W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Na zielonej Ukrainie

19 stycznia 2014

Niedawne wydarzenia polityczne na Ukrainie.

"Hej sokoły, omijajcie góry, lasy, pola, doły" - wiele osób w Polsce przypomina sobie i nuci z sympatią tę piosenkę, obserwując bieżące polityczne wydarzenia na Ukrainie. W stolicy tego kraju Kijowie na znanym wszystkim Majdanie regularnie odbywają się demonstracje głównie zwolenników integracji Ukrainy z Unią Europejską. Wszystko zaczęło się od decyzji rządu Ukrainy o wstrzymaniu przygotowań do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską w listopadzie ubiegłego roku. W grudniu Kropkę nad "i" postawił prezydent Wiktor Janukowycz w trakcie szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Do historii przeszło już krótkie pytanie Kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która przerwała przydługi monolog Janukowycza, pytając: "Sie unterschreiben ja doch nicht? (Czyli jednak pan nie podpisze?). Potwierdzenie Janukowycza oznaczało nie tyle porażkę Unii Europejskiej, co osobistą porażkę pani Kanclerz Niemiec. Wbrew temu, co pisze się i pokazuje w wielu polskich mediach, Ukraina, ale także sekundująca jej Polska, nie jest podmiotem, lecz przedmiotem tej politycznej gry. Niemiecka prasa określa ją bez ogródek jako osobisty pojedynek kanclerz Merkel z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem. Pierwszą rundę wygrał Putin przez "techniczny nokaut", a obecnie niemiecka kanclerz zbiera siły na drugą rundę, angażując zawodowego boksera Witalija Kliczkę. Był on już wcześniej przygotowywany do tej walki i właśnie z nim Merkel wiąże nadzieje na wygraną z Putinem w kolejnej rundzie. Walka toczy się bowiem o niezmiernie ważną strefę wpływów na Wschodzie. Prezydent Putin, chcąc nie dopuścić do dominacji Unii Europejskiej, a de facto Niemiec w tym regionie, zainicjował powstanie Unii Euroazjatyckiej, która oficjalnie nazywana jest przeciwwagą dla Unii Europejskiej. Zgodnie z założeniami Rosji Unia Euroazjatycka ze stolicą w Moskwie ma być rozwinięciem powstałej w 2010 roku Unii Celnej, zawartej między Rosją, Białorusią i Kazachstanem. W jej skład mają wejść niektóre byłe republiki sowieckie, jak Kirgistan, Tadżykistan i Armenia, a także kraje mające historyczne powiązania z Rosją. Kluczową z punktu widzenia strategicznego w tej rozgrywce jest Ukraina. Zdaniem ekspertów jej utrata mogłaby oznaczać pogrzebanie całej polityki zagranicznej Putina.  W opinii jednego z komentatorów rosyjskiego dziennika "Izwiestia", Ukraina z dużym 45-milionowym potencjałem ludnościowym stanowi nie tylko dla Rosji, ale i dla Zachodu o wiele bardziej smakowity kąsek niż nawet Polska. Wykorzystując obecną katastrofalną sytuację gospodarczą na Ukrainie prezydent Rosji zdecydował się kupić zgodę Janukowycza na pozostanie w rosyjskiej strefie wpływów. Transakcji dokonano w Moskwie, gdzie Putin zdeklarował zakupienie ukraińskich obligacji za 15 miliardów dolarów, a także obniżenie cen gazu o ponad 30%. Oznacza to, że rocznie Ukraina zapłaci Rosji za gaz kilka miliardów dolarów mniej. Łącznie w tym roku Putin położył więc na stole ok. 20 mld dolarów. Dotychczas kanclerz Merkel i Unia Europejska nie tylko nie przystąpiła do licytacji, ale z góry metodę tę odrzuciła. Przekazywane rocznie Ukrainie środki unijne w ramach Partnerstwa Wschodniego to sto razy mniej niż zaoferował Putin. Domaganie się przez Unię kosztownych reform, a także brak realnego zapewnienia o przyszłym członkostwie w Unii Europejskiej, wepchnęło Ukrainę w ramiona szczodrego Putina. Odbywające się na Majdanie demonstracje i protesty stanowią zorganizowaną próbę rozluźnienia tego uścisku. Ich medialne nagłośnienie jest niebezpieczne dla prezydenta Rosji i mocno nadwyręża jego wizerunek budowany z takim trudem. Dużym wyczuciem politycznym wykazał się lider polskiej opozycji, który jako pierwszy stanął na Majdanie przy Witaliju Kliczce.  Dopiero później regułę europejskiej gry rozszyfrowali politycy rządzącej Platformy Obywatelskiej i ich eurodeputowani. Obecnie grupa polityczna w Parlamencie Europejskim, czyli Europejska Partia Ludowa, której członkiem jest PO, udziela lekcji i trenuje nie tylko wytypowanego przez Niemcy lidera Kliczkę, ale także jego przyszłe polityczne zaplecze. Do akcji tej włączyła się związana z CDU, czyli partią Angeli Merkel, Fundacja Konrada Adenauera. Przygotowania do starcia ruszyły więc pełną parą, przykrywając chociażby fakt, że ukraińska opozycja nie jest jednorodna. Przy Kliczce i jego partii UDAR pojawiają się nacjonaliści ukraińscy gloryfikujący dawną UPA Stefana Bandery, odpowiedzialnego za czystki etniczne, czyli okrutne mordy dokonywane na ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. W ich efekcie zginęło około 100 tysięcy Polaków. Niektórym to nie przeszkadza i zapominają, że Ukraina to państwo młode, to była sowiecka republika, a podczas drugiej wojny światowej nacjonalistyczne formacje ukraińskie kolaborowały z hitlerowskimi Niemcami.  Wielu polityków świadomie omija te historyczne rafy na wielkim geopolitycznym oceanie. Problemy z pewnością jednak powrócą. Taką świadomość powinni mieć także zapaleni zwolennicy rozszerzenia Unii Europejskiej na Wschód śpiewający w trakcie spotkań i biesiad "wina, wina dajcie, a jak umrę pochowajcie na zielonej Ukrainie".

M. Piotrowski