W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Naginanie prawa

28 kwietnia 2019

 

Główną podstawą prawną funkcjonowania Unii Europejskiej są traktaty. Nad ich przestrzeganiem czuwa Komisja Europejska nazywana strażniczką traktatów. Jednakże obowiązek zapewnienia, by prawo przyjmowane przez Unię Europejską było przestrzegane, spoczywa przede wszystkim (jak czytamy w Traktacie o Unii Europejskiej) na jej państwach członkowskich. One więc powinny reagować nie tylko w przypadku, gdy unijne prawo jest ewidentnie łamane, ale także wówczas, gdy jest naginane. Z tym drugim przypadkiem bez wątpienia mamy do czynienia obecnie w trakcie wyborów do Parlamentu Europejskiego. Odbędą się one w maju dokładnie między 23. a 26. maja w dwudziestu ośmiu krajach członkowskich. W związku z Brexitem, czyli planowanym opuszczeniem Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, Rada Europejska już w czerwcu ubiegłego roku przyjęła decyzję ustanawiającą nowy skład Parlamentu Europejskiego na lata 2019 - 2024. Zastrzegła jednak, że gdyby Wielka Brytania pozostała w Unii Europejskiej, to wybory odbędą się na starych zasadach jeśli chodzi o podział liczbowy mandatów. Parlament liczy 750 posłów plus przewodniczący i jest to maksymalna liczba europosłów zapisana w traktatach. Problem polega na tym, że jeszcze do niedawna sądzono, że Wielka Brytania wyjdzie z Unii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, w związku z czym część przypadająca na nią mandatów, dokładnie 27, rozdzielono między 14 państw członkowskich. I tak np. Francja otrzymała dodatkowo 5 mandatów, Hiszpania 5, Włochy 3, Holandia 3, a Polska 1.

W wielu krajach Unii Europejskiej, w tym w Polsce, miesiąc lub dwa miesiące temu ogłoszono oficjalnie wybory do Parlamentu Europejskiego, podając określoną liczbę mandatów. W momencie, gdy Wielka Brytania ogłasza start w wyborach do Parlamentu Europejskiego, wybranych zostanie 27 europosłów, więcej niż zakłada traktat. W opinii wielu, narusza to ewidentnie artykuł 14, ustęp 2 TUE, w którym zapisano, że: „W skład Parlamentu Europejskiego wchodzą przedstawiciele obywateli Unii. Ich liczba nie przekracza 750, nie licząc Przewodniczącego”. Problem ma także Polska. Już wcześniej alarmował w tej sprawie odpowiednie czynniki legislacyjne w Polsce  przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej. Wprawdzie jest on już sędzią w stanie spoczynku, ale problem pozostał, gdyż 25. lutego w Polsce wydano postanowienie w sprawie wyborów do PE. Zostały one ogłoszone w Dzienniku Ustaw i rozpoczął się kalendarz wyborczy.  Ogłoszono precyzyjnie, że wybieramy 52 posłów do Parlamentu Europejskiego. Już w trakcie tego procesu naprędce przegłosowano w Sejmie i Senacie ustawę o zasadach ustalania kolejności obsadzania mandatów posłów do Parlamentu Europejskiego wybieranych w Rzeczpospolitej Polskiej na kadencję 2019-2024, którą nie tak dawno podpisał Prezydent. Czytając opinię do tej ustawy autorstwa biura Legislacyjnego Kancelarii Senatu z marca tego roku, można nabrać przekonania, że wspomniana ustawa jest swoistą protezą, która w istocie rzeczy nagina prawo. Stwierdza się tam bowiem, że „zgodnie z obowiązującym prawem Polsce przypadają zatem 52 mandaty”, a „zaproponowane w ustawie rozwiązanie można zaakceptować jako wyjątkowe, uzasadnione okolicznościami ponadnarodowymi”. Zawarto tam wiele wątpliwości, zwracając m.in. uwagę na terminologię stosowaną w ustawie. „Ustawa mówi bowiem - czytamy w opinii - o pośle do Parlamentu Europejskiego, który nie obejmie mandatu. Może to sugerować, że osoba taka będzie posłem, ale nie będzie sprawować mandatu”. Czyli jednak zostanie wybrana, co samo w sobie będzie sprzeczne z traktatem. A tutaj można zadawać kolejne pytania - kiedy właściwie obejmie ona mandat, skoro w Parlamencie Europejskim nie ma procedury ślubowania, co więcej, jak wskazuje Biuro Legislacyjne Senatu „ani przepisy krajowe (Konstytucja, Kodeks Wyborczy), ani prawo europejskie nie przewiduje statusu parlamentarzysty, który nie objął mandatu. Można mówić co najwyżej o parlamentarzyście, który jeszcze nie objął mandatu, bo nie złożył ślubowania”. A u nas, w Parlamencie Europejskim, jak wspomniałem, nie składa się ślubowań.

Konkludując, można dojść do wniosku, że przeprowadzane wybory do Parlamentu Europejskiego są de facto niezgodne z prawem europejskim. Jeśli wybieramy niewłaściwą liczbę posłów, z których część nie obejmie mandatu, a ci, co obejmą wybiorą za nich przewodniczącego Komisji Europejskiej, komisarzy, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i przegłosują ważne akty legislacyjne, to rodzi się pytanie o legalność takich działań. Czy można to li tylko nazwać naginaniem prawa, po raz kolejny nadużywając alibi jako ”unijnego szczęścia” wyrażanego w duchu „szczerego euroentuzjazmu”?

Mirosław Piotrowski