W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Kryzys strefy euro a sprawy polskie

20 listopada 2011

Komentarz prof. Mirosława Piotrowskiego do wpływu kryzysu w strefie euro na polską gospodarkę, a także wzroście kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw i gospodarstw rolnych, wynikających z dostosowywania się do unijnych przepisów, które częstokroć graniczą z absurdem.

Szanowni Państwo,

Najważniejszym tematem dla wszystkich instytucji Unii Europejskiej jest kryzys w strefie euro.
„Euro jest czymś więcej, niż tylko wspólną walutą. Jest symbolem europejskiej jedności. Jeśli upadnie euro, upadnie Europa” – słowa te wypowiedziała w tym tygodniu na zjeździe CDU w Lipsku Kanclerz Niemiec Angela Merkel.  Kryzys gospodarczy Unii stał się faktem, oficjalnie potwierdzanym przez wszystkich szefów państw Unii Europejskiej. Jest nawet poważniejszy, niż wynika to z ich oficjalnych wypowiedzi. Większość koncentruje się na problemach Grecji, ale już dzisiaj wiadomo, że podobne zjawisko wystąpić może za chwilę we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Irlandii, zarażając inne kraje Unii. Może więc dojść do upadku projektu politycznego, nazywanego Unią Europejską. Nie tylko szefowie rządów i głowy państw Unii diagnozują sytuację, zastanawiając się nad próbą wyjścia z kryzysu, ale sprawą tą zajmował się także Parlament Europejski. Przewodniczący socjalistów w PE Martin Schulz (który jest pewnym kandydatem do objęcia stanowiska szefa PE po Jerzym Buzku za półtora miesiąca) powiedział, że w chwili obecnej w związku z kryzysem mamy już do czynienia z podziałem Europy nie na dwie, ale trzy części, tzn. niemiecko-francuski dyrektoriat, kraje strefy euro i państwa, które do tej strefy nie należą. Pomimo takiego faktycznego, ale nieformalnego podziału, dyrektywy, rozporządzenia i inne unijne regulacje, dotyczą wszystkich krajów członkowskich. To unijne akty prawne w sposób bezpośredni lub pośredni stały się przyczyną obecnego kryzysu. Zasada zrównoważonego wzrostu, prowadząca do europejskiej wartości dodanej, w rzeczywistości nieuchronnie powoduje wzrost cen surowców i produktów w całej Unii Europejskiej. Mimo wspólnej polityki energetycznej, cena gazu po Nowym Roku drastycznie wzrośnie. Limity cukrowe doprowadziły nie tylko do likwidacji najnowocześniejszych cukrowni w Polsce i w konsekwencji bezrobocia, ale także do poważnego wzrostu cen cukru. Notabene koszty te nie są uwzględniane w oficjalnym bilansie korzyści i strat akcesji naszego kraju do Unii Europejskiej. W tym tygodniu minister rolnictwa Marek Sawicki ostrzegł, że ceny jaj w Polsce w przyszłym roku mogą wzrosnąć o minimum 30 procent, a nawet więcej, ze względu na wprowadzenie unijnych przepisów nakazujących hodowcom wymianę wszystkich klatek dla kur niosek do końca tego roku.

Ma to związek z przyjętą w roku 1999 unijną dyrektywą „ustanawiającą minimalne normy ochrony kur niosek”, w której określono szczegółowe parametry wyposażenia każdej klatki, m.in. w urządzenia do ścierania pazurów, kąta nachylenia grzędy itp. Zapisy te są oczywiście w pełni zrozumiałe, gdyż kura to także stworzenie Boże i jak najbardziej zasługuje na godziwe warunki. W perspektywie więc można by się zastanowić nad obligatoryjnym umieszczeniem klimatyzatorów w kurnikach. Wszystkie te udogodnienia mają jednak przełożenie na dodatkowe koszty. W Polsce, zdaniem ministra rolnictwa, do stycznia przyszłego roku (a więc w przeciągu 6-7 tygodni) trzeba by wymienić klatki dla 4 milionów kur. Jest to zabieg niezwykle kosztowny, na który brakuje pieniędzy. Oczywiście można je pożyczyć albo manipulować parametrami, jak rządy niektórych krajów UE. Problem polega na tym, że w Europie pieniądze się już kończą i żyje ona na kredyt. Przedstawiciel grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów opisał tę sytuację na forum Parlamentu Europejskiego następująco: ten, kto nie ma pieniędzy pożycza z debetu temu, który także nie ma pieniędzy, ale obaj myślą, że mają pieniądze. Unia Europejska po prostu żyje na kredyt i kupuje czas. Płacą za to także państwa spoza strefy euro, w tym Polska.