W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Norki w PE

31 stycznia 2018

Felieton prof. Mirosława Piotrowskiego pt. Norki w PE, opublikowany w Tygodniku Katolickim Niedziela

 [dsc_1126[2].jpg]

Norki w PE

 

Hitem brukselskiego tygodnia w PE, czyli w Parlamencie Europejskim, była wystawa dotycząca zwierząt futerkowych. W holu głównym zdjęcie ślicznej norki, a zaraz obok lisa srebrnego. "Niech futra przejdą do historii" - to wiodący przekaz całej imprezy. Głównym celem było wprowadzenie zakazu hodowania zwierząt na futra w całej Unii Europejskiej. Nasz kraj w branży tej zajmuje drugie miejsce w Europie i trzecie na świecie, stąd nie może dziwić, że brukselska akcja głośno rezonowała nad Wisłą. Pikanterii dodaje fakt, że w jej awangardzie stanęli niektórzy konserwatywni europosłowie PiS, ramię w ramię z lewackimi europosłami Nordyckiej Zielonej Lewicy. "Dość cierpienia zwierząt. Otworzyć klatki" - pohukiwali w parlamentarnych kuluarach, mając świadomość, że są rejestrowani przez telewizyjne kamery. "To donoszenie na Polskę za granicą" - grzmieli przeciwnicy, argumentując, że jest to wymierzone w polskie, narodowe interesy. Już w drodze do Brukseli spotkałem kolegów, których nazwiska znalazły się na plakatach wystawy. Miny mieli nietęgie. Nie przypuszczali, że inspiratorzy nie prześwietlili wcześniej współorganizatorów, którym zarzucono w mediach, że płaczą nad zwierzętami, jednocześnie opowiadając się za zabijaniem nienarodzonych dzieci. Targały więc kolegami tzw.  mieszane uczucia. Słowem odczuwali dyskomfort. Ostatecznie niektórzy podczas otwarcia wystawy chcieli rozpłynąć się w tłumie. Inni wystawiali bohatersko pierś. Ty wiesz, kto to naprawdę organizuje? Dopytywali. Asystentka z naszej grupy, no... ta krewna polityka, którego nazwisko wymawiali szeptem. Skoro tak, to trzeba dziarsko argumentować, że zwierzęta futerkowe - norki, lisy, nutrie, szynszyle oraz inne są zabijane, nawet mordowane i strasznie cierpią. Hodowcy odpierali argumenty tym, że cała akcja ma podtekst eliminowania polskich rolników z branży, w której sobie akurat świetnie radzą. Przyznam, że oczami wyobraźni zobaczyłem moje dwa koty i dwa psy, które mają piękną sierść i aż ciarki mnie przeszły. Znajomy też się wzruszył, postanawiając iść dalej i nie jeść mięsa. A jeszcze kilka dni temu pałaszował steka. Wywiązała się dyskusja, że niby dlaczego tylko futra. A kożuchy i skóry bez włosia? To przecież to samo. Oczywiście. Spojrzałem więc na obrońców zwierząt nieco inaczej, to znaczy nie w twarz. Niżej .., jeszcze niżej, na buty. Nie były one ani gumowe, ani z brezentu. Jedną koleżankę widziałem wcześniej w kozaczkach, zdawało mi się, że to piękna skóra. Może złudzenie, ale te paski, portmonetki i torebki, to już z pewnością nie sztuczne. Cóż jest u licha! Na drugi dzień w PE, nieopodal wystawy spotkawszy znaną dziennikarkę postanowiłem zażartować. Dzień dobry, czy nie wie pani gdzie w Brukseli jest sklep z futrami? Bo chcę kupić, żona bardzo by się ucieszyła. Po co kupować, chętnie odsprzedam swoje, odparła z uśmiechem. Mam piękne, z grzbietów srebrnych lisów... . A już prawie uwierzyłem w te dziecięce łzy wylewane nad zwierzętami, gdy przypomniał mi się wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego pt. Cyrulik jesienny: "Gdy wspomnę (ach jakże mięknę!) świetlaną zjawę dzieciństwa... Ha, życie może jest piękne, ale za dużo świństwa". A może jednak cynizmu i to politycznego.

Mirosław Piotrowski