W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Polskie przewodnictwo w Radzie UE

17 czerwca 2011

Jak Pan ocenia sześciomiesięczny program rządu Donalda Tuska na polską prezydencję w Radzie Unii Europejskiej?

Prezydencja to przewodnictwo w najważniejszych organach decyzyjnych Unii Europejskiej, przede wszystkim w Radzie UE gdzie postanowienia przekładają się na konkretne decyzje i środki finansowe. Polska ogłosiła związane z nią trzy główne priorytety: integracja europejska jako źródło wzrostu, w której mówimy m.in. o wieloletnim budżecie UE na lata 2013-2020;bezpieczna Europa – żywność, energia, obronność – priorytet dotyczący m.in. Wspólnej Polityki Rolnej (dopłaty bezpośrednie i wsparcie obszarów wiejskich).
Przypomnieć należy, że kwestia ta nie była zawarta w poprzednich sześciu wstępnych postulatach. To największa partia opozycyjna w Polsce, Prawo i Sprawiedliwość domagało się o jej uwzględnienie, jak również europosłowie z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, w tym deputowany Janusz Wojciechowski. Trzeci priorytet to Europa korzystająca na otwartości, który dotyczy m.in. rozszerzenia stref wolnego handlu z krajami Partnerstwa Wschodniego czy też postępów negocjacyjnych z Ukrainą i Mołdową. Zapisano tutaj również, że ważne będzie wsparcie Unii Europejskiej w ramach ochrony podstawowych wolności oraz wzmacniania mechanizmów zapobiegania prześladowań mniejszości, w tym chrześcijan. Z jednej strony priorytetów mamy teraz nie sześć lecz trzy, ale wypełnienie treścią tychże priorytetów przekroczyło liczbę postulatów poprzednich sześciu.

Czy uważa Pan, że sześć miesięcy naszego przewodnictwa w Radzie UE wystarczy na realizację priorytetów wyznaczonych przez polski rząd? Nie lepiej skoncentrować się głównie na jednym czy też dwóch zagadnieniach?

Mówiąc unijnym językiem agenda rządu Donalda Tuska sformułowana została w bardzo ambitny sposób, ale obawiam się, że rzeczywiście implementacja tych postulatów będzie niezwykle trudna. Może się tak stać, że wiele szczytnych haseł po prostu nie nabierze impetu. Myślę, że jeżeli skupimy się na ogólnikach to owszem pochwalą nas w Europie, ale Polska z tego nie wiele będzie miała.

Który według Pana wobec tego priorytet polskiej prezydencji ma szansę odnieść największy sukces?

W tej chwili trudno przesądzać o sukcesie któregoś z priorytetów. Jeśli przyjrzymy się np. Partnerstwu Wschodniemu, które Polska lansuje od dłuższego okresu, trzeba zauważyć, że środki przeznaczone na ten priorytet są niewielkie. Jest to 600 milionów euro na sześć krajów na lata 2010-2013, czyli 100 milionów euro na jeden kraj, co rocznie daje od 25 do 30 milionów euro. W perspektywie jednego obywatela jest to duża kwota, ale w skali całego kraju np. Gruzji czy innych państw, to naprawdę niewiele. Na razie pozostajemy w sferze haseł. Ważne jest jak wypełnimy formułowane w tej agendzie postulaty. Bezpieczeństwo energetyczne jest kwestią niezwykle istotną. Zostało to zapisane w traktacie z Lizbony. Gdyby polski premier wyszedł z inicjatywą utworzenia w naszym kraju np. Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, która miałaby siedzibę w Warszawie, w Lublinie, czy w innym mieście, byłby to konkret, a jednocześnie możliwość stymulowania polityki energetycznej. Jeżeli natomiast postawimy na ogólniki, albo wrażenie, będzie nam oczywiście miło, ale nie o to chodzi.

W PE w Brukseli odbyło się posiedzenie inauguracyjne Zgromadzenia Parlamentarnego EURONEST, w skład którego wchodzą członkowie Unii Europejskiej, jak również kraje Partnerstwa Wschodniego. Proszę powiedzieć, jaka jest rola EURONESTU w Europie?

Od dwóch lat toczyły się rozmowy w sprawie powołania Zgromadzenia EURONEST, co zostało sfinalizowane w przededniu polskiej prezydencji. Parlamentarzyści z sześciu krajów spoza Wspólnoty mają spotykać się z parlamentarzystami Unii Europejskiej. Nie ma w ich gronie przedstawicieli Białorusi, choć docelowo propozycja kierowana jest również i do tego państwa. Powstał poważny dylemat, czy zapraszać deputowanych z Białorusi, z tzw. reżimu Łukaszenki, który jak się powszechnie uważa posiada niedemokratyczny mandat, czy też zaprosić przedstawicieli opozycji. Na razie podjęto decyzję, że przedstawiciele Białorusi nie zasiądą w Zgromadzeniu.

Dlaczego..

Z jednej strony Unia Europejska nie chce legitymizować reżimu Białorusi, z drugiej opozycjoniści nie pasowaliby do tej konstrukcji. Czekamy więc, a jednocześnie nakładamy sankcje, wpisując na czarną listę kolejnych białoruskich polityków. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że tak ostre stanowisko UE wobec Białorusi automatycznie wpycha ten kraj w objęcia Rosji. Jest to również problem dla zbliżającej się polskiej prezydencji.

Rada Unii Europejskiej przyjęła przepisy mające na celu wzmocnienie restrykcyjnych środków podjętych wobec białoruskiego reżimu. Czy według Pana Unia Europejska obrała dobry kierunek, zaostrzając restrykcje i zamrażając aktywa finansowe?

To pierwsze nie jest jeszcze tak groźne, to drugie jest już bardziej dotkliwe. Sankcje gospodarcze wobec białoruskich firm, związane de facto z reżimem Łukaszenki spowodują moim zdaniem całkowite odwrócenie Białorusi od świata zachodniego, Unii Europejskiej i wejście w ściślejsze relacje z Rosją, dlatego zalecałbym daleko idącą ostrożność w tej kwestii.

Jak Pan postrzega Ukrainę jako kraj uczestniczący w realizacji projektu Partnerstwa Wschodniego?

Ukraina ma ambicje przystąpienia do Unii Europejskiej, a jednocześnie pozostawiając ją w obrębie EURONESTU i Partnerstwa Wschodniego, nie zapewnia się temu krajowi chociażby jakiegoś przejściowego statusu, prowadzącego do członkostwa w UE, co podkreślił przewodniczący EURONESTU, Borys Tarasiuk. Temat EURONESTU, a przede wszystkim statusu Ukrainy zależy od wydarzeń w polityce globalnej, tj. braku sprzeciwu Rosji oraz porozumienia jej liderów, jak również decydentów UE i Stanów Zjednoczonych.

Jak Pan widzi dialog Unii Europejskiej z Rosjanami?

Nie tak dawno w oficjalnej wypowiedzi Władimir Putin porównał Unię Europejską do Związku Sowieckiego. Dodał, że spokojnie czeka, aż UE podobnie jak ZSRS się rozpadnie. Nie prowadzi on jednak biernej polityki. Gazociąg Północny jest tego doskonałym przykładem. Z jednej strony mamy konkretne zapisy w najważniejszych unijnych dokumentach, ale z drugiej praktyka wygląda zupełnie inaczej. Niemcy, którzy zarówno w Europie jak i na arenie międzynarodowej prowadzą poważną grę, godzą się na tego rodzaju polityczne rozdwojenie. Polska może i powinna grać pierwsze skrzypce w rozgrywaniu wschodniej polityki Unii, chociaż spotka się to na pewno z niezadowoleniem dużych krajów UE, takich jak Niemcy. Według mnie jednak im bardziej Polska będzie chwalona, tym mniej zyska, a im bardziej politycy będą sceptycznie patrzeć na naszą prezydencję, tym więcej można będzie osiągnąć dla naszego kraju.

Czego Pan życzy polskiemu rządowi i polskim dyplomatom na najbliższe pół roku?

Przede wszystkim życzę Polsce, aby półroczne przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej było korzystne dla naszego kraju. Aby prezydencja przyniosła ludziom płacącym w Polsce podatki wymierne efekty. Życzę, aby nasi politycy i dyplomaci do tego właśnie się przyczynili, bo jest na to szansa.

Dziękuję za rozmowę.