W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Jesień Europy

15 listopada 2015

Dla wielu euroentuzjastów jesień Europy musi być bardzo przygnębiająca. Nie idzie tu tylko o warunki pogodowe, ale przede wszystkim decyzje i wydarzenia polityczne, które mogą doprowadzić do rozmontowania tegoż, jak zwykli mawiać, "jakże ambitnego projektu". Premier Wielkiej Brytanii David Cameron rozpoczął ofensywę mającą na celu zmianę funkcjonowania Unii Europejskiej, co, jeśli się nie powiedzie, może doprowadzić do Brexitu, czyli wyjścia tego kraju z Unii Europejskiej. Do tej pory wstrzymywał się z ujawnieniem stanowiska, czekając na wyniki wyborów parlamentarnych w Polsce. Wraz z zapowiedzią powstania nowego rządu Zjednoczonej Prawicy, wystosował on pismo do przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, które odczytano jako rozpoczęcie oficjalnych negocjacji w sprawie reformy Unii. Cameron nacisk kładzie na cztery obszary, domagając się odstąpienia przez Unię od traktatowej zasady "pogłębiania integracji". Żąda, aby jego kraj został z tego obszaru wyłączony. Po drugie chce, aby Unia Europejska stała się "Unią wielu równoprawnych walut". Dotychczas dziewiętnaście krajów przyjęło walutę euro, a dziewięć, w tym Wielka Brytania i Polska, pozostało przy walutach narodowych.  Cameron domaga się więc także w imieniu Polski, aby kraje operujące walutą narodową miały w Unii "równoprawny status i osobowość instytucjonalną". Domaga się także ograniczenia nacisku migracyjnego oraz reformy systemu instytucjonalnego Unii Europejskiej. Postulaty te będą dyskutowane przez poszczególne rządy krajów członkowskich.

Referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii ma odbyć się najpóźniej do końca 2017 roku, ale jest bardzo prawdopodobne, że stanie się to już w przyszłym roku. A jesień tego roku może być dla Unii przełomowa. Niedawno Parlament Katalonii uchwalił rezolucję, która ma być początkiem drogi do uzyskania suwerenności. Rząd Hiszpanii protestuje, posługując się argumentem, że w wypadku secesji siedmioipółmilionowa Katalonia zostanie wyrzucona za burtę Unii Europejskiej. Region ten chce pilnować własnych interesów, przede wszystkim gospodarczych. Wytwarza bowiem około 20% PKB całej Hiszpanii, która jest piątym pod względem ludności krajem Unii Europejskiej. Od lat, podobnie jak inne kraje Południa, jest dotknięta głębokim kryzysem, którego głównym źródłem, zdaniem wielu obywateli, było przyjęcie waluty euro.

Solidarność europejska pęka także na Wschodzie w związku z planami budowy Nord Stream 2.  Buntują się kraje takie jak Czechy, Słowacja, Węgry i Polska. W przypadku naszego kraju idzie o nowy rząd, gdyż stanowisko poprzedniej ekipy było dość dziwne. Z jednej strony premier Ewa Kopacz liczyła, że gazociąg ten nie będzie budowany, gdyż zdołamy go powstrzymać poprzez rzekomo silną pozycję w Unii Europejskiej, a z drugiej Radosław Sikorski, były minister spraw zagranicznych ujawnił, że był zwolennikiem przystąpienia naszego kraju do tego projektu w zamian za miejsce dla Polski w zarządzie spółki budującej gazociąg. Pokazuje to, w jakim rozkroku trwał rząd Platformy Obywatelskiej i PSL, a decyzje podejmowała kanclerz Niemiec Angela Merkel. Ona też przedstawiana jest jako główny sprawca imigracyjnej katastrofy, która pompuje notowania prawicowych partii w poszczególnych krajach Unii Europejskiej.

Przysłowiowym unijnym chłopcem do bicia są Węgry, które nie tylko stawiły czoła imigracyjnej nawałnicy, ale także ustami premiera Viktora Orbana wskazały winnych i współwinnych tego kryzysu. Ostatnio Orban publicznie stwierdził, że za inwazją emigrantów stoi pochodzący z Węgier miliarder George Soros, a czyni to dlatego, by osłabić państwa narodowe.  Sam miliarder przedstawił autorski plan opanowania kryzysu imigracyjnego, konkurencyjny wobec polityki Orbana.
Jest za tym, aby Unia Europejska przyjmowała co roku przynajmniej milion migrantów, którzy rozmieszczeni będą w państwach Unii według obowiązkowego mechanizmu. Wyliczył, że rocznie powinniśmy wydawać 20 miliardów euro na politykę migracyjną. Jedna z brytyjskich telewizji podejrzewa, że fundacja Sorosa zachęca muzułmanów do przyjazdu do Europy, wydając specjalny darmowy przewodnik w języku arabskim. Napisano w nim między innymi, że wita wszystkich w Europie i życzy dobrej podroży, "ponieważ swoboda przemieszczania się jest prawem każdego człowieka".  George Soros jako miliarder i filantrop od lat budzi skrajne emocje. Nie jest tajemnicą, że majątek swój zdobył na różnego rodzaju spekulacjach, a rozgłos zyskał ponad 20 lat temu jako "człowiek, który złamał Bank Anglii", doprowadzając do zachwiania kursu funta. To jednak historia, ale problemy, z jakimi boryka się Unia Europejska tej jesieni, to teraźniejszość.

W obliczu politycznego i gospodarczego kryzysu oraz imigracyjnej powodzi obywatele Unii Europejskiej pytają o przyczyny i szukają winnych. Trudno ich jednak odnaleźć i zidentyfikować. Czy winni są szefowie rządów i głowy państw w Radzie Europejskiej, czy poszczególni ministrowie w Radzie Unii Europejskiej, może Parlament Europejski, Komisja Europejska i jej komisarze, a może potężni lobbyści lub biznesmeni? Nikogo nie można pochwycić. Podobne rozterki przeżywać musiał nasz znakomity poeta Konstanty Ildefons Gałczyński, który w wierszu "Cyrulik jesienny" pisał:

"Tristis est anima mea usque, jak mówią, ad mortem...
Oto się jesień  zaczęła i nie ma komu dać w mordę". 

I pomyśleć, że utwór ten poeta napisał osiemdziesiąt pięć lat temu. A w następnej zwrotce zauważa:

"I nic, już nic nie zachwyca, i nic, już nic nie wystarcza,
idzie przez łan osmętnica,
tęsknota gospodarcza".

prof. M. Piotrowski, europoseł