W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Ideologia ponad wszystko

20 stycznia 2019

Podczas gdy w Londynie głosowano nad Brexitem, w Strasburgu Rada zdawała sprawozdanie w sprawie migracji i świętowano 20. rocznicę wprowadzenia euro, Parlament nasz debatował także nad... równością płci oraz neutralnością płciową. Oczywiście są sprawy ważne i ważniejsze, ale ideologia ponad wszystko. Parlament Europejski przedstawił dwa niezwykle ważne sprawozdania, które następnie zostały przegłosowane. Sprawozdawcami były osoby z grupy liberałów i Nordyckiej Zielonej Lewicy, w części komunistycznej. Przedstawili oni dokument „w sprawie równouprawnienia płci w kontekście polityki podatkowej w UE”. Już w punkcie pierwszym wezwano Komisję „do przeprowadzenia kontroli polityki budżetowej pod kątem płci, aby wyeliminować nierówne traktowanie ze względu na płeć związane z opodatkowaniem”. W tym samym punkcie domagano się zagwarantowania odrzucenia przepisów, które „umacniają model mężczyzny jako żywiciela rodziny”.

W kolejnym przyjętym sprawozdaniu „w sprawie uwzględnienia aspektu płci w Parlamencie Europejskim” w punkcie preambuły D z bólem odnotowano, że „postępy w osiąganiu równości płci w UE nie tylko ulegają stagnacji w całej Unii, ale również odnotowuje się znaczne opóźnienia w tym względzie w niektórych państwach członkowskich”. W punkcie R odnotowano, że działania „w dziedzinie promowania równouprawnienia płci i praw osób LGBTIQ mają kluczowe znaczenie dla wiarygodności” Parlamentu Europejskiego i innych instytucji unijnych. W swoim przemówieniu na forum Parlamentu skrytykowałem m.in. punkt preambuły U, w którym zapisano, że w Parlamencie Europejskim osoby LGBTIQ „są stosunkowo słabo wyeksponowane, a ich głos jest słaby”. Sądzę, że jest przeciwnie, dlatego głosowałem za odrzuceniem tego sprawozdania. Zwróciłem także uwagę na kuriozalny moim zdaniem punkt piętnasty, w którym przywołuje się zmienione wytyczne dotyczące języka neutralnego płciowo w Parlamencie Europejskim opublikowane w lipcu ubiegłego roku, zawierające dziwne porady na temat posługiwania się językiem równouprawnienia płci i równości płci. Swoistym kuriozum jest wyrażone tam nawiązanie do podobnej publikacji wydanej dziesięć lat wcześniej pod tym samym tytułem. Mówiłem już Państwu o niej wielokrotnie. Należy przypomnieć, że zniknęła ona bardzo szybko z obiegu, ponieważ propozycje w niej zawarte były uznane w wielu krajach za absurdalne.

W nowej broszurze, która notabene ma taką samą okładkę, słowo wstępne napisał grecki europoseł z Syrizy ze wspomnianej frakcji, w części komunistycznej. „Z wielką przyjemnością przedstawiam Państwu - pisze rzeczony europoseł - poprawioną wersję wytycznych dotyczących języka neutralnego płciowo, która jest owocem współpracy odpowiednich służb językowych i administracji”. Jak twierdzi, zawiera ona „praktyczne porady we wszystkich językach urzędowych dotyczące stosowania równościowego i inkluzywnego języka”.  Ach, ileż tam cennych porad! Ale zanim czytelnik do nich dotrze, autorzy na pierwszej stronie czują się w obowiązku wyjaśnić, „co oznacza język neutralny płciowo”? Zaraz też odpowiadają: „Język neutralny płciowo to ogólne określenie służące zdefiniowaniu języka pozbawionego znamion seksizmu (...). Celem języka neutralnego płciowo jest unikanie wyboru słów, które można interpretować jako tendencyjne, dyskryminujące lub poniżające, ponieważ sugerują wyższość jednej płci nad drugą”. Piszą wprost, że unikać należy uniwersalnego rodzaju męskiego. Proponują usunięcie lub zastąpienie utrwalonych w języku słów, np. w angielskim „chairman” (przewodniczący) słowem „chairperson”, tak aby zniknęło słowo „man”. W niemieckim słowniku majstruje się przy słowie „obywatele”. W języku polskim sugeruje się używanie określenia neutralnego „osoby uczestniczące w spotkaniu”, tak aby nie wskazywać na płeć. Pochylono się także nad zwrotami grzecznościowymi, proponując stopniową eliminację form „pan”, „pani”, „panna”, a we francuskim „madame”, „mademoiselle”, w niemieckim „Frau, Fraulein”.

Zarówno ten dokument jak i przywołane wcześniej sprawozdania cechuje wyraźna niechęć do mężczyzn wyrażana w nieco obskurancki sposób. Być może dowartościowując inne płcie wbrew intencji autorów, w cytowanym sprawozdaniu w punkcie C mówi się o „ukierunkowaniu na prawa, perspektywy i dobrostan kobiet i dziewcząt, osób LBGTIQ i osób o dowolnej tożsamości płciowej”. Sformułowanie „dobrostan” to według słownika języka polskiego PWN Doroszewskiego „dobre samopoczucie”. W dokumentach unijnych słowo to nie występuje w kontekście mężczyzn, ale bardzo często w kontekście zwierząt. Przypomnę, że w październiku 2018 roku Parlament nasz przyjął rezolucję „w sprawie dobrostanu zwierząt, stosowania środków przeciwdrobnoustrojowych i wpływu chowu brojlerów na środowisko”. No cóż, to takie sformułowania proponuje lewica i liberałowie, a większość w Parlamencie popiera. Jednak czy szczerze? Sprawozdanie miało na celu m.in. dowartościowanie kobiet w Parlamencie Europejskim, zwiększenie ich reprezentatywności na wyższych stanowiskach. Jedna z kobiet tuż przed głosowaniem nad wspomnianymi dokumentami wstała i skonstatowała, że odbyliśmy debatę z okazji 20. rocznicy euro, przemawiało sześciu ludzi, którzy rozmawiali na temat tego sukcesu. Wszyscy to mężczyźni (stwierdziła z żalem). No cóż, ideologia sobie, a praktyka sobie.

Mirosław Piotrowski