W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Kojarzeni z dyktaturą

17 sierpnia 2017

Felieton prof. Mirosława Piotrowskiego pt. Kojarzeni z dyktaturą opublikowany w Tygodniku Katolickim Niedziela

 Foto: Tygodnik Katolicki Niedziela [kojarzeni_z_dyktatura.jpg] 

Przed kilkoma laty w atmosferze skandalu zrezygnował z urzędu prezydent Niemiec Christian Wulff. Wprawdzie sądy niemieckie uwolniły go później z zarzutów, ale do polityki jakoś nie chce już wracać. Wybrał biznes. Ostatnio znów o nim głośno, gdyż zatrudniła go firma turecka. A w Turcji przecież rządzi Recep Tayyip Erdogan, nazywany w Unii Europejskiej dyktatorem. Tam dziennikarze lądują w więzieniach, zmienia się konstytucję, wojsko wyprowadzane jest na ulice... a były prezydent Niemiec jak gdyby nigdy nic zatrudnia się w tureckiej firmie. Pewnie gaża nie do pogardzenia. Ale wypomina mu się, że jako emerytowany prezydent Republiki Federalnej otrzymuje z budżetu państwa blisko ćwierć miliona euro rocznie. Dorabia sobie na boku – alarmuje niemiecka prasa. No właśnie, prasa. Być może niektóre tytuły chętnie „podkręcą” i „pociągną” temat. Za kilka tygodni bowiem wybory w Niemczech. Christian Wulff był politykiem CDU wskazanym na prezydenta przez kanclerz Angelę Merkel, która stara się o kolejną reelekcję. Skojarzenie jej z dyktaturą jest korzystne dla Martina Schulza, kontrkandydata z SPD.

Jednak nadmierne eksploatowanie tematu może socjaldemokratom odbić się czkawką, gdyż były kanclerz Niemiec z ramienia SPD Gerhard Schröder od lat związany jest z rosyjskim Gazpromem.

Jego wynagrodzenie jest prawdopodobnie nieporównywalnie wyższe niż w przypadku Wulffa, lobbuje bowiem za Gazociągiem Północnym, co notabene idzie w poprzek unijnej solidarności energetycznej. Schröder jest też przyjacielem prezydenta Rosji Władimira Putina, byłego oficera KGB, który obecnie w UE również jest nazywany dyktatorem. Cóż za nieprzyjemne skojarzenia. A fe. Czy nie lepiej przerzucić je gdzie indziej? Np. na Węgry czy do Polski? Nie tak dawno sam widziałem w poczytnym niemieckim tygodniku kolorowe zdjęcia premiera Viktora Orbána i prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego w mundurach niemieckich z czasów II wojny światowej. Mieli też opaski ze swastykami na ramionach. Ależ finezja skojarzeń. W Polsce wychodzące gazety, a także strony internetowe należące do niemieckich koncernów prasowych kreślą podobne skojarzenia w wersji „soft”, czyli nieco łagodniejszej. Przedstawiają to w formie rzekomej troski o zachowanie „europejskich” standardów demokracji. W amoku „antydyktatorskim” nadal pogrążeni są KE oraz wpływowi posłowie PE. Zagrożenie widzą jedynie nad Wisłą i nad Dunajem, i odczuwają przy tym swoisty ból fantomowy. Taktownie milczą o skojarzeniach znad Sprewy. A może takowych w ogóle nie mają?