W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Niszczenie Europy

6 stycznia 2019

„Ludzie nie chcą płacić dużych sum pieniędzy, większości krajom Trzeciego Świata (...), aby być może chronić środowisko” - te słowa wypowiedział prezydent USA Donald Trump, komentując manifestacje we Francji tzw. ruchu żółtych kamizelek. Protestujący sprzeciwiali się decyzji Macrona, który zapowiedział podwyższenie podatku paliwowego, co miało skutkować wzrostem cen. Szczególnie oleju napędowego. Słowa amerykańskiego prezydenta trafiły na podatny grunt, gdyż po nich protestujący we Francji mieli skandować: „Chcemy Trumpa. Kocham Francję”.  W tym kontekście przypomina się, że Trump wycofał swój kraj z porozumienia klimatycznego zawartego w Paryżu w 2015 roku. Był przekonany, że jest ono szkodliwe dla jego kraju. A jeśli dla USA, to czy przypadkiem też nie jest szkodliwe dla innych części świata, także Europy? Zdaniem wielu, sukces porozumienia paryskiego polegał na tym, że zobowiązując się do zapobiegania zmianom klimatycznym, nie wprowadzono tam mechanizmu obligatoryjnych działań. Słynny artykuł szósty zakładał m.in. „dobrowolną współpracę państw przy wdrażaniu krajowych zobowiązań klimatycznych”. W dokumencie tym nie pada słowo „dekarbonizacja”, co było ewidentnym sukcesem byłego polskiego ministra środowiska profesora Jana Szyszko. Zakończony niedawno szczyt klimatyczny w Katowicach COP 24 uznany został również za sukces, choć niektórzy utyskiwali, że nie udało się dokończyć prac dotyczących wspomnianego artykułu szóstego. Nie został on uregulowany. Dobrze to dla Europy, czy źle?  Większość, ciesząc się z porozumienia w Katowicach, używała jednego wyrazu „ambicja”, powtarzanego wielokrotnie. Zauważyć jednak należy, że na bazie tych dokumentów, Komisja Europejska i Parlament Europejski wdrażają jednak proces dekarbonizacji w krajach członkowskich Unii, tak aby pokazać, że jesteśmy bardziej ambitni niż cała reszta świata.

W przegłosowywanych w Parlamencie Europejskim dokumentach, ot np. rozporządzeniu dotyczącym ustanowienia instrumentu „Łącząc Europę”, dekarbonizację stawia się jako warunek sine qua non. Można nawet uznać, że walkę z węglem podnosi się do rangi nowej unijnej ideologii, jeśli nie wręcz religii. Uderza ona bezpośrednio w Polskę, która póki co na węglu stoi, a wspominane unijne kombinacje kończyć się będą podwyżkami cen energii w naszym kraju. Mowa jest o ideologii, gdyż naukowcy na całym świecie w kwestii zmian klimatu i wpływu dwutlenku węgla na te zmiany są podzieleni. Niedawno opublikowano raport, w którym udowodniono, że samochód elektryczny, który przejechał tyle samo kilometrów, co zwykły stary diesel, ostatecznie uwzględniając utylizację baterii itp. zostawia większy ślad węglowy w atmosferze niż wspomniany stary samochód. Czy warto więc walczyć z węglem i ropą i kto za tym tak naprawdę stoi? Okazuje się, że nazwiska są dość znane, choć w Polsce być może już zapomniane. Niedawno pan profesor Jeffrey Sachs na jednym z sympozjów przedstawił postulaty w formie dziesięciu przykazań. A jak one brzmią? Między innymi „rezygnacja z paliw kopalnych (węgla, ropy i gazu), ... ograniczenie spożycia mięsa oraz postawienie w stan oskarżenia firm i państw niestosujących się do tych zasad”. To terapia szokowa odwrotna do tej, którą proponuje prezydent USA. Notabene profesor Sachs atakuje także Trumpa. Wystarczy przytoczyć tytuły artykułów jego autorstwa. „Bezsiła i wściekłość Trumpa”, „Oto ostateczny dowód na socjopatię Trumpa”, „Porzućcie swoje analizy. Donald Trump to wariat”. Dosadne to słowa. A skąd się wziął pan profesor Jeffrey Sachs? Już na początku lat 90-tych wraz z George’em Sorosem przekształcał polską gospodarkę. Sam Soros opublikował książkę, w której pisał m.in: „Zaproponowałem swego rodzaju makroekonomiczną wymianę długu na akcje polskich przedsiębiorstw. (...) Połączyłem swoje wysiłki z prof. Sachsem z Uniwersytetu Harvarda, którego działalność sponsorowałem przez fundację Stefana Batorego”. Chojne to dary, ale zgoła inne niż przed laty przynieśli Trzej Królowie. Trzeba by się więc zastanowić, czy aby na pewno obaj panowie, Soros i Sachs, mieli na względzie wyłącznie interes Polski, a obecnie włączając się do sanowania Unii Europejskiej troszczą się o interes państw narodowych? A może dążą do ich zniszczenia?

Mirosław Piotrowski