W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Minister Sikorski z wizytą w PE

23 listopada 2011

Dzisiaj w posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego w Brukseli uczestniczył minister Radosław Sikorski. Padły m.in. pytania o rozszerzenie Unii Europejskiej oraz inne, dotyczące wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Jak Pan ocenia to spotkanie?

Było to standardowe spotkanie z posłami do PE, jakie odbywają ministrowie w trakcie prezydencji. Minister Radosław Sikorski był w kłopotliwej sytuacji, gdyż po wejściu Traktatu z Lizbony jego rola się uszczupliła. Również rola premiera Polski w kontekście prezydencji jest już całkiem inna, dlatego minister odpowiadał czasem jako przedstawiciel prezydencji, a innym razem jako polski Minister Spraw Zagranicznych. Ogólnie rzecz biorąc, odpowiedzi ministra były bardzo zgrabne, co posłom się podobało.

Jeden z deputowanych zapytał  Sikorskiego, czy Polska nadal zamierza dołączyć do strefy euro. Minister odpowiedział, że „zrobimy to, kiedy będzie na to czas oraz kiedy strefa euro będzie gotowa nas przyjąć”. Co Pan na to?

Brytyjski poseł, który zadał to pytanie, głośno się zaśmiał i natychmiast odpowiedział ministrowi – „czyli w bardzo odległej perspektywie, wprost nieprzewidywalnej”. Minister Sikorski w dyplomatyczny sposób dał do zrozumienia, że Polska dołączy do strefy euro, kiedy zostanie zażegnany kryzys w Europie i gdy ustabilizuje się euro. W chwili obecnej mówimy praktycznie o dramatycznym kryzysie w strefie euro, a nawet o możliwości jej likwidacji. Wobec tego w typowo brytyjskim stylu minister Sikorski spuentował to słowami, które pan Redaktor zacytował.

W odniesieniu do obecnej sytuacji finansowej w Europie wielu posłów  przyznało, że rynki finansowe nie powinny kierować Europą, ponieważ z tego wynika kryzys.  Radosław Sikorski odpowiedział, że wszyscy musimy pożyczać pieniądze i jesteśmy uzależnieni.

To prawda, państwa UE są w tej chwili w poważnym kryzysie. Unia zastanawia się, co z tym zrobić, ale nie ma gotowej recepty. Podczas sesji w Strasburgu, przedstawiciel EKR zobrazował kryzys w Unii następująco: ten, kto nie ma pieniędzy pożycza z debetu temu, który również nie ma pieniędzy, ale obaj sądzą, że mają pieniądze". W takim położeniu znajdują się państwa UE, które ucieczką do przodu chcą spowodować, aby kryzys dotknął dane państwo jak najpóźniej. W ten sposób odczytuję również słowa ministra Sikorskiego o wiarygodności Polski, aby przesunąć się w tym łańcuszku szczęścia nieco do przodu i aby nasz kraj nie znalazł się w pierwszym koszyku dotkniętych kryzysem.

Jakie jest Pana stanowisko w sprawie rozszerzenia Unii. Polska prezydencja opowiada się zdecydowanie za rozszerzeniem.

Pewne procesy były już wszczęte. Za polskiej prezydencji zostanie podpisany traktat z Chorwacją, ale nie jest to sukces prezydencji polskiej – wszystko było przygotowane już wcześniej. Poważne problemy były i są z Turcją,  która ma aspiracje europejskie i wiele lat czeka w przedsionku, aż państwa członkowskie zechcą ją przyjąć, bo wcześniej złożyły takie obietnice. W chwili obecnej nikt się nie spieszy, by przyjąć Turcję. Problem polega na zdefiniowaniu UE – czy jest to byt geograficzny, czy polityczny. Jeśli geograficzny, to mamy tu pewne ograniczenia terytorialne, natomiast jeśli polityczny, to obawiam się, że nie znajdziemy precyzyjnej definicji. Bazując na tej kategorii, w poprzedniej kadencji, posłowie brytyjscy zgłosili humorystyczny postulat, aby stan Nowy Jork przyłączyć do UE, gdyż spełnia on wymagane kryteria.  Należy więc jasno postawić sobie pytanie o kryteria geograficzne i polityczne.

I tak na zakończenie, jak ocenia Pan wypowiedzi zagranicznych polityków, co do efektów działań polskich dyplomatów już prawie na finiszu polskiego przewodnictwa w Radzie UE ?

Już wypowiadałem się na ten temat przed rozpoczęciem polskiej prezydencji i nadal uważam, że im bardziej rząd polski i polscy dyplomaci będą chwaleni na płaszczyźnie UE, tym mniej załatwią dla Polski. Z kolei im bardziej będą ganieni oraz im bardziej negatywne opinie będziemy o nich słyszeć, to będzie znaczyło, że walczą i zdobywają coraz więcej dla Polski. W tym kontekście na podstawie opinii dyplomatów i przedstawicieli unijnych, każdy może sam rozstrzygnąć, czy obecny rząd spełnia oczekiwania Polaków.

Dziękuję za rozmowę.