W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Macron i głupoty

11 listopada 2018

Gdy do Warszawy zjechała kanclerz Niemiec Angela Merkel z większością swoich ministrów i trwały kolejne już, bardzo przyjazne, polsko-niemieckie rządowe konsultacje, prezydent Francji Emmanuel Macron udzielał właśnie wywiadu. Na łamach najbardziej poczytnej francuskiej gazety porównywał obecną sytuację w Europie do lat trzydziestych ubiegłego wieku. Straszył nacjonalizmami, „które dążą do zniszczenia Unii Europejskiej”. „Trąd nacjonalistyczny grozi Europie” - alarmował. Twierdził, że niedługo jej bezpieczeństwo zależeć będzie od „amerykańskiego wyboru”, Chin i Rosji. Przyznam, że to dość ciekawa teza gdy popatrzymy na pragmatykę działań Macrona. Przestrzega on przed Rosją, zapominając chyba, że sam ledwie dwa tygodnie po zaprzysiężeniu na prezydenta Francji spotkał się osobiście w Wersalu, no z kim? Tak, z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.
Po rozmowach agencje prasowe podały, że prezydent Francji „opowiedział się za wzmocnieniem ekonomicznego partnerstwa z Rosją”. Czy analizując historię Europy lat trzydziestych ubiegłego wieku Macron dostrzega obok nacjonalizmu, czyli niemieckiego narodowego socjalizmu i włoskiego faszyzmu, także niebezpieczeństwo internacjonalizmu, czyli komunizmu Rosji sowieckiej? Nie wymagajmy jednak zbytu dużo. Wielu komentatorów podnosi, że utyskiwania Macrona to nic innego jak „dramatyzowanie przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego”. To, co Macron nazywa populizmem niektórzy francuscy dziennikarze określają mianem „rewolty narodów przeciw utopiom” twierdząc, że „demokratyczne zrywy łączy odrzucenie szaleństwa ideologii”. Wielu francuskich obywateli podziela ten pogląd, wzmacniając populistyczny front w ich kraju. Według niedawno opublikowanych sondaży, Zjednoczenie Narodowe, na czele którego stoi Marine Le Pen, cieszy się już większym poparciem niż partia „En Marche” Emmanuela Macrona. Francuski bohater powinien więc bardziej skupić się na sytuacji we własnym kraju i na własnym stylu rządzenia.

Wspomniana kanclerz Merkel w trakcie wizyty w Warszawie cieszyła się, że zarówno Niemcy jak i Polska mają najniższe bezrobocie w Unii Europejskiej. We Francji za prezydentury Macrona jest ono niemal dwukrotnie wyższe niż w naszych krajach i wynosi ponad 9%. Reformy przez niego wprowadzane we Francji spotykają się z oporem obywateli. W ubiegłym miesiącu w około stu miastach Francji demonstrowało przeciwko jego polityce 300 tysięcy ludzi. Niezadowoleni są także ze stylu sprawowania władzy. Do dziś obywatele i media żyją aferą z jego ochroniarzem, który latem tego roku, udając policjanta brutalnie pobił uczestników jednego z protestów. Macron próbował to bagatelizować i tuszować, wywołując polityczny kryzys. Przy okazji nasiliły się plotki o jego rzekomo brudnych interesach, romansie oraz innej orientacji seksualnej. Jeszcze bardziej podgrzały je fotografie prezydenta Macrona z półnagim czarnoskórym młodzieńcem, podczas wizyty na wyspie Saint-Martin. Prawdziwym ciosem dla Macrona była dymisja ministra spraw wewnętrznych, której notabene nie chciał przyjąć, ale i tak stała się faktem. Jak alarmują dziennikarze, od czasu zaprzysiężenia Macrona spośród sześciu najważniejszych ministrów nazywanych „królewskimi” aż pięciu ustąpiło z urzędu i pozostał już tylko jeden. To nie koniec zmartwień Macrona, gdyż nie tak dawno okazało się, że w siedzibie jego partii nielegalnie przechowywano broń palną. Wcześniej wybuchł skandal z zaproszeniem przez niego na trzydziestą siódmą edycję święta muzyki transseksualnych tancerzy, za co konserwatywni deputowani zarzucili prezydentowi „doprowadzenie do profanacji Pałacu Elizejskiego”. A w tym samym czasie prezydent Francji zajmuje się przyszłością Europy, sanowaniem Unii Europejskiej, lansując odmienną od innych przywódców, jak np. Angela Merkel, tezę o Europie dwóch prędkości.

A wracając na koniec do afer, to nie sposób pominąć jednej z nich, związanej z pierwszą damą Brigitte Macron, która „uważa się za ostatnią więź Macrona z realnym światem”.  Media rozpisywały się o awanturze, jaką miała ona uczynić mężowi w Pałacu Elizejskim. Niezwykle głośne połajanki pierwszej damy słychać było mimo zamkniętych ciężkich drzwi. Miała ona m.in. wykrzykiwać, że „trzeba skończyć z głupotami i to w tej chwili”. Jakże wielu obywateli Unii Europejskiej, nie tylko Francji, przyłączyłoby się do tego głosu.

Mirosław Piotrowski