W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Magia cyfr i liczb

19 lutego 2012

Europoseł prof. Mirosław Piotrowski przedstawia rachunek zysków i strat uczestnictwa Polski w strukturach unijnych. Dane te dowodzą, że uczestnictwo w UE nie jest na tyle opłacalne, jak wskazują zmanipulowane dane tzw. euroentuzjastów.

Zdaniem bezkrytycznych euroentuzjastów po wejściu Polski do Unii Europejskiej odnotowujemy same korzyści. Mówi się o możliwości swobodnego podróżowania, studiowania, czyli swobodnego przepływu osób i towarów – zniesieniu kontroli na granicach, co notabene łączy się z uczestnictwem w strefie Schengen, a niekoniecznie w UE. Bezkrytyczni wielbiciele Unii mamią także społeczeństwo polskie swoistą magią cyfr i liczb. Najczęściej posługują się kwotą 67 miliardów euro, które Polska otrzymuje w formie różnych dotacji z Unii Europejskiej. Rzadko dodają, że jest to suma rozłożona na siedem lat i że Polska również systematycznie wpłaca składkę do Unii Europejskiej, którą starają się jak najbardziej minimalizować. Niedawno w jednym z poczytnych tygodników przedrukowano artykuł o budżecie Unii Europejskiej.  W nagłówku tego artykułu czytamy, że tylko 1 złoty i 40 groszy dziennie kosztuje nas UE, czyli 32 eurocenty. W zestawieniu z potężnymi cyframi dochodów, składka Polski wydaje się niemal śmieszna. Z tekstu artykułu wynika, że podana kwota 1 zł 40 gr odnosi się do jednego mieszkańca Polski dziennie. Mnożąc ją przez wszystkich obywateli naszego kraju okazuje się, że dzienna składka wynosi blisko 54 miliony złotych. Ta kwota brzmi już całkiem inaczej, więc unika się podawania takich zestawień, a mnożąc ją przez 365 dni, daje to bardzo pokaźną kwotę. W ubiegłym roku według oficjalnych danych otrzymaliśmy z Unii 16 mld 700 mln euro. Składka nasza wyniosła 4 mld 400 mln euro. Zdaniem niezależnych ekonomistów oraz niektórych beneficjentów około dwa miliardy euro to koszty biurokracji. Koszt przygotowania wniosków o dotację unijną to średnio 15% wartości każdego wniosku. Aby obsłużyć wnioski na dotacje zatrudnia się wiele tysięcy urzędników. Szacuje się, że beneficjenci programów unijnych na prefinansowanie dotowanych inwestycji muszą zaciągać pożyczki w wysokości ok. 5 mld euro rocznie.  Oprocentowanie kredytów może wynieść w sumie około ćwierć miliona euro. Dodając do polskiej składki te i inne kwoty, zbliżamy się już do około 10 mld euro, a gdyby doliczyć zadeklarowane przez premiera Tuska 6.5 mld euro na ratowanie eurolandu, można by wykazać, że koszty przewyższyły roczną dotację z Unii. Nie wspominam tu już o kosztach upadku przemysłu stoczniowego, cukrowego, a także horrendalnych podwyżkach cen energii, które czekają nas po wprowadzeniu pakietu klimatycznego. Na boku pozostaje też strata z ceł, które wpływały do polskiego budżetu. W chwili obecnej tylko 25% ceł idzie do budżetu krajowego, a 75% do budżetu Unii. W tym kontekście lansowane niewinne 1 zł 40 groszy, które dziennie kosztuje Polskę członkostwo w UE, jawi się mało przekonywające. Specjaliści od tzw. pi aru zdolni są do manipulowania nastrojami społecznymi. Wiedzą, że zadowolenie dotowanego obywatela zależy nie tylko od sprytnego zestawienia cyfr, ale od tego, co uzyskała, bądź wydała druga strona. I tak podając wysoką kwotę składki do UE, natychmiast zestawia się ją z o wiele wyższą kwotą wpłacaną przez Niemcy czy Francję. Rzadziej podaje się wysokość rocznej składki znacznie bogatszych od nas państw jak Szwecji, Portugalii, czy Grecji – Grecji, która według oficjalnych danych wpłaciła w ubiegłym roku do budżetu UE 2 mld 700 mln euro, podczas gdy Polska wpłaciła 4 mld 400 mln euro. Jak wcześniej wspomniałem, Premier Donald Tusk zadeklarował w ubiegłym roku ponad 6 mld euro m.in. na pomoc dla Grecji. W zależności od kontekstu opłacalność uczestnictwa Polski w strukturach UE można różnie przedstawić. Podczas egzaminów na uniwersytecie zapytałem studenta, czy jeśli postawię mu czwórkę, będzie zadowolony. W pierwszym odruchu odpowiedział, że oczywiście tak, ale gdy dodałem, że wszystkie osoby z jego roku otrzymają ocenę bardzo dobrą, a tylko on dobrą, odpowiedział, że wówczas nie będzie zadowolony. Natychmiast zadałem dodatkowe pytanie – czy jeśli cały rok otrzyma dwóje, lub tróje, a on jako jedyny czwórkę i będzie to najwyższa ocena, odpowiedział, że wtedy będzie bardzo zadowolony. Wówczas powiedziałem, proszę pana, cały czas ma pan czwórkę, dlaczego więc jest pan raz zadowolony, a raz nie? Jakże często zadowolenie społeczeństwa polskiego z uczestnictwa w Unii Europejskiej przypomina sytuację tego studenta.

Mirosław Piotrowski