W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Problem Junckera

16 listopada 2014

"Potrzebuję Państwa zaufania, bo bez tego nic nie jest możliwe" - słowa te wypowiedział kilka dni temu podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego
w Brukseli nowy szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Wystąpienie jego nie było planowane. Przybył, jak sam stwierdził, bez zaproszenia Parlamentu.
Ma bowiem poważny problem, który chciał wyjaśnić. Sprawa dotyczy afery podatkowej w Luksemburgu w czasie, gdy był on premierem tego kraju.
Notabene urząd ten sprawował przez ponad 17 lat do ubiegłego roku. Okazało się, że za rządów Junckera Luksemburg stał się rajem podatkowym bądź, jak niektórzy określają, podatkową oazą. Pomimo obowiązującej w Luksemburgu stawki podatkowej dla firm w wysokości 29%, podpisywano tam z wielkimi światowymi korporacjami "indywidualne umowy podatkowe", na mocy których obniżano stawkę podatkową do kilku lub mniej niż 1%. To przyciągało firmy do Luksemburga, pozbawiając wpływów z podatków inne kraje, także kraje Unii Europejskiej, w tym Polskę.

Według szacunkowych danych, polski budżet na tych operacjach miał rocznie tracić około 4 i pół miliarda euro, czyli 20 miliardów złotych. Jakkolwiek machinacje te pod kątem prawnym nie były nielegalne, to bez wątpienia godzą one w filozofię solidarności i uczciwej konkurencji na rynku Unii Europejskiej, której strażnikiem jest Komisja Europejska. Obecny przewodniczący Komisji Jean-Claude Juncker w tym czasie był nie tylko premierem Luksemburga, ale także ministrem finansów,  współtwórcą i pomysłodawcą  tego, powiedzmy sobie "oscylatora". Istnieje poważne podejrzenie, że opisane luksemburskie praktyki w Unii Europejskiej będzie można uznać za niedozwoloną pomoc publiczną, którą tropić i karać powinna Komisja Europejska, a na jej czele stoi właśnie odpowiedzialny za ten proceder Juncker. Formalnie nowy urząd objął on 1-ego listopada, a już po pięciu dniach wybuchła afera zwana "Luxembourg Leaks", którą były unijny komisarz Janusz Lewandowski określił jako "groźne potknięcie". Wywołana ona została przez amerykańskie Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych, ale, co bardzo osobliwe, uczyniono to przy współpracy niemieckiej, brytyjskiej i irlandzkiej prasy.

Nie jest tajemnicą, że obecna kanclerz Niemiec Angela Merkel nie była i nie jest entuzjastycznie nastawiona do Junckera jako szefa Komisji Europejskiej, a premier Wielkiej Brytanii David Cameron, publicznie sprzeciwiając się tej kandydaturze, powiedział, że Juncker "nie jest właściwą osobą" na to stanowisko.
Czy w tym kontekście nie może zastanawiać, że aferę podatkową w Luksemburgu badała i ujawniła brytyjska i niemiecka prasa? Juncker od dawna zapowiadał, że odmiennie od swoich poprzedników, jak również wbrew stanowisku Niemiec i Wielkiej Brytanii, urząd swój chce upolitycznić i uniezależnić się od
Rady Europejskiej, w tym od rządów największych krajów Unii. Zamierza także stworzyć niezależny budżet w wysokości 300 miliardów euro. Jak donosiła europejska prasa, zawiązał on nieformalny sojusz z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, socjalistą Martinem Schulzem, idący pod prąd intencjom kanclerz Niemiec. Jeden z artykułów w prestiżowym niemieckim tygodniku zatytułowano nawet "Dwójka bez damy" (Zweier ohne Dame).

Czy afera "Luxembourg Leaks" może być elementem "ujarzmienia" Junckera? Zarzuty są poważne. Dziennikarze nazywają je "okradaniem z podatków innych krajów UE", bądź "optymalizacją podatkową". Sam Juncker podczas ostatniej sesji w Brukseli przyznał, że "nastąpiły przypadki inżynierii podatkowej z innymi państwami".  Komisja Europejska ma przeprowadzić dochodzenie w tej sprawie. Konkretnie zajmie się tym duńska komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager.
Co osobliwe, jej zwierzchnik Jean-Claude Juncker będzie z tej sprawy wyłączony, tzn. podwładna przeprowadzi śledztwo, w którym podejrzanym jest jej zwierzchnik, obecnie dystansujący się od swojego państwa.
W trakcie wystąpienia w Parlamencie Europejskim Juncker powiedział: "dochodzenie będzie prowadzone przeciw państwu, które najbardziej znam" i dodał "mam tu obowiązek absencji w tym dochodzeniu". Juncker walczy o wiarygodność. Sam jednak ponad trzy lata temu w Brukseli stwierdził: "Jeśli sytuacja staje się poważna, trzeba kłamać". Czy to umacnia jego wiarygodność i wiarygodność Komisji Europejskiej?

Mirosław Piotrowski