W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Ordynacje i manipulacje

7 października 2012

Pierwszy po wakacjach cotygodniowy felieton prof. Piotrowskiego. Profesor porusza m.in.  kwestię przyszłych wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Na pierwszym, powakacyjnym posiedzeniu Parlamentu Europejskiego w Strasburgu Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso miał przedstawić „stan Unii Europejskiej”. Zamiast ujawnienia liczb oraz istotnych tematycznych informacji co do kondycji Unii, Barroso zastosował manewr ucieczki do przodu, kreśląc wizję nowej, federalistycznej Europy. Stwierdził, że w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się w 2014 roku,  trzeba postawić na partie ogólnoeuropejskie, inaczej nazywane europejskimi partiami politycznymi. Czym właściwie one są? W zasadzie opierają się na posłach do Parlamentu Europejskiego wybranych w krajach członkowskich, delegowanych przez macierzyste partie do grup politycznych w Parlamencie Europejskim. I tak na przykład posłowie wybrani z list PiSu tworzą grupę polityczną między innymi z brytyjskimi konserwatystami premiera Davida Camerona, wchodząc jednocześnie w skład Sojuszu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Posłowie z PO tworzą grupę polityczną z niemieckimi posłami CDU pani Kanclerz Angeli Merkel, a na poziomie Unii – Europejską Partię Ludową. Europosłowie z SLD zasiadają w grupie socjalistycznej, współtworząc Partię Europejskich Socjalistów. Każde ugrupowanie w Parlamencie Europejskim tworzy, bądź stara się tworzyć struktury ogólnoeuropejskie. Te europartie są finansowane z budżetu Parlamentu Europejskiego, czyli de facto także przez polskiego podatnika. Parlament Europejski może pokryć do osiemdziesięciu pięciu procent wydatków tych partii, a reszta – zaledwie piętnaście procent – to wkład własny. Ponadto Europarlament finansuje na zbliżonych warunkach działalność europejskich fundacji wspierających europartie. Ewidentnie system ten promuje istniejące już formacje polityczne, faktycznie zamykając drogę mniejszym ugrupowaniom, co stoi w sprzeczności z oficjalnymi deklaracjami szefa Komisji Europejskiej o potrzebie otwierania się na obywateli. Przewodniczący Barroso mówił też w Strasburgu o konieczności wzmocnienia statusu europejskich partii politycznych, nadmieniając, że Komisja przyjęła już wniosek legislacyjny w tej sprawie. W Parlamencie Europejskim wcześniej dyskutowano możliwość przedstawienia list ogólnoeuropejskich w najbliższych wyborach. W naszej Izbie ma zasiadać 750 posłów, z czego 51 miejsc przypada Polsce. Z liczby wszystkich posłów planuje się wyłączyć 25 miejsc, aby każda europartia mogła wystawić krótką listę w całej Unii Europejskiej. Lider zwycięskiej listy byłby jednocześnie kandydatem na szefa Komisji Europejskiej notabene wyłonionym w bezpośrednich wyborach w całej Unii W tym kontekście spekuluje się, że listę chadeków miałby otwierać wspierany przez Kanclerz Merkel Donald Tusk, a socjalistyczną – Martin Schulz. Dałoby to asumpt do urzeczywistnienia ich aspiracji. Z informacji dyskutowanych w PE wynika, ze rząd PO poważnie przygotowuje się do zmiany ordynacji wyborczej, zarówno do Parlamentu Europejskiego, jak i krajowego – do Sejmu, Senatu, a także do samorządów. PO zamierza zlikwidować listy regionalne w wyborach do europarlamentu, pozbawiając obywateli oddania głosu na wybranego kandydata, w zamian proponując jedną ogólnopolską listę krajową. W praktyce oznacza to, że wyborca, na przykład ze Szczecina, Krakowa, Wrocławia, Lublina, czy Warszawy, będzie mógł oddać głos tylko na partię, czyli na worek z logiem określonej formacji, a nie na konkretną osobę. Podobno rządząca partia, nazywająca się obywatelską, w tajemnicy przed obywatelami zawiązała już w tej sprawie nieformalną koalicję z liderami innych partii. Może się okazać, że łatwiej uzyskać ich zgodę, niż aprobatę obywateli, których swoboda wyboru zostanie ewidentnie ograniczona, Mamy więc do czynienia z kolejną próbą domknięcia systemu, w którym tworzy się obywatelom pozory wyboru i demokracji. Nie jest też wykluczone, że manipulacje przy ordynacji z jednej strony zaowocują jeszcze większym spadkiem frekwencji wyborczej, a z drugiej, zwiększą liczbę demonstracji i demonstrantów. Wielu zastanawia się, czy po warszawskim marszu „Obudź się Polsko” już należy przygotowywać się do marszu „Obudź się Europo”.

M. Piotrowski