W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Nie tylko Katalonia

8 października 2017

Pobici ludzie, krew na ulicach, to pokłosie referendum niepodległościowego w Katalonii. Referendum było niezgodne z hiszpańską konstytucją, ale ponad osiemset osób rannych w trakcie starć z policją wstrząsnęło opinią publiczną. Obradujący w Strasbourgu Parlament Europejski naprędce więc do przygotowanego wcześniej porządku obrad dodał osobną debatę na temat sytuacji w Katalonii. Nie wszyscy jej chcieli. Europosłowie polscy otrzymali oświadczenie MSZ-u w tej sprawie, w którym napisano: "W pełni respektujemy zasady suwerenności, integralności terytorialnej i jedności Królestwa Hiszpanii. Uważamy, że rozwiązanie kwestii sporu między rządem Królestwa Hiszpanii, a wspólnotami autonomicznymi, w tym dążenia separatystyczne, stanowią wewnętrzne sprawy Królestwa Hiszpanii." Dalej mowa była o porozumieniu, dialogu i kompromisie. Katalonia jako region, cieszy się w Hiszpanii autonomią, którą zgodnie z konstytucją władze w Madrycie mogą zawiesić. Ale czy to rozwiąże sytuację?

Ostatnie referendum niepodległościowe było już drugim z rzędu. Poprzednio zabrakło kworum. Tym razem zapowiadała się duża frekwencja, więc władze zareagowały od razu. Nie wszyscy zdołali oddać głos. Głosowało 42 procent, z tego 90 procent opowiedziało się za niepodległością Katalonii. To poważny problem nie tylko dla Hiszpanii, ale i całej Unii Europejskiej. Także dla Polski. Katalonia, gdzie mieszka 7 i pół miliona ludzi, jest regionem bogatym, wytwarza około 18% PKB całej Hiszpanii. Notabene mieszkańców tego regionu posługujących się na co dzień specyficznym dialektem określa się niezbyt pochlebnie mianem "polacos" (los polacos). Ma to podobno związek z szarżą Polaków pod Samosierrą, którzy w 1809 r. przełamali  tutaj opór Hiszpanów, otwierając Napoleonowi drogę do Madrytu. Są też inne interpretacje.

Nie o historię jednak idzie obecnie w Unii Europejskiej. Unia dąży bowiem do znoszenia granic, a nie ich tworzenia. Dlatego Komisja Europejska wydała oświadczenie podobne do polskiego MSZ-u, że referendum w Katalonii było nielegalne, ale jest wewnętrzną sprawą Hiszpanii. Nie bez znaczenia jest fakt, że premier tego kraju Mariano Rajoy, a konkretnie europosłowie jego partii, należą w Parlamencie Europejskim do największej, czyli rządzącej grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPL). Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Tajani oraz przewodniczący Rady Europejskiej Tusk, jak i szef Komisji Europejskiej Juncker pochodzą właśnie z tego rozdania, czyli EPL. Mówić więc powinni jednym głosem. Powinni, choć Juncker przed referendum w, nazwijmy to politycznym widzie, stwierdził, że „jeżeli Katalonia pomimo wszystko przeprowadzi referendum i uzna się za niezależną od Hiszpanii - powinnością Brukseli (w owej sytuacji) będzie zainicjowanie procedury włączenia nowego podmiotu politycznego do Unii Europejskiej”. Te słowa dowodzą, że jeszcze przed referendum szef Komisji Europejskiej dopuszczał możliwość odłączenia Katalonii od Hiszpanii wbrew jej konstytucji i snuł wizje przyłączenia jej do Unii jako osobnego państwa. Można by zadać pytanie, czy to kolejny niefortunny lapsus Junckera, czy może wcześniej nieopatrznie ujawnił strategiczne plany, a może przygotowywał pod nie medialny grunt.

W tym kontekście niektórzy przypominają, że „katalońskich separatystów” wspierał finansowo George Soros poprzez swoje fundacje Społeczeństwa Otwartego. Kwestia wyodrębnionej nowej państwowości jest bardzo poważna. Jeśli by ostatecznie do tego doszło, to na Katalonii może się nie skończyć. Następnym może być kraj Basków w Hiszpanii, Szkocja w Wielkiej Brytanii, Flandria w Belgii, Padania we Włoszech, a w Polsce np. Śląsk, gdzie rejestruje się Śląska Partia Regionalna.
Jej liderzy bezpośrednio nawiązują do wydarzeń w Katalonii, twierdząc że „przynależność regionów do danych państw i warunki, na których przynależą (...), to nie są dogmaty i (...) mogą być renegocjowane”. W mojej ocenie wypowiedzi te są niezbyt zawoalowaną zapowiedzią odłączenia się od macierzystego kraju. Jeśli władze polskie adekwatnie nie zareagują, to za chwilę drogą tą podążać zechcą inne regiony. Czy wobec tego już dziś powinniśmy poszukiwać nowego Władysława Łokietka, który będzie jednoczył ziemie polskie, a w Unii Europejskiej być może należałoby się już rozejrzeć za nowymi ojcami zjednoczycielami europejskiej wspólnoty.

Mirosław Piotrowski