W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Problem Platformy

26 listopada 2017

Platforma Obywatelska, która chce być najtwardszym trzonem tzw. totalnej opozycji,  ma problem w Parlamencie Europejskim. Ostatnio aktywnie uczestniczyła w debacie dotyczącej Polski, którą po raz piąty zorganizowano w Strasburgu. Nieoficjalnie byłem informowany, że tym razem inicjacja miała wyjść od polityków Nowoczesnej, którzy nie mając swoich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim zaszczepili tym pomysłem Guy Verhofstadta, szefa grupy Liberałów. Jest ona jednak dopiero czwartą co do wielkości grupą polityczną. Europoseł  Platformy Obywatelskiej, korzystając z zasiadania w największej frakcji, przemawiał jako pierwszy. I to w imieniu całej grupy Europejskiej Partii Ludowej.  Kolokwialnie rzecz ujmując, "przejechał" się on po polskim rządzie. Stanowiło to preludium przed głosowaną tego samego dnia rezolucją, a w niej 19 punktów. Najważniejszy i najbardziej drażliwy to punkt 16ty. W nim bowiem opowiedziano się za użyciem względem naszego kraju tak zwanej "unijnej broni atomowej", czyli uruchomieniem artykułu 7 Traktatu. Otwiera on drogę do możliwości karania Polski. Jeśliby się to zmaterializowało, dotknie nie tylko nielubianego przez PO prawicowego rządu, ale wszystkich Polaków. To duży problem dla polityków wybieranych w Polsce. Poza tym Polacy, doświadczeni boleśnie w swoich dziejach, w zdecydowanej większości nie akceptują donoszenia na własny kraj za granicą. Stąd europosłowie PO instruowani z warszawskiej centrali, mimo wylewanej w Strasburgu żółci, podczas głosowania nad wspomnianą rezolucją postanowili bohatersko wstrzymać się od głosu. Trudno jednak było wszystkich utrzymać w ryzach i sześcioro zagłosowało za rezolucją i de facto sankcjami dla Polski.

Rezolucja i tak by przeszła, bo PO wcześniej "nakręciła"  innych unijnych kamratów, ale taktycznie, ze względów wizerunkowych uznali, że lepiej się wstrzymać.
Jak tłumaczył mi po głosowaniu jeden z nich: "Zamysł był dobry, ale wyszło jak zwykle". W sumie trudno mieć pretensje do tej szóstki - tłumaczył europoseł PO - gdyż wszyscy chcieliśmy głosować za rezolucją. Kakofonia to nie jedyny problem PO. Były europoseł tej partii Jacek Saryusz-Wolski ujawnił, że antypolskie rezolucje miały być pisane przez jego byłych kolegów. Nazwisk nie chciał wymieniać, ale numer sali, gdzie je pisano, owszem. "Byłem zdania, że trzeba go podać go do sądu" - irytował się inny europoseł PO, a teraz proszę!

Największy jednak problem czynownicy tej partii dojrzeli dopiero po feralnym głosowaniu. Wygląda na to, że nie spodziewali się tak gremialnego potępienia przez opinię publiczną w Polsce. Nawet portale internetowe gazet sprzyjających tej formacji, przepełnione były ostrą krytyką nieprzebierających w słowach czytelników. Jedna z głosujących za rezolucją europosłanek PO żaliła się partyjnemu koledze, że niektórzy internauci przedstawiają ją nawet ogoloną na łyso, tak jak czyniono to z kolaborującymi kobietami w czasie II wojny światowej. Jedni politycy zachowanie takie określili jako "zdradę", a inni tylko jako "hańbę". Pamiętam jak wracaliśmy samolotem ze Strasburga i jadąc na płycie lotniska autobusem chciałem ustąpić miejsca obładowanej tobołkami, napiętnowanej europosłance. Nie zważając na tłum otaczających nas osób, powstrzymała mnie głośnymi słowami: "Zdrajcy chce pan ustępować miejsca? Nie, nie dziękuję, w trosce o pana profesora życiorys ". Odparłem, że najlepiej jest, gdy każdy sam troszczy się o swój życiorys. No cóż, ale miny strasburscy bohaterowie mieli naprawdę nietęgie.

Widząc, co się dzieje, władze PO w kraju zaczęły nerwowo reagować, zapowiadając rozważenie wyciągnięcia konsekwencji wobec głosujących za rezolucją. To była już jednak tylko przysłowiowa "musztarda po obiedzie". Okazało się bowiem, że wielu europosłów zagranicznych z tej samej grupy politycznej w Parlamencie Europejskim co PO zagłosowało przeciw sankcjom wobec Polski. To dodatkowo postawiło ich przed nowym problemem, zwłaszcza, że  europosłowie z Węgier opublikowali także na oficjalnej stronie grupy EPP swój sprzeciw wobec wtrącania się Unii Europejskiej w wewnętrzne sprawy Polski. Czyli problem zaczął gonić problem. Ale chyba największym było przeczucie polityków PO, że antypolską postawą mogli wydatnie zmniejszyć swoje sondażowe poparcie.

Mirosław Piotrowski