej, zajmując zaszczytną jedenastą pozycję.

Korzystając z okazji pragnę raz jeszcze podziękować bardzo, bardzo serdecznie każdemu z Państwa, kto oddał na mnie swój głos. Doskonale wiem, że w zaistniałych warunkach ocierało się to niekiedy o heroizm. Straszono rozbijaniem prawicy, marnowaniem głosu, niezaspokojonymi ambicjami i innymi takim farmazonami. Głosów nie było więc dużo. Dość powiedzieć, że pięciu ostatnich kandydatów, łącznie nie uzyskało nawet 1% wszystkich głosów. Dlaczego? Przede wszystkim od samego początku kampanii prezydenckiej byliśmy pomijani, czyli przemilczani w mediach. Nie wymieniano nawet naszych nazwisk. Jakby ze strachu. Ale konsekwentnie.

W wiadomościach, komentarzach..., cisza. Tylko ci wybrani, mainstreamowi. I tak do końca wiele osób nie wiedziało nawet, że startuję. Czyniono to oczywiście z premedytacją, kierując się znaną sentencją z kultowego filmu "Rejs". Tam, płynący statkiem inżynier Mamoń, dzielił się trafnym spostrzeżeniem mówiąc: "Proszę Pana, ja jestem umysł ścisły, mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem? Po prostu. No to no poprzez reminiscencje. Jak może mi się podobać piosenka, którą pierwszy raz słyszę?", mówił Mamoń. To prawda. Jeśli o czymś, lub o kimś słyszymy pierwszy raz, to nie zapada w pamięć. Aby zapadło, trzeba powtarzać, jak refren. Prawda ta dotyczy nie tylko piosenek. Polityki też. W wyścigu prezydenckim, jak się rzekło, na ostatniej prostej pozostało dwóch kandydatów. Wszystkie media o nich dudnią. Pod tym względem warunki mają jednakie. Mowa jest o ścieraniu się niemal dwóch wizji świata. Ale gdyby tak odsunąć na chwilę ten zgiełk i zadać ze dwa konkretne pytania typu: który z kandydatów, po zwycięstwie, wyjdzie z  prezydencką inicjatywą ustawodawczą ochrony życia w Polsce, albo który z nich wypowie obowiązującą nasz kraj Konwencję Stambulską? Żaden? To dopytajmy jeszcze. Czy są między nimi jakieś różnice w podejściu do 500+, nie bardzo. A w podejściu do Unii Europejskiej? W praktyce też nie. W najważniejszych sprawach ich obozy polityczne w Parlamencie Europejskim głosują identycznie. Ręka w rękę. Niemalże biorą udział w swoistym wyścigu na prounijność. A w sprawach klimatu, odchodzenia od węgla? Czy ktoś dostrzega antynomie? To może ostatnia kwestia, który z nich jako prezydent odważy się choć  zadać pytanie prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi o ustawę 447, czyli konieczność wypłaty około 300 miliardów dolarów, co podobno wisi nad Polską jak miecz Demoklesa? Żaden? To jaka między nimi jest różnica, i dlaczego jedne środowiska oraz media tak zapalczywie popierają pana Andrzeja, a inne pana Rafała? Może więc idzie o jakieś koncesje. Te nagłaśniane i nienagłaśniane w mediach. Warto o to pytać i dociekać, bo tylko prawda jest ciekawa.