W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

O Polsce w Strasburgu

17 czerwca 2018

„Polacy przeciw Polakom na oczach eurogawiedzi” – rzucił do mnie wchodzący na salę obrad Parlamentu Europejskiego w Strasburgu znany europoseł. Zaczynała się bowiem kolejna debata na temat niezawisłości sądów w Polsce. Doprawdy, nie wiem, to już która z kolei. Tyle ich było, że żaden z kolegów nie mógł sobie przypomnieć. Sala, jak zwykle, świeciła pustkami, wyświechtane frazesy powtarzał komisarz Timmermans, a do głosu dopuszczono tylko dziewięciu europosłów przemawiających w imieniu grup politycznych. Zabroniono zgłoszeń z sali oraz zadawania pytań. Spośród dziewięciu mówców, pięciu to Polacy. W imieniu największej grupy politycznej Europejskiej Partii Ludowej (EPL) głos zabrał europoseł Janusz Lewandowski, który użalał się nad okropnym losem polskich obywateli. Tych nienależących do partii rządzącej. W imieniu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów przemówił europoseł Zdzisław Krasnodębski, rozpoczynając od polemiki z kolegą Lewandowskim. Zwracając się do Timmermansa przypomniał, że nowy polski premier poszedł na wiele ustępstw, czego Komisja Europejska nie wzięła pod uwagę. Wystąpienie zakończył stwierdzeniem, a skoro tak, to czas ustępstw ze strony Polski się skończył. W jego przemówieniu wiele miejsca zajęły cytaty z byłego komisarza ds. rozszerzenia Niemca Güntera Verheugena, który wskazywał na stosowanie przez Komisję Europejską podwójnych standardów wobec Polski. „Komisja Europejska nie ma odpowiednich kompetencji, by zajmować się tą sprawą. (…) Robi to nieudolnie” – cytował.  Przytoczył też słowa obecnego szefa Bundestagu Wolfganga Schäublego, który apelował, by wystrzegać się arogancji wobec Polaków. Szkoda jednak, że kolega europoseł nie zacytował słów Verheugena z tego samego wywiadu, który stwierdził wprost, że Warszawa nie powinna słuchać Fransa Timmermansa. 

Liberałowie od Verhofstadta, w których imieniu przemawiała Sophie in ’t Veld, straszyli, że PiS tworzy reżym autorytarny w Polsce. W imieniu komunistów głos zabrała komunistyczna europosłanka Barbara Spinelli, córka znanego w Unii komunisty Altiero Spinellego, współtwórcy Manifestu z Ventotene. Z wielkim niepokojem mówiła ona: „Słyszymy o przejściu PiS-u do EPL-u, żeby mieć parasol ochronny”. No cóż, wiadomości szybko się rozchodzą, skoro na serio obawiają się tego unijni komuniści. Potem nastąpiły dalsze potyczki słowne. Wszystkie jednak przykrył lapsus komisarza Timmermansa, który zapowiedział, że z tymi wszystkim problemami niebawem udaje się do … Moskwy.
Gdy obecni na sali europosłowie zaczęli się śmiać i krzyczeć, że odkrył on prawdziwe intencje, bardzo zmieszany Timmermans stwierdził, że to pomyłka, która nigdy mu się nie zdarzyła. Niektórzy koledzy przyjęli do wiadomości, że był to „just a slip of the tongue”, czyli zwykłe przejęzyczenie, inni jednak byli przekonani, że to nie błąd tyko freudowskie przejęzyczenie wynikające z podświadomości (a freudian slip). Timmermans, zanim objął funkcję komisarza był pracownikiem ambasady swojego kraju właśnie w Moskwie. Ile mu z tego zostało do dziś? Jego szef Jean-Claude Juncker mimo, że to polskim władzom próbowano wmówić koneksje z Putinem, od dawna nawołuje do zbliżenia z Rosją i to on jako szef Komisji Europejskiej osobiście ściskał się z Putinem, a po wyborach w Rosji wysłał do niego list z gratulacjami.

Słowem, kolejna batalia, werbalna za nami. Od samego początku zmiany strategii polskiego rządu względem Komisji Europejskiej mówiłem, że to błąd. Timmermans i Juncker nie są nastawieni na żaden kompromis. Szkoda, że dopiero teraz dociera to do polskich dyplomatów i polityków, którzy zapowiedzieli, że dalszych ustępstw już nie będzie. Na kanwie kolejnej debaty na temat Polski w Strasburgu, podczas której niezwykłą aktywnością wykazała się Platforma Obywatelska warto zwrócić jej uwagę, że największa delegacja w ich grupie EPL to Niemcy, którzy nigdy nie stanęli w kontrze do europosłów niemieckich z innych grup politycznych. Dla Niemców bez względu na to, kto tworzy rząd, jest to zawsze rząd ogólnoniemiecki niepodlegający krytyce na forum unijnym. Choć w Niemczech ostatnio pojawiły się zarzuty co do kanclerz Merkel, że naruszyła niemiecką konstytucję i próbuje się w Bundestagu zmontować komisję śledczą, to żadnemu niemieckiemu europosłowi nie przychodzi nawet do głowy, żeby zajmował się tym Parlament Europejski. A przy okazji także warto zwrócić uwagę polskiemu rządowi, że od wielu dziesięcioleci niemiecka polityka zagraniczna się nie zmienia, bez względu na to, kto rządzi. Charakteryzuje ją ciągłość. Warto mieć to na uwadze, gdy w Warszawie w tym obszarze przeprowadza się często różne eksperymenty.

Mirosław Piotrowski