W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Ideały

8 kwietnia 2018

Pierwszy powojenny rektor KUL, człowiek wyjątkowy, ksiądz Antoni Słomkowski, wielokrotnie powtarzał studentom: „Najważniejsze są ideały”, dlatego stawiał tamę organizacjom komunistycznym, które chciały przeniknąć do katolickiego uniwersytetu. Był niezwykle lubiany i ceniony przez młodzież i profesorów ze względu na swą ideową postawę, ale także zwykłą ludzką życzliwość. Wśród społeczności akademickiej dostrzegał niemal każdą osobę i żył jej troskami. Pokolenie, które ukształtował pamiętało to przez wiele dziesiątków lat. Sam ks. rektor Słomkowski zapłacił wysoką cenę – wtrącono go do więzienia, stawiając absurdalny zarzut malwersacji, a później usunięto go z uczelni.  Do końca wierny był ideałom, które wpajał młodzieży.

Ideały to podstawa. To pryncypia. Dla nas to Dekalog. Większość instytucji lub organizacji aktywność swą zaczyna od zhierarchizowania wspomnianych ideałów, czyli wartości podstawowych, głównych. Nie inaczej jest w przypadku Unii Europejskiej, która w najważniejszym traktacie, już w artykule drugim stwierdza, że „Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej ...”, a dalej mowa jest o wolności, demokracji, równości, państwie prawnym, jak również poszanowaniu praw człowieka oraz mniejszości. Teoretycznie więc w centrum unijnych wartości jest człowiek jako osoba i jego godność. W praktyce jednak wyłącza się z tego grona dzieci nienarodzone. Choć z punktu widzenia prawa, będąc w łonie matki dziecko takie już prawnie dziedziczy, to i tak można je usunąć, czyli zabić. Nie wszyscy, szczególnie katolicy nie godzą się na to, dając temu aktywny wyraz w życiu społecznym i politycznym, głosując też na formacje, które się tej praktyce przeciwstawiają bądź zapowiadały prawne zmiany. Tak właśnie było w Polsce, gdzie wyborcami Zjednoczonej Prawicy byli ludzie promujący obecnie akcję „Zatrzymaj aborcję”. Wiele wskazuje na to, że aktualnie rządzących w Polsce problem ten nie ominie, co więcej, nie zostanie przykryty prawną regulacją zakazu hodowli i zabijania zwierząt futerkowych. Stosunek do życia, życia człowieka, jest bowiem papierkiem lakmusowym każdego prawdziwego demokraty. Dalej dopiero może być mowa o ustalaniu hierarchii i relacji społecznych. Oczywiste jest, że w każdej społeczności występują konflikty, zwłaszcza tam, gdzie jest władza i możliwość rozdzielania apanaży i stanowisk. Ważne jednak, aby czynić to roztropnie. Zgodnie z łacińską maksymą „quidquid agis, prudenter agas et respice finem”, czyli cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i przewiduj koniec, bacz na koniec.

Formacja prawicowa w Polsce rządzi już nie pierwszy raz. Za każdym razem była atakowana z zewnątrz. To nie nowość. Ale również sama popełniała błędy. Wiele z nich wynikało z odsunięcia się od ludzi, a wręcz ich lekceważenia. To sprawiało, że prawicowi politycy przeżywali frustracje i rozczarowanie, a obywatele zmieniali wyborcze preferencje. Niekiedy działania te były tak ostentacyjne, że wielu prawicowych wyborców podejrzewało, iż kierownictwo czyni to wszystko umyślnie, aby oddać władzę. Zaczyna się od rzeczy drobnych: odmowy spotkania i krótkiej rozmowy z posłem czy europosłem, czy chociażby niedawno oficjalnego pisemnego zaproszenia europosłów na obiad z polskim premierem w Brukseli, a później za pięć dwunasta telefonicznego wycofywania tegoż dla kilku z nich, propozycji objęcia ministerialnych stanowisk, a potem bez żadnego anonsu mianowania innych, nie wspominając o zwalnianiu z zaskoczenia premiera, ministrów, dyrektorów, kierowników i gremialnie innych funkcyjnych osób. Ludzie pytają, co się dzieje. Są zdezorientowani. Nie wszyscy zachowują się jak jeden z bohaterów znanego satyrycznego programu, który mówił: „Nie rozumiem, ale popieram”. Na stwierdzeniu takim trudno bowiem budować społeczeństwo obywatelskie.

A propos obywateli, to kancelaria Sejmu forsuje pomysł budowy ogrodzenia wokół polskiego parlamentu. Przypuszczam, że chodzi o bezpieczeństwo, ale obywatele mogą to odczytać jako symbol oddzielania się władz od ludzi. W Brukseli też nie jest bezpiecznie, ale pomysł byłego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka, aby nasz parlament otoczyć ogrodzeniem, z oczywistych powodów przepadł. Zamiar odgrodzenia polskiego Sejmu zasiekami nie jest nowy. Lansował go dwanaście lat temu znany polityk formacji prawicowej. Czy nie lepiej byłoby jednak, aby obecnie politycy sięgali do rozwiązań i ideałów, które prezentował wspomniany na początku  ks. Antoni Słomkowski?

Mirosław Piotrowski