W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Koło młyńskie

11 stycznia 2015

W Unii Europejskiej rok 2015 rozpoczął się od zmiany prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Włochy zastąpiła Łotwa. Jest ona drugim zawodnikiem sztafety - biegnącego trio: wcześniej Włochy, teraz Łotwa, a po sześciu miesiącach pałeczkę przejmie Luksemburg. Prezydencja łotewska, podobnie jak jej poprzednicy, szumnie ogłosiła własne priorytety: konkurencyjność Unii jako podstawa wzrostu i poprawy jakości życia obywateli, możliwość wykorzystania mediów cyfrowych dla przyszłości Unii Europejskiej, wzmocnienie roli Unii na arenie globalnej oraz reforma Partnerstwa Wschodniego. Tym ostatnim priorytetem Łotwa jest szczególnie zainteresowana, gdyż ten niewielki dwumilionowy kraj zamieszkuje największa mniejszość rosyjska w krajach członkowskich Unii. Łotwa, podobnie jak Estonia, a od 1-ego stycznia tego roku także Litwa, przyjęła walutę euro. Rządy tych krajów nie ukrywają, że ich decyzja ma charakter bardziej polityczny niż ekonomiczny, ponieważ przyjęcie euro zwiększa bezpieczeństwo ich kraju. Państwa bałtyckie zbliża do Zachodu, a oddala od Wschodu, czyli od Rosji. Prezydencja łotewska jako swoje logo przyjęła stylizowane  młyńskie koło, symbolizujące m.in. dobrobyt i sukces.  A z tym w Unii Europejskiej jest ostatnio krucho.

Również perspektywy rozwoju politycznego i gospodarczego Unii w rozpoczętym 2015 roku przyprawiają wielu unijnych euroentuzjastów o ból głowy. Obecny rok stoi pod znakiem wyborów w wielu unijnych krajach, których leitmotivem będą problemy związane z członkostwem w Unii Europejskiej. Już za dwa tygodnie, pod koniec stycznia, odbędą się wybory w Grecji, gdzie według sondaży, prym wiedzie lewicowa partia SYRIZA, opowiadająca się za wyjściem tego kraju ze strefy euro oraz domagająca się anulowania przez Unię Europejską, a de facto przez Niemcy, większości greckiego długu, który urósł do ponad 320 miliardów euro.

W maju odbędą się historyczne wybory w Wielkiej Brytanii. Urzędujący premier David Cameron, stojący na czele Partii Konserwatywnej zapowiedział, że jeśli jego partia te wybory wygra, to ogłosi referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Po piętach depcze mu partia UKiP z jej liderem Nigelem Farage'em, która wygrała ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego w tym kraju. Farage od dawna domaga się wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i naciska na przyspieszenie referendum.

Za cztery miesiące do urn pójdą Finowie. W siłę rośnie tam formacja naszych kolegów z grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów - Partia Prawdziwych Finów. Hasło ich brzmi "uwolnić Europę od Brukseli", zdecydowanie przeciwstawiają się "ratowaniu eurobankrutów", m.in. takich jak Grecja. Najpóźniej w połowie września przeprowadzone zostaną wybory parlamentarne w Danii. Tam w debacie przedwyborczej jednym z głównych tematów jest swobodny przepływ osób w Unii Europejskiej i zahamowanie napływu uciążliwych emigrantów, głównie z Bułgarii i Rumunii.

W ogarniętej kryzysem Portugalii, która otrzymała pakiet ratunkowy w wysokości ok 80 miliardów euro, wybory odbędą się we wrześniu.  W już rozpoczętej kampanii wyborczej rządzącemu premierowi zarzuca się całkowitą spolegliwość wobec Brukseli i może on przegrać wybory. Do końca roku mają odbyć się także wybory w Hiszpanii, której premier Mariano Rajoy otrzymał z Unii Europejskiej pomoc w wysokości kilkudziesięciu miliardów euro. W zamian Hiszpania musiała zacisnąć pasa. Mimo lekkiej poprawy sytuacji nadal w kraju tym panuje ogromne bezrobocie. Plagę tę Hiszpanie łączą z członkostwem w Unii Europejskiej i przyjęciem waluty euro, której chętnie by się pozbyli, dlatego na wszelki wypadek, przechowują dawną walutę - pesety.

Również u nas w Polsce odbędą się w tym roku wybory. Jednym z tematów, który wprowadził już do przedwyborczej debaty urzędujący prezydent Bronisław Komorowski i rządząca Platforma Obywatelska, jest przyjęcie przez Polskę waluty euro. Sprzeciwia się temu największa polska partia opozycyjna oraz formacje prawicowe. Wprawdzie kraj nasz w Traktacie Akcesyjnym zobowiązał się do przyjęcia euro, ale nie wyznaczył konkretnej daty. Aby to uczynić, konieczna byłaby zmiana polskiej konstytucji, której artykuł 227 stanowi, że: "Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej".  Aby myśleć w przyszłym Sejmie o zmianie tych zapisów, konieczne będzie pozyskanie głosów posłów prawicy nawet, jeśli nie zwycięży ona w jesiennych wyborach. Ważne jest więc, kogo wybierzemy. Na razie dyskusja na temat przyjęcia euro w Polsce jest wyłącznie wirtualna. Problemy zarówno w Polsce, jak i w Europie są nie wirtualne, a realne. Trudno przypuszczać, że młyńskie koło  -  logo prezydencji łotewskiej, stanie się realnym kołem zamachowym gospodarek krajów Unii Europejskiej. Miejmy nadzieję, że nie stanie się ono, cytując Noama Chomsky'ego "młyńskim kołem propagandy".

Mirosław Piotrowski