W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Kontrowersje wokół ACTA

5 lutego 2012

Prof. Mirosław Piotrowski wyjaśnia mechanizm działania dokumentu nazywanego w skrócie ACTA oraz objaśnia schemat legislacyjny tego dokumentu w PE.

Jednym z najbardziej gorących i kontrowersyjnych tematów w Polsce i na świecie jest przyjęcie przez wiele krajów, w tym rząd Polski, dokumentu nazywanego ACTA. Skrót ACTA (po angielsku: Anti-Counterfeiting Trade Agreement) oznacza umowę handlową w sprawie zwalczania obrotu towarami podrabianymi. Celem tego porozumienia jest wzmocnienie ochrony praw intelektualnych, także w Internecie, oraz walka z piractwem i podróbkami. Decyzja Premiera Donalda Tuska  o podpisaniu ACTA spotkała się z masową krytyką społeczeństwa polskiego, doprowadzając do ulicznych demonstracji, gdyż dokument ten może w konsekwencji doprowadzić do naruszeń wolności słowa i wprowadzenia cenzury w Internecie, a na to nie ma zgody. Podpierano się także informacją, jakoby dokument ACTA przyjęto w Parlamencie Europejskim i rzekomo głosowali za nim także posłowie wybrani z list Prawa i Sprawiedliwości. W tej sprawie pospiesznie wypowiedzieli się też liderzy polskiej prawicy, przepraszając za rzekomy błąd. Mało kto zwrócił uwagę, że Parlament Europejski dotychczas nie głosował nigdy tego dokumentu. Dyskusja dotyczy przyjętych dwa lata temu dwóch rezolucji Parlamentu Europejskiego w trakcie negocjacji ACTA oraz po ich zakończeniu. Rezolucje te nie mają żadnej obowiązującej mocy prawnej, są to jedynie opnie Parlamentu będące formą swego rodzaju apelu europosłów W rezolucji z marca 2010 roku wyrażaliśmy zaniepokojenie m.in. brakiem przejrzystości procesu prowadzenia negocjacji, a także brakiem ustalenia podstawy prawnej przed rozpoczęciem negocjacji. W punkcie 12 tej rezolucji Parlament Europejski podkreślił, że ochrona prywatności i danych to podstawowe wartości Unii Europejskiej. W drugiej rezolucji z listopada 2010 roku odnoszącej się do projektu ACTA Parlament Europejski przypomniał o kwestiach przestrzegania praw podstawowych, ochrony danych i prywatności, bezpłatnego dostępu do Internetu. Odnosząc się do projektu ACTA, Parlament w punkcie 9 rezolucji stwierdził, że „uważa za godne ubolewania, ze artykuł 1 ustęp 10 umowy nie definiuje pojęcia „podrabiane oznaczenia geograficzne”, ponieważ zaniechanie to może doprowadzić do dezorientacji lub przynajmniej utrudnić zadania organów administracyjnych i sądowych dotyczące interpretacji i egzekwowania ACTA”. W punkcie 14 napisano, że „Parlament Europejski wzywa Komisję do potwierdzenia, że wykonywanie ACTA nie będzie miało wpływu na prawa podstawowe i ochronę danych”. Przegłosowana rezolucja miała charakter uwag do projektu umowy ACTA, a nie do jej ostatecznej wersji. W punkcie pierwszym listopadowej rezolucji wyraźnie napisano, że posłowie oczekują, że Komisja udostępni Parlamentowi i opinii publicznej ostateczny tekst ACTA po naradzie technicznej prowadzonej w ramach negocjacji w Sydney w listopadzie i grudniu 2010. Obecnie po analizie wersji ostatecznej wielu posłów do PE ma poważne wątpliwości, czy wszystkie postulaty naszej Izby zostały uwzględnione. Bez wątpienia przed dyskusją i głosowaniem w Parlamencie Europejskim odbędą się szerokie konsultacje z różnymi zainteresowanymi środowiskami. Tak więc głosowanie dopiero przed nami. Zaplanowano je wstępnie na czerwiec, czyli dopiero za około pół roku, ale sądzę, że gdyby miało ono się odbyć dzisiaj, to dokument ACTA zostałby odrzucony. W tym kontekście stwierdzić należy, że polski rząd pospieszył się z podpisaniem dokumentu ACTA w Japonii. Mógł się wstrzymać, jak to uczyniło pięć innych państw, w tym Niemcy i Holandia, wymawiając się kwestiami technicznymi. Jeśli Parlament Europejski odrzuci ten dokument, to po prostu nie wejdzie on w życie na terenie Unii Europejskiej. W takim wypadku rząd polski zostałby postawiony w kuriozalnej sytuacji. Raz jeszcze okazałoby się, że podpisywanie w ciemno dokumentów międzynarodowych nie służy dobrze Polsce.

Mirosław Piotrowski