W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Koniec Unii?

4 października 2015

Masowy szturm imigrantów na granice Unii Europejskiej doprowadził do najpoważniejszego kryzysu w jej historii. Idzie tu zarówno o niespotykaną dotychczas skalę zjawiska, ale co niemniej ważne, sposób i styl, w jaki decydenci Unii do niego podchodzą. Nie ma sporu wśród państw członkowskich, że należy, jak pierwszy formułował to papież Franciszek, pomóc uchodźcom. Problem wynika ze sposobu zagospodarowania setek tysięcy ekonomicznych emigrantów, wśród których znajdować się będą ekstremiści. Wiele państw zgłasza uzasadnione obawy, które po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej przełamane zostały siłą. Dotyczyło to znanego głosowania ministrów spraw wewnętrznych Unii Europejskiej w Brukseli, gdzie narzucono „kwoty” imigrantów. Samo sięgnięcie do procedury głosowania w Radzie Unii Europejskiej przez brukselskich dyplomatów nazywane jest przenośnie „użyciem bomby atomowej”, czyli absolutną ostatecznością. Druga fala uderzeniowa wywołana przez tę bombę może rykoszetem trafić w całą Unię, doprowadzając od jej rozpadu.

Przegłosowane kraje, jak Węgry, Rumunia, Czechy i Słowacja, nie zamierzają składać broni. Słowacja zapowiedziała, że decyzję przymusowego rozdziału imigrantów zaskarży do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. Premier Słowacji, Robert Fico stwierdził: „Jak długo będę premierem rządu Republiki Słowackiej, tak długo nie przyjmę tego dyktatu”. Jednocześnie wskazywał, jak wiele Słowacja zrobiła dla uchodźców oraz imigrantów, organizując u siebie obozy i udzielając im pomocy finansowej. Stanowczo podkreśla, że narzuconej liczby imigrantów nie akceptuje, ich nie przyjmie, a w przeciwnym wypadku Słowacja może się z Unią Europejską pożegnać do czasu gdy, jak to ujął, „Unia się nie opamięta i nie zreformuje”. Zapowiedział też możliwość rozpoczęcia procedury zawieszenia członkostwa swojego kraju w Unii Europejskiej. Również w Czechach rozpoczęto akcję zbierania podpisów za wystąpieniem tego kraju z Unii. W ciągu kilku dni zebrano już kilkadziesiąt tysięcy podpisów. Sprawa jest bardzo poważna, gdyż dotychczas rozdzielona w Brukseli liczba imigrantów jest w zasadzie symboliczna. Kanclerz Niemiec Angela Merkel, przemawiając w Bundestagu powiedziała, że jest to dopiero „pierwszy krok” na drodze do wypracowania mechanizmu rozdziału migrantów w całej Unii.

Przypomnę, że Unia dzieli 160 tysięcy migrantów w momencie, gdy na jej terytorium przybyło już kilka razy więcej. Szturm na granicach Unii to pokłosie niefortunnej wypowiedzi pani kanclerz Niemiec, odczytanej jako zaproszenie do przyjazdu, które trafiło do najdalszych zakątków świata. Rząd Platformy Obywatelskiej i PSL zgodził się na narzucony rozdział i przyjmowanie imigrantów na terytorium naszego kraju. Czeski europoseł, z którym niedawno rozmawiałem, pytał mnie, w jaki sposób my to zorganizujemy. Niemal wszyscy imigranci kierują się do Niemiec i krajów skandynawskich. Nie chcą przebywać w Polsce. „To co wy z nimi zrobicie – mówił – przykujecie ich do kaloryferów kajdankami? A może zamkniecie granicę z Niemcami, wybudujecie zasieki i będziecie ich pilnować?”. Unia się pogubiła. Zmienność decyzji i chaos migracyjny może mieć duży wpływ na referendum w Wielkiej Brytanii w sprawie wyjścia tego kraju z Unii Europejskiej. Może się ono odbyć już w połowie przyszłego roku. Ostatnio gościliśmy w Parlamencie Europejskim ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Philipa Hammonda, który kontynuuje ofensywę dyplomatyczną tego kraju, kładąc nacisk na reformę Unii Europejskiej korzystnej dla wszystkich krajów, a szczególnie tych pozostających poza strefą euro, jak Polska. Jednocześnie podkreśla, że Wielka Brytania jest drugą co do wielkości gospodarką w Unii i ewentualny rozwód będzie miał poważne konsekwencje. Oficjalnie więc konserwatyści i premier David Cameron są za głęboką reformą Unii i pozostaniem w jej strukturach, ale depcząca im po piętach partia UKiP Nigela Farage’a od lat konsekwentnie nawołuje do opuszczenia Unii Europejskiej. Sposób rozwiązania kwestii uchodźców oraz imigrantów w Europie może mieć decydujący wpływ na wynik tegoż referendum. Będzie miał także znaczenie również dla wyborów parlamentarnych w wielu krajach członkowskich Unii, zwiększając popularność partii prawicowych i zdecydowanie antyunijnych, co może doprowadzić do zmiany mozaiki politycznej w krajach Unii Europejskiej. A kraje te mają swoje własne problemy.

W Grecji kryzys finansowy nadal nie jest rozwiązany, co oznacza, że wyjście tego kraju z Unii może niebawem stanowić realną rzeczywistość. W Szkocji, będącej częścią Wielkiej Brytanii, przygotowywane jest kolejne referendum w sprawie odłączenia się od Zjednoczonego Królestwa. Również władze Katalonii dają czytelny sygnał o możliwości odłączenia się od Hiszpanii. W przypadku realizacji tego scenariusza powstanie pytanie, czy regiony te pozostaną poza Unią Europejską.

Na razie wszystkie te problemy, także wojnę na Ukrainie, przykrywa sprawa imigrantów, która obnaża słabość Unii. Ręce zaciera prezydent Rosji Władimir Putin. Z pewnością ma świadomość, że imigranci to w zdecydowanej większości młodzi mężczyźni, dobrze zorganizowani w stu- i dwustuosobowych grupach, posługujący się nowoczesnymi smartfonami, ukazującymi aktualnie dostępne szlaki. Dysponują wieloma tysiącami euro, którymi płacą przemytnikom i przekupują urzędników.

Putin w tym samym czasie buduje swoją silną pozycję w Syrii i z uśmiechem obserwuje kłopoty Unii Europejskiej. Już przed laty przewidywał, że Unia Europejska podobnie jak Związek Radziecki może się rozpaść.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł