W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Marionetki

27 września 2015

Masowy napływ imigrantów do Europy nazywany jest często największym problemem i wyzwaniem dla Unii Europejskiej w jej całej dotychczasowej historii. Do tej pory euroentuzjaści zajmowali się nie tylko znoszeniem wewnętrznych barier w ramach Wspólnoty, ale walką z tzw. globalnym ociepleniem, której efekty mogą być widoczne za 100 lat, lub też znanym niemal wszystkim mierzeniem nagięcia banana, liczeniem sęków w desce, bądź też rolą i znaczeniem cyrku w Unii Europejskiej. Pierwszy raz zderzono się z naprawdę realnym problemem, czyli naporem setek tysięcy ludzi z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, szturmujących granice Unii. To duży sprawdzian dla unijnych polityków. Nic dziwnego, że są szczególnie bacznie obserwowani i recenzowani. Ich weryfikacja, dokonująca się także w mediach europejskich jest więcej niż rozczarowująca.

Wobec braku skutecznej reakcji, postawy chwiejności oraz nieudolności, wielu zapytuje, skąd wzięli się na tych stanowiskach i kto naprawdę rządzi Unią Europejską. Unijnych decydentów niejako automatycznie zestawia się z ojcami założycielami Wspólnoty Europejskiej. Myśli biegną do takich postaci, jak Robert Schuman, Alcide de Gasperi, a także Jean Monnet i Konrad Adenauer. Wszyscy oni byli chrześcijańskimi demokratami i nie tylko wybitnymi mężami stanu, z wizją i determinacją w budowaniu jedności europejskiej. Jedność ta oparta była przede wszystkim na pokoju i równoprawnym głosie każdego państwa. Do dziś trwają dyskusje i spekulacje, czy za powstaniem na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali nie kryły się inne, nieformalne, unikające rozgłosu kręgi. Nieco wcześniej, w 1948 roku w Hadze odbył się wielki szczyt europejski. Jego inicjatorem był Polak, Józef Hieronim Retinger, nazywany „szarą eminencją Europy”, „ojcem integracji europejskiej”, a także „kuzynkiem diabła”. On też był inicjatorem pierwszego spotkania tzw. grupy Bilderberg.

To nazwa hotelu w Holandii, gdzie w 1954 roku spotkali się wpływowi ludzie polityki i gospodarki. Retinger pełnił funkcję sekretarza tej grupy aż do swojej śmierci. W ramach tego forum, ważne, znaczące osobistości spotykają się do dziś, a po spotkaniach nie wydaje się żadnego komunikatu. Czy jednak można powiedzieć, że pociągają za europejskie sznurki? Czy mają oni jakiś wpływ na kierunki polityki europejskiej, np. w sprawie imigracji i obsadzania najważniejszych unijnych stanowisk? Jedno jest pewne - samo porównanie unijnych funkcjonariuszy do ojców założycieli europejskiego projektu bez wątpienia byłoby obrazą dla tych ostatnich. To tak, jakby zestawić mężów stanu z kłótliwymi politykierami.

Obecny przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker od samego początku swojego urzędowania kojarzony jest jako twórca sprytnego systemu umożliwiającego unikanie podatków przez międzynarodowe firmy w Luksemburgu, gdy był premierem tego kraju. O przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Martinie Schulzu głośno jest od dawna. Przed dwunastu laty jako poseł do Parlamentu Europejskiego na sali plenarnej atakował ówczesnego premiera Włoch Silvio Berlusconiego, który mocno ripostował: „Pewien producent we Włoszech robi właśnie film o nazistowskich obozach koncentracyjnych. Zaproponuję mu pana jako kapo”. Wywołało to wówczas międzynarodowy skandal. Ostatnio o przewodniczącym naszej Izby znów stało się głośno, gdy powiedział w wywiadzie dla niemieckiej telewizji, że europejskiego ducha wspólnotowego trzeba będzie narzucić „siłą”. Bez względu na intencje Schulza, stworzył on niestety, nad czym ubolewam, klimat, w którym pojawiają się nie tyle cytaty z Konrada Adenauera, lub innych ojców założycieli, co aluzje do bolesnych okresów w historii Europy.

Z formalnego punktu widzenia najwyższym rangą przywódcą Unii Europejskiej jest szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Jednakże jego pozycja jest bardzo chwiejna i słaba. Wielu czołowych polityków europejskich zarzuca mu bierność i brak wizji. Dziennikarze coraz częściej zastanawiają się już nie nad tym, czy wybrany on zostanie na kolejną dwuipółroczną kadencję, ile, czy zdoła dotrwać do końca pierwszej kadencji i nie zostanie wcześniej odwołany. Zdecydowana większość ma jednak świadomość, że jego kariera zależy od kanclerz Niemiec Angeli Merkel, określanej „matką chrzestną Europy” (Die Patin). Jej przeciwnicy w Niemczech przypominają, że nie tylko wychowała się w NRD, ale pełniła w swoim miejscu pracy funkcję sekretarza ds. agitacji i propagandy. Wprawdzie nie przedstawiają oni żadnych pisemnych dowodów na jej głębokie komunistyczne zanurzenie, ale sugerują, że mogły one gdzieś wyparować, przez co pani kanclerz jest sterowalna. A jeśli tak, któż więc w takim wypadku ma decydujący głos?

Czyżby rację miał stary subiekt Ignacy Rzecki, jeden z głównych bohaterów powieści „Lalka” Bolesława Prusa, który ustawiając na ladzie sklepu mechaniczne zabawki nakręcał je i zastanawiał się: „Marionetki!... Wszystko marionetki!… Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, tak ślepa jak one…”.

prof. Mirosław Piotrowski