W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Niemieckie wybory

17 listopada 2013

Rola Niemiec w UE.

Pod koniec września zakończyły się wybory parlamentarne w Niemczech, w których zdecydowanie zwyciężyła kanclerz Angela Merkel i jej partia  chrześcijańsko-demokratyczna CDU, ale to nie wystarczyło do samodzielnego rządzenia. Cały czas trwają rozmowy na temat koalicji z drugą co do wielkości siłą polityczną - socjaldemokratami, czyli SPD. Dotyczą one nie tylko polityki wewnętrznej Niemiec oraz podziału ministerstw, ale także aspektów personalnych polityki europejskiej. Obecny przewodniczący Parlamentu Europejskiego socjalista Martin Schulz, prominentny polityk SPD, publicznie ogłosił, że zamierza starać się o stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej. Według nieoficjalnych informacji kwestia poparcia jego kandydatury na szefa Komisji przez kanclerz Niemiec Merkel miałaby być jednym z punktów koalicyjnej umowy. Pani kanclerz w dyplomatyczny sposób od tego się dystansuje. Schulz natomiast wykorzystuje nie do końca precyzyjne zapisy Traktatu Lizbońskiego. W dokumencie tym co prawda nie ma wzmianki o wystawianiu przez europejskie partie polityczne kandydatów na przewodniczącego Komisji, ale Traktat zwiększa rolę Parlamentu Europejskiego przy jego wyborze. Przewodniczący naszego Parlamentu chce wykorzystać tę furtkę i przełamać dotychczasową zasadę sformułowaną przez byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego: "Rząd europejski to Angela i ja". Martin Schulz zamierza prowadzić kampanię wyborczą do Europarlamentu we wszystkich 28 krajach członkowskich Unii. Jednym z głównych punktów jego wyborczego programu jest wprawdzie postulat niemieszania się organów Unii we wszystkie detale narodowych polityk, ale jak sądzę obliczone jest to na pozyskanie głosów części eurosceptyków. Schulz zawsze deklarował się jako zwolennik pogłębienia integracji i federalizmu. Bez względu na formułowane obecnie postulaty pojawiają się obawy, że jego wybór może oznaczać powrót do zdominowania całej Europy przez Niemców. Schulz przedstawia się oficjalnie jako Europejczyk pochodzący z Niemiec, który stara się o demokratyczną większość. Jego wybór na szefa Komisji przełamałby dotychczasowy trend obsadzania na wysokich stanowiskach w Unii i innych międzynarodowych organizacjach osób pochodzących z mniejszych krajów. I tak dzisiaj szefem Komisji Europejskiej jest Portugalczyk, Radą Europejską kieruje Belg, a właściwie Flamand, a na czele NATO stoi Duńczyk. Zgoda na wybór Niemca bez wątpienia obudzi obawy wielu środowisk politycznych Europy, ale także może być czytelnym sygnałem wzmacniającym dalszą federalizację Unii. Tymczasem w wielu unijnych krajach, także w Niemczech, coraz wyraźniej dają o sobie znać środowiska antyfederalistyczne. Wprawdzie podczas ostatnich niemieckich wyborów eurosceptyczna partia Alternatywa dla Niemiec (AFD) nie przekroczyła progu wyborczego, ale zdobyła 4,7% głosów. W perspektywie przyjętych w Niemczech regulacji wystarczy osiągnięcie progu 3%, by wprowadzić swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego, co umocniłoby znacznie antyfederalistyczny trend w Europie. We Francji z miesiąca na miesiąc rośnie poparcie dla Frontu Narodowego z europosłanką Marie Le Pen na czele, która według sondaży może liczyć na blisko 24% poparcia. Podobne antyfederalistyczne nastroje obserwujemy także w Holandii, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Kluczowe decyzje co do przyszłości Europy zapadają jednak w Niemczech. Różnice programowe obu największych partii CDU i SPD, zarówno w sprawach wewnętrznych, jak i europejskich, nie są tak duże, a nawet się rozmywają. Szefowa CDU Angela Merkel nie tylko, jak przypomina niemiecka prasa, zna dobrze obecnego szefa SPD Sigmara Gabriela, ale rozumieją się oni i nawzajem sobie ufają. W 2007 roku był on ministrem środowiska w rządzie Angeli Merkel. Warto obserwować sytuację w Niemczech, gdyż decyzje nowej koalicji mogą rzutować także na sprawy polskie. Choć w obecnym scenariuszu oddaliła się szansa kandydatury Donalda Tuska w wyborach na szefa Komisji Europejskiej, ale nie jest wykluczone, że Niemcy mogą jeszcze powrócić do tej koncepcji. Kluczową rolę odgrywa tu kanclerz Merkel. Podczas wieczoru wyborczego przeprowadzono sondaż, w którym pytano wyborców, także tych przeciwnych polityce pani kanclerz. Okazało się, że ponad 80% respondentów ceni Merkel za to, że dobrze reprezentuje interes niemiecki za granicą i że przedkłada sprawy państwowe nad partyjne. Czy w polskiej polityce możliwy byłby taki fenomen? Za sześć miesięcy rozpocznie się maraton wyborczy w naszym kraju. Będziemy mogli się przekonać, czy Polacy wyciągnęli wnioski, jakie płyną z niemieckich wyborów.

M. Piotrowski