W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Między szczytami

28 października 2012

Profesor Mirosław Piotrowski komentuje obecne działania prezydentów i premierów w Radzie Europejskiej.

Mówiąc o szczytach nie zawsze myślimy o najwyższych partiach gór, ale także o ogromnych możliwościach i talentach. Jedni osiągają szczyt kariery, formy, a inni szczyt bezczelności lub naiwności. W Unii Europejskiej pojęcie szczytu kojarzone jest najczęściej z formalnym spotkaniem Rady Europejskiej, czyli premierów i prezydentów 27 krajów członkowskich Unii. Szczyt Rady decyduje o najważniejszych kierunkach oraz działaniach Unii. Niedawno zakończył się ważny szczyt Rady dotyczący budżetu całej Unii Europejskiej, a już planowany jest następny. Jesteśmy, więc między szczytami. Parlament Europejski w Strasburgu podsumował ostatni szczyt. Idzie przede wszystkim o planowane cięcia w unijnym budżecie. Zagrożone są fundusze strukturalne i spójności, z których Polska czerpie obficie. Co więcej, w kampanii wyborczej rząd Platformy Obywatelskiej obiecał Polakom wywalczyć – załatwić dla naszego kraju 300 miliardów złotych. Głównym inicjatorem cięć w unijnym budżecie jest Wielka Brytania, a premier Cameron zapowiedział, że nie cofnie się nawet przed zastosowaniem weta. Niemcy wspierane przez Francję lansują inną politykę, co nie oznacza, że korzystną dla Polski. Chcieli wyodrębnić nowy budżet tylko dla krajów strefy euro, co nie tylko nieuchronnie obniżyłoby wysokość funduszy, z których korzysta Polska, ale także formalnie usankcjonowałoby funkcjonowanie Unii dwóch prędkości. Kolejnym krokiem ma być powołanie dwóch parlamentów Unii Europejskiej – być może dwóch izb – jednego dla krajów strefy euro, a drugiego dla krajów operujących własną walutą. Prezydent Francji Francois Hollande w wywiadzie dla niemieckiej gazety „Süddeutsche Zeitung” szczerze stwierdził „jestem za Europą różnych prędkości, różnych kręgów”. Obecnie Niemcy proponują zmniejszenie budżetu Unii o 10 procent, co osłabiłoby politykę spójności, a konkretnie oznaczałoby 30 mld złotych mniej dla Polski. Jak podaje Financial Times Kanclerz Angela Merkel zdecydowała, że ma być to ostateczna oferta, a nie punkt wyjścia w negocjacjach podczas kolejnego szczytu. Napięcia między krajami Unii obecnie są tak duże, że Merkel zapowiedziała możliwość odwołania listopadowego szczytu, jeśli Anglia nie zmieni swojego stanowiska. Jak w tej sytuacji zachowuje się polski rząd? Tradycyjnie premier Donald Tusk jest zadowolony. Jego zdaniem Polska odnosi sukcesy, gdyż podczas ostatniego szczytu Rady udało się zapisać we wnioskach oddzielenie prac nad nowym instrumentem finansowym dla eurolandu od wieloletnich ram finansowych budżetu Unii. Stwierdził wprost „Polsce się udało: zapisy we wnioskach są dla Polski satysfakcjonujące”. Czy Polacy rzeczywiście mogą mieć powody do zadowolenia, gdy wielkie mocarstwa europejskie układają nowy porządek na naszym kontynencie, odchodząc od zapisów przyjętych w traktatach oraz przyjętej zasady jednomyślności? Tak naprawdę w zmaganiach tych Polska nie tylko jest niewidoczna, ale po prostu się nie liczy. Po raz kolejny w historii dopuszczamy, aby decydowali za nas inni. Czyżby nasz wspaniały premier stojący na szczycie, podobnie jak niegdyś Władysław Gomułka nad przepaścią robił poważny krok naprzód?

M. Piotrowski