W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Pokój na świecie

10 maja 2015

"Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie". To słowa suplikacji, które śpiewamy w kościołach. Mija właśnie siedemdziesiąt lat od zakończenia drugiej wojny światowej. Największa hekatomba XX wieku pochłonęła kilkadziesiąt milionów istnień ludzkich. Między pierwszą a drugą wojną światową ludzkość zaznała niewiele ponad dwadzieścia lat pokoju. Od 1945 roku nie doszło do porównywalnego światowego konfliktu. Były jednak niebezpieczne sytuacje zapalne mogące doprowadzić do wybuchu trzeciej wojny światowej, jak chociażby kryzys kubański na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wojny rzadko wybuchają znienacka. Najpierw nabrzmiewają problemy, które państwa starają się rozwiązać, albo złagodzić, a jeśli się to nie udaje, pośpiesznie się zbroją.

Do niedawna narody Europy wojnę postrzegały bardziej jako zjawisko historyczne niż realne zagrożenie. Obecnie ten trend się zmienia. Uśpiona pacyfizmem świadomość wielu ludzi zdaje się budzić z błogiego letargu.
Sygnałem alarmowym okazała się próba utworzenia państwa islamskiego, którego przywódcy nie tylko nie ukrywają agresywnych zamiarów, ale toczą regularną wojnę, posuwając się do publicznych barbarzyńskich mordów i egzekucji. W związku z napływem wielu islamskich emigrantów do Europy wzrastają obawy, że może dojść nie tylko do pojedynczych zamachów, ale też i regularnej wojny. Bojownicy islamscy nie ukrywają, że ich wojna jest wojną religijną. Odgrażali się nawet, że zorganizują zamach na papieża Franciszka. W wyniku ich dotychczasowych działań nasiliła się emigracja ludności z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej do Europy.
Istnieje podejrzenie, że wśród przybywających znajduje się wielu wysłanych stamtąd islamskich terrorystów. W Unii Europejskiej trwa dyskusja, w jaki sposób rozmieszczać napływającą ludność w poszczególnych państwach członkowskich. Premier Węgier Viktor Orbán już zapowiedział, że nie wpuści tych emigrantów do swojego kraju. A jak postąpi Polska, premier Ewa Kopacz i szef Rady Europejskiej Donald Tusk? Kraj nasz jest w szczególnie trudnej sytuacji, gdyż po agresji Rosji na Ukrainę i wchłonięciu części jej terytorium, staliśmy się niejako krajem przyfrontowym. Obawy wielu Polaków udzielają się też sąsiadom. Premier Łotwy uznał, że działania Rosji "zagrażają globalnemu systemowi opartemu na określonych zasadach". Kraj ten jako członek NATO i Unii Europejskiej, jakkolwiek oficjalnie nie dostrzega "bezpośredniego zagrożenia militarnego", to chce "przeciwstawić się atakom informacyjnym, ekonomicznym i cyberatakom, a także skorygować system wczesnego ostrzegania". Profesor Zbigniew Brzeziński były doradca ds. bezpieczeństwa w gabinecie prezydenta Jimmy'ego Cartera alarmował niedawno, że Stany Zjednoczone powinny wysłać swoje wojska do państw bałtyckich, gdyż prezydent Putin może wkroczyć tam w ciągu jednego dnia. Stwierdził dosłownie:
"on (czyli Putin.) może zająć Rygę lub Tallin. To zajmie jeden dzień w dosłownym znaczeniu. Oni nie będą mogli temu sprzeciwić się”.

Kraje naszego regionu nie czekają z założonymi rękami. Litwa, Estonia, Szwecja i Polska, zwiększają wydatki na wojsko. Kilka dni temu Finlandia podjęła decyzję o zwiększeniu liczby rezerwistów do 900 tysięcy.  Pod broń mogą być powołane osoby od 20-ego do 60-ego roku życia. Istnieje bowiem obawa, że mała szesnastotysięczna fińska armia zawodowa może nie obronić granicy z Rosją o długości 1300 kilometrów. Również u nas w Polsce Ministerstwo Obrony Narodowej, jak donosi prasa, zmierza do uaktualnienia możliwości powszechnego poboru do wojska. Z reguły działania takie podejmuje się "w czasie zagrożenia bezpieczeństwa kraju".

Formalnie rzecz ujmując, nie jesteśmy sami. Zarówno Polska, jak i większość wymienionych wcześniej krajów należy do Paktu Północnoatlantyckiego, czyli NATO. Artykuł 5 tego traktatu gwarantuje, że napaść na jednego członka oznacza napaść na wszystkich i zapewnia przyjście napadniętemu ze zbrojną pomocą. Takie gwarancje mamy na papierze. Ale czy mamy pewność, że w wypadku agresji Rosji na państwa bałtyckie NATO natychmiast podejmie działania zbrojne, przychodząc im z pomocą ryzykując wybuch trzeciej wojny światowej? Słowem traktaty to ważna rzecz, ale nie tracą na ważności słowa sentencji "umiesz liczyć, licz na siebie".

Wspominając wydarzenia sprzed 70-u lat, gdy zakończyła się druga wojna światowa i ciesząc się z tak długo trwającego pokoju, trzeba zauważyć, że odchodzi pokolenie pamiętające i uczestniczące w wydarzeniach ostatniej wojny. Nie ma już przywódców państw, którzy osobiście doświadczyli okropieństw wojny. Tym bardziej należy przypominać, że pokój nie został nam dany raz na zawsze.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł